Gdy czujesz się jak lista spraw do naprawienia! Kobieta w relacji…

Bywają takie dni gdy czujesz się jak lista spraw do naprawienia, jak niekończąca się księga skarg i zażaleń, którą wzbogaca każda uwaga przychodząca od bliskich, dalszych czy całkowicie obcych osób.

Czujesz, że wszystko co robisz nie jest takie jak być powinno, że twój dom nie wygląda jak na dobrą panią domu przystało, że dzieci nie zachowują się tak jak mąż by oczekiwał. Ty sama masz do siebie tak wiele „ale”: bo wykształcenie, praca czy jej brak, ciało nie takie, włosy, twarz, piersi… no wszystko nie jest tak.

Mimo, że jesteś we własnym domu, z mężem, dziećmi…  czujesz się jak na emocjonalnej pustyni, samotna, pełna tęsknoty. Czasem masz wrażenie, że jesteś robotem do sprzątania, gotowania, łagodzenia sporów, czuwania w nocy i wszystkiego innego co należy zrobić. Odczuwasz tak silny emocjonalny głód, który trudno wyrazić. Każda uwaga męża, coś co chciałby zmienić w domu, w podejściu do dzieci traktujesz jak pocisk, wymierzony prosto w twe serce. Przyjmujesz to i cierpisz w ciszy lub też próbujesz walczyć.

Myślisz… no tak, on mnie nie kocha, akceptuje mnie kiedy wypełniam listę zadań. A zadania tak Ci obrzydły, że w pewnym momencie nie ma dla Ciebie znaczenia czy masz w sypialni porządek, czy przewracasz się w kupę ubrań. Ład w domu postrzegasz jako warunek do tego by być ok, jedna z pozycji na liście do zrobienia. A gdzie jesteś w tym ty? Twoja kobiecość, potrzeby?

Kiedy nie masz sił po raz kolejny zmywać podłogi po każdym posiłku, gdy twój kilkulatek rozleje sok, porozrzuca jedzenie… uciekasz z tej kuchni. Po jakimś czasie zmuszona jesteś iść zrobić kolację i widzisz ten bałagan, czując  się jak najgorsza kobieta na świecie, najgorsza matka i żona.

Kiedy każde… O jaki ładny porządek! – traktujesz jako tymczasowy wyraz aprobaty, jako element tresury, która zaczęła się w dzieciństwie i trwa. Kiedy pochwała jest zachętą by podążać wedle tej piekielnej listy oczekiwań partnera, rodziców, dzieci, znajomych. Czujesz, że to taki ochłapek rzucany Ci pod nogi, byś dalej chciała działać. Jak ten marny kawałek pizzy (przeczytaj o magicznej kuchni pełnej miłości, którą w sobie masz)

Pytałaś po stokroć „Kochasz mnie?” tak potrzebowałaś to słyszeć, być upewniana, że tak jest. Z czasem zaczęłaś jednak czuć chłód i smutek słysząc w odpowiedzi to rzucane od niechcenia „No tak, kocham Ciebie” „Czemu pytasz?” lub co gorsza „Nie  zmieniłem zdania, skoro jestem, to kocham – zapamiętaj„. Przyszedł czas, że na te wyznania reagujesz obojętnością myśląc: taaaak, jasne… A w głębi czujesz że coś jest nie tak, że to nie prawda, że to nie jest to za czym tak tęsknisz.

Przestaniesz pytać i domagać się wyrazów miłości. A słysząc tym razem spontaniczne „Kocham Ciebie…” myślisz, a z czasem nawet i mówisz:  Dla mnie to nie jest prawda, nie wierzę Ci, kochasz mnie wybiórczo, nie tak jak potrzebuję, twoje słowa nie znaczą dla mnie nic, nie czuję tego.

Wycofujesz się tracąc nadzieję, że będziesz kiedyś czuć się kochana, doceniana, szanowna, wielbiona, byś czuła się jak księżniczka, jak ta jedyna. Porzucasz pragnienie by był u twego boku ktoś, kto będzie się o Ciebie troszczył, wspierał, dbał, ratował z opresji, wspierał. Ktoś przy kim będziesz spokojna, otwarta, gotowa na podbój świata. Chowasz się pod skorupą, budujesz ścianę, mur, tworzysz dystans. Bo bezpieczniej jest porzucić nadzieję, popaść w wielki acz cichy smutek, niż po raz kolejny nieporadnie otworzyć się, prosić o budowę więzi, bliskości na nowo. Bo być może nie zniesiesz kolejnego rozczarowania, poczucia porzucenia, ignorowania. To tak boli… porzucasz ryzyko i wolisz sparaliżowana żyć ze swoim nie kochankiem, nie miłością i inspiracją a współlokatorem, z którym dzielisz obowiązki.

A może można to zmienić? Może można coś zrobić? Z dwóch zranionych, zdystansowanych osób, stworzyć relacje pełną miłości, wsparcia i ciepła? Może warto porzucić  strach przed zdemonizowaną zależnością i zacząć budować głęboka emocjonalną więź? Być może za tym brakiem nadawania na tych samych  falach, stoi poczucie zagrożenia, utrata więzi i poczucie braku bezpieczeństwa? A gdy widzimy tylko pokrywkę, nie domyślając się głębi i prawdziwego źródła tego całego bólu? A gdybym powiedziała ci, że relacja do jakiej wzdychasz jest możliwa? A gdybym powiedziała, że być może potrzebujesz tej zależności, bliskości, poczucia przynależności do kogoś, jako warunku bezpieczeństwa? Jako drugiego początku, szansy do emocjonalnego rozwoju (Przeczytaj: Związek, drogą do odkrycia siebie?)?

Jak  myślisz? Czy odnajdujesz się w tych rozważaniach? Czy miałaś kiedyś podobne odczucia? Jeśli tak miej pewność, że nie jesteś sama… że zakładam iż niemal każdej z nas to dotyczy.

Nie jesteś sama, czasem wystarczy wiedzieć tylko tyle, by porzucić myślenie, że coś z tobą jest nie tak. Nie jest! Jesteś doskonała tak jak to co tobie, a właściwie specjalnie dla ciebie się przydarza.  

Ja aktualnie szukam i powoli znajduję odpowiedzi na wiele z powyższych pytań m.in. w książkach:

  • Przytul mnie. Siedem rozmów, które zapewnią miłość na całe życie” Sue Johnson.

Opis książki:
Czy chcesz wzbogacić zdrową relację, odnowić nadwątloną lub uratować tę, która zmierza w złym kierunku? 
Wszyscy pragniemy miłości na całe życie, wsparcia oraz przyjaźni. Jednak czasami potrzebujemy odrobiny pomocy.

Przesłanie Przytul mnie jest proste: zapomnij o uczeniu się sztuki prowadzenia sporów, analizowaniu swojego wczesnego dzieciństwa, wykonywaniu wielkich romantycznych gestów czy eksperymentowaniu z nowymi pozycjami seksualnymi. Zamiast tego weź się do emocjonalnego wzmacniania swoich relacji poprzez uświadomienie sobie, że ciebie i twojego partnera łączy emocjonalna więź i że jesteś od niego zależny/a w podobny sposób, w jaki dziecko jest zależne od swego rodzica w kwestiach karmienia, ukojenia i bezpieczeństwa. 
Dzięki opisom przypadków z praktyki dr Johnson, pouczającym radom oraz praktycznym ćwiczeniom możesz nauczyć się, jak opiekować się swoją relacją, chronić ją i rozwijać, zapewniając sobie miłość na całe życie.”

  • Wezwanie do miłości” Anthony de Mello

Opis – „Książka „Wezwanie do miłości” prezentuje ostatnie medytacje Anthony’ego de Mello, autora słynnego „Przebudzenia”. Są to zapiski człowieka, który miał odwagę zobaczyć rzeczywistość i dlatego był pewien współczucia i miłości dla wszelkich istot i rzeczy; mistyka, który rozkoszował się wszystkim i niczym.
Ich tematem jest przede wszystkim miłość i to, co ją utrudnia: przywiązania, pragnienia, żądze, chciwość, systemy wierzeń lub przekonań – jednym słowem uwarunkowania oraz sposób, w jaki można się od nich uwolnić po to aby wiedzieć, aby kochać.”

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...