Chcę powiedzieć kim jestem! Podarujesz mi swój CZAS? Będziesz ze mną szczery?

Każdy z nas nosi w sobie potrzebę podzielenia się sobą, swoimi myślami, pomysłami, wątpliwościami, problemami z inną osobą. Nikt z nas nie chce być sam, tylko ze sobą. Potrzebujemy drugiego człowieka aby móc się w nim przeglądać jak w lustrze, potrzebujemy przyjaciela, takiego który będzie chciał nas szczerze słuchać, odpowiedzieć na nasz przekaz.

Człowiek jest istotą społeczną, a u podstaw tej społeczności leży komunikacja. Mamy wewnętrzną potrzebę poznawania innych, ale chcemy również aby nas poznawano, zaspokojenie tych potrzeb jest piękną drogą do spełnienia.

Zatrzymując się na chwilę, myślę ile jest osób, które są gotowe mnie otwarcie słuchać, tylko tak prawdziwie słuchać. Kiedy nie muszę filtrować tego co chcę przekazać, ze względu na to, że mogłoby ich to urazić, mogłoby być niewygodne lub będzie to nie zgodne z ich oczekiwaniami. Tak, że będą w stanie z otwartością przyjąć to co chcę powiedzieć, taką moją szczerą osobistą prawdę, bez oceniania i oczekiwania, będą chcieli mnie po prostu poznać.

Ile jest osób, które będą miały dla mnie CZAS i będą GOTOWE aby słuchać. Niestety niewiele, niemal wcale ich nie ma. Warunkiem komunikacji na jaką liczymy jest konieczność odłożenia własnych spraw, na poczet drugiej osoby, żeby móc dla niej BYĆ. A nie jest to łatwe.

Zastanówcie się o czym myślicie kiedy boli was ząb? Myślicie o sobie i swoim bólu, poszukujecie w myślach sposobów na uśnieżenie bólu, może szukacie najbliższego gabinetu dentystycznego. Czy gdyby przyszedł do was ktoś z potrzebą rozmowy, bylibyście wtedy gotowi odłożyć wszystko, łącznie z tym cierpieniem, usiąść i słuchać? Wątpię…

Ból zęba jest bólem fizycznym, dolegliwości takich doświadczamy od czasu do czasu. Niestety większość z nas cierpi na stały ból wewnętrzny, wynikający z palących nas problemów, niezrozumiałych wahań nastrojów, wątpliwości, trudności, poszukiwaniu drogi, która wybawi nas od tego wszystkiego i poprowadzi ku szczęściu. Jest BÓL, który jest stały i podobnie jak ból zęba utrudnia otwarcie się na drugą osobę. Bo jesteśmy zbyt zajęci SOBĄ, zamknięci w myśleniu o swoich trudach.

W moim przekonaniu koniecznym i bezwzględnym warunkiem odkrycia siebie, jest dzielenie się sobą, swoimi myślami, uczuciami z innymi. Żeby mieć taką możliwość musimy mieć takiego kogoś, kto zechce nas słuchać. A co jeśli każdy z nas zamyka się w tym poszukiwaniu ulgi dla siebie, nie wiedząc, że może nam to dać tylko drugi człowiek. Nam jest potrzebny słuchacz, ale my tym samym możemy być dla innych tym darem i możemy na wzajem sobie pomóc.

Idealnie kiedy takim słuchaczem byłby nas współmałżonek, czy towarzysz życia. Często jednak jesteśmy dla siebie dostępni tylko fizycznie, nie duchowo. Fizycznie jesteśmy w jednym miejscu, w jednym pokoju, ale możemy być wewnętrznie w zupełnie innych miejscach. Wędrować myślami gdzieś daleko. A prawdziwa obecność to „znacznie więcej, niż po prostu bycie ciepłym ciałem w jednym pomieszczeniu”. Jestem, gdy poświęcam ci całą moją uwagę, a wszystko inne, w chwili gdy JESTEM z tobą, przestaje istnieć.

Musimy porzucić na chwilę swoje sprawy i otworzyć się na drugiego człowieka. Chęć dzielenia się sobą wymaga odwagi i podjęcia pewnego ryzyka, bo chcemy dzielić się wszystkim, nie tylko tym co miłe. Kiedy w odpowiedzi na tą otwartość otrzymamy brak gotowości, czujemy się głęboko zranieni.

Ludzie wyposażeni są w radary idealnie wyczuwające, czy ktoś jest zainteresowany MNĄ czy też niby jest, a naprawdę chce być gdzie indziej i tylko czeka aż skończymy nasz ‚wywód’, naprawdę w ogóle nas nie słysząc. Mamy intuicję wyczuwającą fałsz z daleka. Pewnego rodzaju radar na nieszczerość, na zamknięcie na drugiego człowieka, również na wykorzystywanie.

Jest to kolejne zagrożenie w komunikacji. Nikt z nas nie chce być niczyim śmietnikiem emocjonalnym. Trudno liczyć na owocny dialog, kierując się jedną z głównych przeszkód ku temu, chęci wykorzystania drugiej osoby. Nie możemy oczekiwać, że zostaniemy wysłuchani i koniec, bo to był nasz cel. Skoro cel osiągnięto, kończymy i wychodzimy. Przecież nasz słuchacz również czeka, też ma potrzebę bycia usłyszanym. Gdy po raz kolejny zostaje wykorzystany zaczyna wątpić w możliwość dialogu z ludźmi, w których początkowo pokładał nadzieję, a oni zamiast wymiany, wsparcia, jak wiele innych osób wcześniej, chce go wykorzystać, wypłakać się, wyżalić i odejść. Pozbawiając złudzeń, odzierając z resztek nadziei.

Niesamowicie ważna w dialogu jest SZCZEROŚĆ. Kiedy rozmawiamy z większością osób, nie jesteśmy w pełni szczerzy. Słuchamy, przytakujemy, a w głębi duszy myślimy NIE! NIE! NIE!  Unikając jak ognia kolejnego spotkania, bo po co rozmawiać o niczym? A czemu nie jesteśmy szczerzy? Bo się boimy, bo szczerość nie jest wygodna, możemy urazić naszego towarzysza.

Wyobraźmy sobie, że kolega narzeka na żonę, jaka to ona zła. Niestety ja, osoba z zewnątrz widzę też jego wady, widzę, że reakcje żony, które mu tak przeszkadzają, wynikają z jego pewnych postaw i zachowań. On budzi w niej żal, ona go denerwuje. Mam przytakiwać ‚Oj tak kolego ale ta twoja żona jest fe!’
Czy mam powiedzieć co na prawdę myślę? On jak większość z nas wolałby być utwierdzony w swoich stronniczych ocenach. Kiedy jednak powiem co myślę jest szansa, że będzie to bodziec, który poprowadzi go do zastanowienia się nad sobą, do wzięcia odpowiedzialności za to co robi i zasiany niepokój może realnie coś zmienić, mieć pozytywny wpływ na ich życie. Pewne jest, że albo przyjmie moje zdanie, bo każdy ma do niego prawo lub przestanie się ze mną spotykać, a w bardziej optymistycznej wersji przestanie narzekać i czekać na poklaski, bo tego nie dostanie.

Nie wątpię, że ta szczerość pozbawia mnie większości znajomych. Ale czy będzie to dla mnie strata? Dla mnie osobiście bezcenne są osoby, które otwarcie i szczerze wyrażają swoje zdanie, nawet kiedy jest zupełnie inne niż moje.

Wracając do uważności, odłożyć wszystkie nasze sprawy i podarować czas drugiej osobie, również mieć odwagę do bycia szczerym, jest szalenie trudno. Co nie znaczy, że nie jest to możliwe.

Przytoczę tu historię pewnego księdza:
Wieczór, ksiądz zadowolony, że dzień się kończy, będzie mógł dokończyć wiele niedokończonych poprzedniego dnia spraw, zaznać odrobimy spokoju. Kiedy zmierza zapytać gospodyni, o której ma się spodziewać kolacji, bo doskwierać zaczyna głód, ona mówi, że w gabinecie czeka na niego młody człowiek. Zrezygnowany i wielce zniesmaczony idzie sprawdzić co za gość na niego czeka, o tak niestosownej porze, bo dziś nie ma dyżuru, ani gości się nie spodziewa. Wchodzi, czeka młody mężczyzna, skromnie ubrany, wygląda jak bezdomny. Pyta go czy będzie miał dla niego czas, bo chce z kimś porozmawiać. Ksiądz nie ukrywając niechęci zgadza się. Chłopak się przedstawia, historię zaczyna od tego, że stracił pracę. W głowie księdza zapala się lampka i myśli aha zaraz poprosi mnie o pieniądze. On jednak o nic takiego nie prosi, zaczyna mu opowiadać doświadczenia swojego życia, powoli snuje swoją tragiczną historię. Ksiądz jest ale myśli, jak by tu dać znać gospodyni, żeby wywołała go w ważnej sprawie. Nie kończąc myśli, woła go gospodyni, w sprawie ważnego telefonu. Z wyraźną ulgą wychodzi… mężczyzna zostaje. Ksiądz po dłuższej nieobecności wraca do gabinetu, krzesło na którym siedział gość jest puste. Uderza go, że zachował się zdecydowanie nieodpowiednio. Zaczyna mieć wyrzuty sumienia, martwi się o osobę, która chciała mu ofiarować swoją historię, a on go zignorował, chciał się go pozbyć. Teraz szczerze się martwi. Wsiada w samochód i nerwowo rozgląda się za młodym człowiekiem, wypatruje go idącego drogą przy lesie, jest już ciemno. Ksiądz zatrzymuje się mówi: „Przepraszam, że musiałem wyjść, wsiądź proszę, dokończymy rozmowę”. Chłopak wzruszył ramionami i cicho powiedział „Jest ksiądz taki jak wszyscy inny. Nikt nie chce słuchać”. Obrócił się i zniknął w mrocznym lesie… co się z nim stało? Może było to jego ostatnie wołanie o pomoc, o uwagę?

Niejednokrotnie my też tak smutnie znikamy w ciemności, rozczarowani odrzuceniem i brakiem zainteresowania.

Jestem na spotkaniu ze starym kolegą, jesteśmy w pizzerii, rozmawiamy, atmosfera sprzyja wymianie myśli, nagle dzwoni mu telefon, odbiera, zaczyna rozmawiać i znika na dobre kilka minut. Ja wewnętrznie czuję się urażona i lekceważona, a nić porozumienia zostaje przerwana. Co powinnam zrobić? Nie chcę być traktowana w taki sposób, mam mu zwrócić uwagę, delikatnie i subtelnie? Czy szczerze powiedzieć: kochany jak jesteś ze mną to BĄDŹ, jeśli ta rozmowa jest WAŻNA to zrozumiem ale jeżeli może poczekać do końca naszego spotkania, będzie mi miło. Bo nie chcę czuć, że nasze spotkanie jest na tyle nieatrakcyjne, że chcesz uciekać.

Siedzę z dawno nie widzianymi znajomymi, czeka nas z pozoru miły wieczór, każdy z nas ma pod ręką telefon, bo bycie non stop online stało się normalnością. Niby rozmawiamy, ale co chwila jak nie w jednym, to drugim telefonie, brzęczą jakieś komunikaty, powiadomienia. Wtedy raz jeden, raz drugi towarzysz ucieka na chwile, klika chwil, nie ma go. Czy to nie tragiczne? Są fizycznie… ale jednak nie są obecni, jakby ludzie będący ze mną teraz i tu, byli mniej ważni, mieli niższy priorytet, niż ci będący gdzieś, po drugiej stronie ekranu, może też w towarzystwie innych osób, od których chcą uciec. Smutne to. Czy mam się na to zgadzać? Czy na wejściu zrewidować smartfony? Wtedy mimo chwil niezręcznej ciszy, jest szansa na owocnie spędzony czas. W przeciwnym razie po co się spotykać?

Ja od dłuższego już czasu zaczynam ćwiczyć, aby wyrobić w sobie nawyk bycia dostępną i otwartą na drugiego człowieka. Również bezwzględnie szczerą, choć wiem, że nie jestem wszystko wiedzącym ideałem, wyrażam jednak swoje zdanie, często ku rozczarowaniu rozmówcy. Bo kiedy spotykamy się z drugą osobą, powinien być tylko ON, ONA, a nic wkoło nie powinno mieć znaczenia. A szczerość jest szansą, na popatrzenie na siebie z innej strony, powinna być odbiera jako dar,  na jaki ja bardzo liczę od moich rozmówców. A tak o to trudno, o czas, o odwagę, o szczerość, o otwartość.

Ja oferuję gotowość wysłuchania innych, ale mam w sobie potrzebę bycia wysłuchaną. Pięknie byłoby znaleźć towarzysza dialogu, kiedy dzielenie się, będzie zachodzić w obie strony, tym samym uszczęśliwiając obu uczestników rozmowy, zaspakajając tą fundamentalną potrzebę.

Życzę sobie i wam, żeby te starania o bycie szczerym i uważnym na innych przyniosły wielkie owoce. Aby znaleźć kompana, u boku którego nasza podróż stanie się łatwiejsza.

 


Zapraszam gorąco do dyskusji w komentarzach. Możesz pisać również anonimowo, jako gość (instrukcja).

Zostaw komentarz...

  • Ika

    Witaj Magda, bardzo to z moimi odczuciami, przekonaniami rezonuje, co piszesz w artykule i na blogu. Dotarłam do Twojego bloga przez Magdę Szpilkę. Chciałabym się bliżej poznać, proszę napisz na mojego maila, to może wymienimy się przemyśleniami poza forum. Pozdrawiam!

    • Z przyjemnością poznaję nowe osoby, tym bardziej jeśli nasze spojrzenie na siebie i to co nas otacza jest zbliżone 🙂 Pozdrawiam! Odezwę się 🙂