Bezradność, niepokój i strach. Dzieci – trudne sytuacje.

Chciałabym podzielić się z Wami, tym co czułam w pewnej nietypowej sytuacji, ze swoimi dziećmi. Niestety nie mogę, nie chcę jej opisywać, samą sytuację stwórzcie sami lub przywołajcie jakąś z waszego doświadczenia z własnymi dziećmi. Myślę, że rodzice nieraz są stawiani pod ‚murem bezradności’.

Próbowałam zastąpić sytuację, która okryta została tajemnicą, inną, podobną, ale jakoś nie pasowało. Dzielę się zatem swoimi emocjami, reakcją i wnioskami, z nadzieją, że to wszystko, choć wyrwane z kontekstu, wniesie coś wartościowego w Wasz świat.


Jestem mamą. Mam dwoje cudownych, wyjątkowych, wspaniałych dzieci. A teraz siedzę z bólem wyrysowanym na twarzy. Ogarnia mnie uczucie bezsilności, jestem tak bardzo zdezorientowana, że nie wiem niemal nic.

Robię wszystko, żeby być taką matką, jaką sama chciałabym mieć. Chcę robić wszystko tak, żebym sama przed sobą nie musiała się kiedyś wstydzić i mieć cienia wątpliwości czy jestem dobrą mamą.

Wszytko przebiega tak jak sobie zakładam. Do momentu gdy dzieją się rzeczy tak dziwne, że nie jestem w stanie pojąć ich źródła. A w każdej sytuacji staram się je znaleźć, bo nie zajmuję się samym objawem, tylko szukam, dociekam, skąd to się bierze.

Dzieci czasami stawiają mnie w sytuacji gdy mam cudowną sposobność, skonfrontować się z całym wewnętrznym bólem, obawami, strachem, niepokojem. Robią to tak, że staję i czuję, że moje serce zaczyna coraz mocniej bić, że czuję niepokojące pulsowanie w głowie, ucisk w klatce piersiowej. Czuję to! Co robię…  dalej ich kocham, wspieram, jestem.

Mimo tego, że niemal nie mogę wytrzymać! W przerwie między niezrozumiałym zachowaniem, podchodzi do mnie moje dziecię, mówi ‚Mamoooo przytul mnie‚. Przytulam, tulę, całuję… uspokojona tylko na chwilę, żeby za moment być świadkiem kontynuacji niechcianych sytuacji.

Odpowiadam cierpliwie na pytania. Zachowuję spokój. Stało się, czekam, mówię jakie są konsekwencje, tego co się wydarzyło.

Ale mimo to, że szkody zostały usunięte. Rozmowa, próbująca dociec przyczyn przeprowadzona. Zostałam JA, z moją bezradnością, strachem który dalej czuję. Uderza mnie świadomość, że nie mam kontroli nad wszystkim, co dzieje się w naszym domu. Że nie rozumiem własnych dzieci. Ale jak można zrozumieć innego człowieka, mając problemy z pełnym zrozumieniem siebie. Świadomość ta daje mi niekończące się pokłady cierpliwości, wyrozumiałości i współczucia.

Ja jestem dorosłą kobietą, a miewam nierzadko problem z odszyfrowaniem emocji we mnie, bo dzieje się coś, reaguję i nie wiem o co chodzi, skąd się wzięło i dokąd zmierza. Rozumiem wtedy moje dzieci, jak nikt inny. One nie mają tego całego warsztatu wiedzy i doświadczeń jaki mam ja, też próbują zrozumieć co się dzieje. Ja jestem przy nich, staram się pomóc.

Nie mieszkam sama. W naszym domu towarzyszą mi jeszcze trzy osoby, każda z nich jest inna. Trudne zadanie zrozumieć siebie, a jeszcze trudniejsze innych.

Pisząc to, dalej siedzę z posępną miną, włączyłam muzykę, która pozwala mi się wprowadzić w inny stan (link).

Wiem, że mimo, że dzieją się rzeczy niezrozumiałe, ja daję sobie prawo czuć bezradność, złość. Nauczyłam się nie przenosić tego na moje dzieci, męża… siadam i jestem z tym. Myślę, dlaczego to co się wydarzyło, wywołało takie reakcje w moim ciele, dlaczego obudziło niesłychane pokłady niewyrażonych emocji. Bo wszystko we mnie aż krzyczało! Darło się w środku, bez opamiętania!

Kiedyś nie umiałabym zachować spokoju, wybuchłabym tą złością, mając potem wyrzuty sumienia. Czułabym, że jestem złą mamą, prawdopodobnie słusznie.

Jestem taka jak jestem, robię wszystko co mogę i mam prawo czuć, to co czuję. Mogę czuć strach i niepewność. Satysfakcję sprawia mi fakt, że zachowuję spokój… bo wiem, że złość która się we mnie budzi, nie wynika z niesłychanie dziwnego biegu wydarzeń w moim otoczeniu, ale jest to złość, która już dawno temu zagościła w moim wnętrzu.

Ostatnimi osobami, które powinny ponosić odpowiedzialność za tą złość, są moje dzieci.

Ja ze strachem, choć pełna odwagi… biorę tę swoją złość i całą gamę negatywnych emocji na siebie, bo to jak się zachowuję zależy tylko ode mnie. Mimo, że na moje aktualne nastawienie ma wpływ niezliczona ilość czynników, minionych wydarzeń, relacji z bliższymi i dalszymi osobami, ja biorę za to ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Czy mam pozwolić, żeby negatywne schematy zachowań nabyte w dzieciństwie kierowały moim życiem, ograniczały mnie i wpychały w pewne tory postępowania. Czy mam pozwolić, na przynoszenie sobie ulgi w moim wewnętrznym bólu i chaosie emocjonalnym, kosztem niczemu niewinnych dzieci. Moich ukochanych dzieci… małych, bezbronnych, zależnych?

Ja mówię NIE!

Robię porządek ze sobą, ze swoim wnętrzem, dla swojego dobra, dla dobra moich dzieci, dla dobra naszej rodziny!

Moje dzieci uczą się razem ze mną odkrywać siebie, odczuwać, wyrażać emocje. Często to ja uczę się od nich więcej, niż one ode mnie. Są niczym nie skażone, są mistrzami w wyrażaniu emocji. Mi niestety została odebrana możliwość wyrażania siebie, kosztem podporządkowania i spełniania oczekiwań otoczenia. Jednak nic straconego! Wszystko jest w naszych rękach!

Gdyby nie cały szereg minionych, nie zawsze miłych doświadczeń, nie miałabym tematu do rozważań. A tak mam ich, jak na razie nieskończoną ilość.

Kierując się takim podejściem, wszystko co nam się przydarza jest potrzebne. A może lepiej, wszystko co złe można przekuć w dobro, może stać się to naszą wyrzutnią do czegoś niezwykłego, ważnego i potrzebnego 🙂

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...