Ciało jest świątynią, cudem, czystym doświadczaniem – nie buforem na traumy!

Postrzeganie ciała  jest tematem, który mnie intryguje od momenty kiedy zdałam sobie sprawę, że ono istnieje. Naturalnie nie mówię tu o zaistnieniu mojego życia. A o momencie gdy świadomie pojęłam, że mam ciało a nie czuję go. Jakbym była swoim ciałem, jednocześnie będąc zupełnie poza nim. Coś co jest ze mną a nie doświadczam go.

Znacie prawdopodobnie uczucie kiedy coś wchodzi w tło tak bardzo, że przestajecie to widzieć, dostrzegać. Może to być obraz, który zachwycał was w momencie kupna i przez pierwsze dni, a dziś nawet go nie zauważasz. Może to być mężczyzna, który na początku wywoływał dreszcze na twoim ciele, a dziś jest mniej niż twoim współlokatorem, przestajesz go widzieć, cenić bo jest w tle.

Poczucie, że coś ZAISTNIAŁO, było wyjątkowe, a później staje się czymś co było, jest i będzie zawsze… wchodzi w tło, staje się niewidzialne, niedostrzegalne, przezroczyste. To jest właśnie historia mojego ciała… historia zapomnienia. Czułam swoje ciało momentami, zauważałam je przez intensywne odczucia, ścisłej mówiąc BÓL. Kiedy doświadczałam tak zwanej „choroby”, dyskomfortu – bólu – przypomniałam sobie, że mam ciało.  Że ono jest i jestem w stanie je czuć.

Zupełną abstrakcją wydawało się czuć ciało na co dzień, kiedy nic mnie nie boli. Pojawiło się gdzieś blade pytanie

– Czy ciało jest po to by doświadczać BÓLU i przypominać nam o minionych bólach (pochowane traumy)?

– Czy istnieje po to by przynosić „radość”, która pochodzi tylko z zewnątrz (jedzenie, bliskość)?

 – PRZEŁOM 1 –

Weszłam na drogę do poznania siebie i z wielu stron przychodziły do mnie informacje: ciało jest bramą emocji, przez ciało skontaktujesz się z traumami, ciało wie, ono pamięta, jest autentyczne, ono zna prawdę. Przełomowa była próba poczucia w ciele odczuć,  próby doświadczania ciała, przez emocje. Było to raczej wstrząsem, bo zobaczyłam, że żyje jakby nie mając ciała.  Widzę, że ono istnieje, czuję swój dotyk, czuję wodę podczas kąpieli na mym ciele, ale kiedy nic mnie nie pobudzało z zewnątrz nie czułam nic. Jakby moje ciało nie istniało.

Rozumiecie rozdarcie jakie powstaje wewnątrz? Stoję przed lustrem, patrze na siebie, na ciało,  przecież widzę, że jestem… ale jednocześnie nie czuje nic. Nawet nie czuje, że moje stopy opierają się na podłodze.  Nic – kontaktu z odczuciami w ciele – BRAK.

Zamarcie, brak czucia… NIC

Dlaczego stwierdzam, że NIC nie czułam?
Dlatego, że w momencie kiedy następuje zmiana, przeskok:
– Zauważasz, że miałeś COŚ, co wcześniej istniało a teraz zniknęło (np. projekcje, natłok myśli, utożsamianie się z nimi, tzw. głosy w głowie (uznane za – tak ma być) Kiedy cichną, zauważasz, że kiedyś je miałeś, że może ich wogóle nie być),
widzi się coś, czego nigdy nie było a teraz jest (np. skupiasz uwagę na ciele i nie czujesz nic, później zaczynasz i dopiero zdajesz sobie sprawę – wcześniej nie czułam – teraz tak )

Stan, w którym jesteś, uważasz za będący od zawsze, kiedy coś się zmieni doświadczasz czegoś, czego istnienia wcześniej nie podejrzewałeś.

 – PRZEŁOM 2 –

Wieczór, leżę na łóżku,  słucham dźwięcznych uderzeń mis tybetańskich. Relax.  Zupełnie niespodziewanie, nieplanowanie pojawia się czucie, wewnętrzne poczucie wypełnienia. Delikatne drżenie, wibracje, pulsowanie. Jakby wyraźnie odczuwalne ciepło, zaczęło wypełniać stopniowo moje ciało, począwszy od stóp.

Jakby nalewano we mnie czegoś, ten poziom czucia przesuwał się od stóp do góry, jednocześnie od dłoni w górę.

Z jednej strony poczucie wypełniania, „nalewania” z drugiej wyobrażenie krążącej wokół moich stóp, nóg, dłoni, rąk wirów. Jakby z zewnątrz, coś co wyraźnie czułam, okrążało mnie spiralnym ruchem. Dotychczas nieznane, taka mocna dynamika.

Poczucie czucia przesuwało się: kostki, łydki, kolana, uda, kiedy, okalało moja miednicę, odczucie wydawało się intensyfikować. Czułam swoje plecy… stawało się to tak pięknie intensywne. Miałam w sobie spontaniczną zgodę na to by działo się to co się działo, zupełnie nie rozumiejąc tego. Niezwykła podróż po ciele… Jakby moje ciało stawało się żywe…

Wiedziałam, że żyję – ale tej nocy, po raz pierwszy czułam życie wewnątrz siebie, czułam ciało od środka.

Niosło mnie to… nastąpił jednak moment zatrzymania, jakbym się obudziła i przerażenie – CO SIĘ DZIEJE?! Pojawił się OSĄD, a zaraz po nim strach, poczucie, że coś ze mną nie tak, że – co to ma w ogóle być? jedno ogromne negowanie. W tym momencie to wewnętrzne odczucie zaczęło się cofać.

Przez kolejne kilka dni czułam. Za każdym razem zaczynało się od stóp i dłoni, nieśmiało rozpoczynając wędrówkę. Jednak za każdym razem, pytanie – co się dzieje? i niepokój – zatrzymywały to co chciało się dziać.

Próbowałam się dzielić z osobami które mnie otaczały.  Nikt z nich nie miał zbliżonych doświadczeń,  więc w izolacji rosła moja ciekawość – co to jest? Co się  ze mną działo?

 – PRZEŁOM 3 (zwrot) –

Czytając pełne miłości słowa Ruiza,  przeniknęło mnie do szpiku kości, kilka zdań o pudży dla ciała, które wywołały lawinę refleksji. Zapisałam je mniej, więcej tak:

Pudża dla ciała – ADORACJA ciała 
– poczynaj rytuały;
– kłaniaj się, składaj kwiaty, czcij miłością ja Boga;
– daruj pełną poświecenia i uwielbienia MIŁOŚĆ;
– traktuj ciało z miłością, szacunkiem, wdzięcznością, czcią;
– jedząc zamykaj oczy, weź kęs, delektuj się [pożywienie jest ofiarą dla twojego ciał, dla świątyni, w której mieszka Bóg;
– adoruj swoje ciało!

Ciało będzie w pełni otwarte, gdy wypełnisz je miłością!

Spełnisz się dzięki własnej miłości!

Gdy zbudowałeś doskonały układ między tobą i twoim ciałem, to od tej chwili twoja połowa każdego związku w otaczającym cię świecie staje się idealnie spełniona!

Ciało zaspokoi się całą tą miłością, którą dla niego masz!

 – PRZEŁOM 4 –

Kilka dni temu czytając książkę, doświadczałam kolejnej fali czucia. Rozważania autora nad zaburzeniami odżywiania, osądów siebie, wyglądu, akceptacji. Pojawiło się we mnie pytanie:

A  gdybyś tak mogła spojrzeć  na swoje ciało z własnego wnętrza?

Zrobiłam to i Wow!

Spojrzałam i zaczęłam czuć, siebie od wewnątrz … tym razem nie zatrzymał tego strach, wywołany osądem doświadczenia, była akceptacja i pozwolenie.
Ciepło, promienność, jasność… przenikliwa radość. Ogromna wdzięczność i nieopisana obecność. Tak wyglądam z perspektywy własnego wnętrza! To jestem JA – nieopisana!

Dopełnienie miłości i akceptacji. Nawet jak teraz to piszę … czuję delikatne wibracje, przyjemne rozpieranie od środka, no czuję w sobie życie, energię życiową, czuję to!

Nie wiem nawet jak dokładnie to opisać,  być może nie da się tego zrobić precyzyjnie. Od kilku dni czucie towarzyszy mi w sposób ciągły, kiedy tylko skieruje uwagę na ciało, czuje TO. Rozmawiam, pisze,  czytam – czuję.

Co ciekawe stałe czucie ciała,  świadomość skierowana na czucie siebie od wewnątrz – teraz … sprawia, że rozpada się przeszłość (brak uraz, żalu). Rozpadają się oczekiwania, projekcje… nawet w konfrontacji z czymś co pobudzało, ten kontakt sprowadza mnie do Siebie, do tego co teraz. Niesamowite to – jakbym zaczynała widzieć bez mgły.

Nie wiem co to jest, ale wiem, że jest prawdziwe i dobre 🙂

Zwróćcie teraz uwagę jak ciało jest postrzegane, nawet w wielu technikach „wspierających” rozwój.  Jako bufor na traumy, jako zbiór wypieranych emocji, jako ciemna, zimna piwnica, do której spychasz od zawsze to, czego samo wyobrażenie cie przeraża.

Być może ciało nie jest zbiornikiem z czymś czego nie chcesz? Nie jest to worek na traumy, ani wszystko to co wyparte!?

Być może jest inaczej niż usłyszeliśmy, przeczytaliśmy? Słowa, które zdawały się dawać wolność, być możne stały się kolejnym ograniczającym osądem?

Takie myślenie – ciało pamięta,  ono wie to czego ty nie chcesz widzieć – czy to nie napawa lękiem? Czy ciało nie staje się czymś mrocznym, niepewnym, tajemniczym czego należy się bać?

Powyższe przekonania o ciele, były powodem osądu, który zatrzymał mnie w drugim przełomie.  Zaczęłam się bać, że  wyjdzie ze mnie coś tak dużego z czym sobie zupełnie nie dam rady. Może pora odczarować osądy, przekonania?

Ciało jest świątynia dla naszej duszy. Cudownym łącznikiem duchowości i fizyczności. Stworzone by doświadczać!

Nie ma w nim nic czego możemy się bać! Bać jedynie możemy się kłamstw, w które uwierzyliśmy, bo one są powodem osądów, które nas wstrzymują!

Piszę ten tekst, bo obudziła się we mnie ciekawość, czy są wśród was czujący siebie od wewnątrz?

Chcę mieć z kim dzielić się tym pięknem, radością, które nie są rozumiane przez osoby, dla których jest to nieznane lub obrzucają to całą stertą osądów, czymś co pobudza to ich lęki.

Te doświadczenia sprawiają, że widzę ciało inaczej, zakochuję się, jestem tak zainspirowana! Rośnie we mnie świadomość, jak wielki  cudem jestem ja i jak bogate może być doświadczanie.

Wiąże się to z tak wieloma spostrzeżeniami. Zapisuje wiele własnych odkryć, które przychodzą każdego dnia. Dajcie mi znać czy interesuje was to?

Nie dziele się nimi, kierując się być może błędnym założeniem,  że nie zostanie to zrozumiane, że to nie czas. Odważnie wychodzę, bo to jest cześć mnie, mojego życia, doświadczania, mojej podróży.

Zostaw komentarz...

  • biały koliber

    Dla mnie temat ciała jest bardzo fascynujący i właściwie taka historia z odczuwaniem go zaczęła się, kiedy w medytacji pojawiło się coś, czego kompletnie wtedy nie rozumiałam. Fala gorąca od czakry podstawy idąca do góry, a potem schodząca w dół i znowu do góry… No i cóż… wystraszyłam się, bo te odczucia stawały się coraz mocniejsze, a ja w pewnym momencie pomyślałam, że jak tego nie zatrzymam to rozsadzi mi głowę. I wtedy usłyszałam w środku, czy raczej to poczułam (to są właśnie takie odczucia, których nigdy do końca nie da się nazwać) jak coś mówi „spokojnie, spokojnie” i autentycznie poczułam uśmiech tego co usłyszałam 😉 I od tego momentu wszystko zaczęło się wyciszać… Potem zdarzyło się jeszcze dwa razy w medytacjach, ale było słabsze i w końcu odeszło. Dzisiaj jak to piszę to mnie olśniło, że wtedy miałam szansę wyjść poza swój własny umysł, czyli tak naprawdę przeżyć swego rodzaju „śmierć” i właśnie tego się wystraszyłam. Ten strach zatrzymał to co mogło się zdarzyć. W sumie mam ochotę powiedzieć, że szkoda, ale z drugiej strony myślę sobie, że skoro coś takiego się zadziało to znaczy, że może się powtórzyć, kwestia mojej gotowości na tę „śmierć”. Co ciekawe jakiś czas przed tą medytacją miałam sen, że umieram, czułam to, to odczucie było coraz mocniejsze, siedziała przy mnie moja mama, a ja czułam coraz większą nicość (oczywiście znowu nie wiem jak to nazwać) jakiś bezwład, jakieś rozmycie… i nagle poczułam taki potworny żal i pomyślałam w tym śnie, że to już koniec i że już nigdy jej nie usłyszę? I teraz tak sobie myślę, że mama w tym śnie mogła być symbolem „starej” mnie i czułam żal, że przestanie istnieć… Zaczęłam czuć się jeszcze intensywniej i obudziłam się. Nie umarłam w tym śnie do końca, choć byłam tuż „przy granicy” 😉 Jak w tej medytacji… Bardzo, bardzo chciałabym doświadczyć tego ponownie, ale widocznie narazie to wciąż chciejstwo, a to ma być GOTOWOŚĆ 🙂
    Jakiś czas po tym, również w medytacji poczułam, że z moim ciałem dzieje się coś innego, niż zwykle. Zaczęło się bujać, najpierw jak dziecko w sierocej chorobie, a potem doszło leciutkie wibrowanie. Przyglądałam się temu, oddychałam i poddałam się temu całkowicie. Zaczęło się nasilać i szło jakby partiami. Najpierw cały brzuch, to było niesamowite, bo ciało było nieruchome a jednocześnie sam brzuch jakby wibrował w jakimś spiralnym ruchu, potem przeniosło się na obszar klatki piersiowej i to samo. Przyszły wewnątrz takie słowa „ciało jest mądre, ciało wie co robić”. I ja rzeczywiście miałam odczucie, że wewnątrz mnie siedzi jakiś zawiadowca i doskonale wie co poruszyć, jak to zrobić i w jakim czasie… Najdłużej pracowało w okolicy czakry podstawy i tam najmocniej wibrowało. Potem zeszło na uda, potem głowa, potem szyja i to było niesamowite, bo moja głowa odchylała się do tyłu coraz mocniej i to szło jakby stopniowo, w którymś momencie była tak odchylona, że dla kogoś z zewnątrz musiałoby to wyglądać dość dziwnie 😉 I wtedy przypłynęło słowo tarczyca… I faktycznie ta szyja była tak wygięta, jakby tarczyca zaraz miała wyskoczyć 🙂 Potem przyszedł czas na stopy i na samym końcu bardzo mocno przechyliło mi głowę do przodu, tak mocno, że normalnie czułam jak mi się górna część kręgosłupa rozciąga i „trzaska” 🙂 W którymś momencie poczułam, że wystarczy i wszystko zaczęło się wyciszać… Jak spojrzałam na zegar to okazało się, że trwało to prawie 2 godziny a ja nie czułam w ogóle zdrętwienia. Za to czułam totalny luz w ciele, spokój i niesamowite wrażenie wypoczęcia. Potem jeszcze w różnych medytacjach wracało to odczucie, ale już w mniejszym stopniu. Od tego momentu zaczęłam bardziej świadomie zwracać uwagę na odczucia z ciała. Często rozmawiając z kimś o czymś dla mnie ważnym zaczynam czuć delikatne drżenie i ono pokazuje się w różnych obszarach. Ostatnio rozmawiając poczułam jak drży klatka piersiowa, szyja i szczęka… No niesamowite odczucie. Rozmowa była dla mnie ważna i „oczyszczająca” i wyraźnie czułam, że uwalnia się to co wcześniej się nazbierało i uwierało. A po rozmowie błogość w ciele, spokój i jakieś wewnętrzne zadowolenie.Teraz tak sobie uświadomiłam, że od momentu wejścia w ten głębszy kontakt z ciałem przestałam marzyć o „odlotach” 😉 W medytacji zaczęłam się ukorzeniać, czego wcześniej nigdy nie robiłam. Zaczęłam w mieszkaniu biegać boso, co kiedyś bardzo lubiłam, a potem nie wiedzieć dlaczego odpuściłam. Oczywiście podłoga to nie to samo co ziemia, ale jednak i tak inaczej, niż w obuwiu. Potem przyszła totalna niechęć do telewizji, za to nadeszła tęsknota za lasem, polami, zielenią… zapachem, który czułam jak tylko przewijały mi się obrazy. I co ciekawe, ja nic nie robiłam co miałoby mnie do ciała zbliżyć (no ciekawe określenie 😀 ). Któregoś dnia ono po prostu samo się do mnie odezwało i akurat w tym dniu ja pozwoliłam sobie je poczuć 🙂 Madziu, dziękuję za ten wpis, bo zainspirował mnie i w końcu usiadłam i to opisałam 🙂 <3

    • Dziękuję za to, że dzielisz się swoimi doświadczeniami <3

      Zaufanie i otwartość, gotowość – dla mnie jest czymś czego się uczymy, czego ja się uczę przy każdym nowym doświadczeniu.

      Przyznać trzeba, że kierując się przekonaniami społecznymi – te czucie – jest czymś nie normalnym – dobrze ze uczymy się tym nie kierować, rewidować i odpuszczać to co ogranicza 😀

      Życzę "mało chcenia", "mało starania" za to "wiele ufności, otwartości i gotowości"

      Pozdrawiam!

  • Noel

    Musze powiedziec,ze dla mnie akurat wizja tego,ze moje cialo pamieta traumy i ze ma w sobie wypierane przeze mnie emocje nie jest czyms co mnie napawa lekiem. Wrecz przeciwnie zaczelam zwracac na moje cialo wieksza uwage i traktowac je z wiekszym szacunkiem.