Gniew, po drugiej stronie smutku…

Poniżej przykład…
Co dzieje się kiedy tłumiony latami gniew, żal… zaczną wychodzić, w codziennych, zwyczajnych sytuacjach. Rodzi się konflikt. A jego źródło leży zupełnie w innym miejscu.

Mąż pyta żonę „Ile wydałaś pieniędzy podczas ostatnich zakupów? Musimy przemyśleć nasz budżet, abyśmy nie uszczuplali naszych oszczędności! Stwórzmy razem plan.” Żona zaczyna gniewać się na męża, robić mu wyrzuty, popada w wielki żal, staje się smutna i niedostępna. Chce uniknąć rozmowy za wszelką cenę.

Ona nie pracuje zawodowo, zajmuje się maleńkimi dziećmi. Myśl o ustaleniach pieniężnych, które chce podjąć mąż, budzi w niej wiele emocji. Agresję, gniew, złość, pomieszaną z żalem i poczuciem niesprawiedliwości, które skutecznie tłumi, zamieniając się w niedostępny głaz.

Dlaczego?

Bo ma następującą wizję tego co się stanie, a czego doświadczała w domu rodzinnym.

Żyje nosząc w sobie wiele strachu, kiedy zacznie się walka o władzę? Kiedy usłyszy, że nie ma nic do gadania i ma się wziąć do roboty, bo jest pasożytem, leniem i nic niewartym darmozjadem? Wyznacznikiem tego kim jest, jest to ile zarobi. Nie zarabia NIC, więc kim jest? Nikim?!

Nieświadomy jej przeszłości mąż nie rozumie agresywnej reakcji żony na proste pytania dotyczące domowego budżetu. Ja rozumiem…

Wyobraźcie sobie rodzinę, gdzie pieniądze są insygniami władzy, głowy rodziny. Czuje się panem, gdy ma przewagę nad pozostałymi członkami rodziny (żoną, dziećmi), kiedy robią co che, postępują pod jego dyktando. Pieniądze są środkiem manipulacji, stają się kwestią sporną, przedmiotem wielu kłótni i nieprzyjemnych sytuacji. Wyliczanie, kto ile wnosi, kto ile wydaje. Wszystko celem udowodnienia pozostałym członkom rodziny, którzy nie zarabiają owego STRATEGICZNEGO środka, że są niczym! Że mają się bezwzględnie podporządkować, bo inaczej PAN zabierze swoje wszechmocne pieniądze i będą skazani na ‚śmierć głodową’.

Pieniądze używane są jako środek PRZEMOCY, pokazują kto jest kim, w tym nadzwyczaj krzywdzącym układzie. W bezbronnych dzieciach, padających ofiarą tego szantażu, pieniądze i kwestie z nimi związane urastają do tak ogromnego problemu, że myśl o rozmowie o nich napawa strachem! Kiedy byli szantażowani, nie mieli możliwości okazać sprzeciwu, powiedzieć NIE! Musieli to znosić. Jedyną możliwością aby trwać w tym chaosie było tłumienie w zarodku rodzącego się gniewu. Który naturalnie jest potrzebny aby się bronić i wyznaczać granice. Niestety w tym wypadku, dzieci chłoną postawę bezbronnej, podatnej na manipulację, uległej matki. Córka wychowana w takim środowisku, wchodzi w związek małżeński… gdzie stara się jak może unikać rozmów o pieniądzach.

Żona ma w sobie wiele bólu i żalu z przeszłości, w związku z tym jak była traktowana w rodzinie.

Konflikt który rodzi się między małżonkami, osadzony jest mocno w przeszłości. Budzi stare demony. Powodując, że zachowanie żony wydaje sie być trudne do zrozumienia, bezsensowne. A ona odcięta od swoich emocji nie jest w stanie dociec przyczyn swojego zachowania.

Prawda, że warto pracować nad sobą, emocjami, dążyć do poznania siebie. Wtedy nasze zachowania nie opierają się na zasadzie nieświadomych reakcji tylko świadomego DZIAŁANIA.

Zostaw komentarz...

  • Marzena

    prawdę piszesz kochana. jest tylko jeden myk… człowiek, który stłumił gniew nie zdaje sobie z tego sprawy, popada w smutek, melancholię, a już ostatnią rzecza, o której pomyśli, jest stłumiony gniew… To tak jak dziecko z rodziny patologicznej – nie przyjdzie mu do głowy, ze rodzina jest patologiczna… Super robotę robisz . Ja już wiem, wiem, że gniew zwróciłam przeciwko sobie i wywalił w postaci choroby autoimmuno. Ale wtedy nie wiedziałam i nie umiałam inaczej. Myślałam, że nad wszystkim panuję, że to nic, ze jest wszystko oki… ale nie było 🙁

    • Dziękuję! Wiedza i świadomość istoty „problemu” moim zdaniem przychodzi w najlepszym możliwym czasie. Jesteśmy wyposażeni w całą masę mechanizmów obronnych… spod których patrzenie na własne życie, siebie jest bardzo zakrzywione. Możliwe jest zrzucenie tych zakłamanych soczewek z własnych oczu! I to jest niezwykłe! Z całego serca powodzenia!

  • Dorota

    Tak, już małemu dziecku wmawia się: nie wolno Ci się złościć!, szczególnie dziewczynkom zabrania się tego uczucia – „złość piękności szkodzi”… A przecież złość to piękne uczucie. Kiedy czuję złość, to jest to dla mnie sygnał, że wokół dzieje się coś niedobrego i pora zawalczyć o siebie oraz ustalić granice. Niejednokrotnie złość jest właśnie z tym związana, że ktoś przekroczył moje granice, wykorzystał mnie, zachowuje się niewłaściwie w stosunku do mojej osoby, lekceważy, stosuje przymus… Nie ma uczuć złych i dobrych, bo wszystkie są potrzebne. To, że się złoszczę, wcale nie oznacza że jestem złą osobą. Dziękuję za artykuł. 🙂

    • Dziękuję! Tak masz rację dziewczynką nakazuje się by były grzeczne, spokojne czytaj uległe, nadmiar podporządkowane! A chłopcy mają nie płakać i być twardzi, niemal pozbawieni słabości czytaj zamknięci na emocje. Smutne to! Każda emocja jest potrzebna, każdą pełni swoją rolę. Ja wierzę że z czasem nauczymy się doceniać całe ich spektrum! Ściskam!

  • Wioletta Malicka-Rosiak

    ach, jak daleko zaszłam a jaka jeszcze długa droga przede mną 🙂

    • 🙂 Wiesz, że Twoja ocena i wizja tego na jakim jestem etapie nie jest zbyt obiektywna. Podejrzewam, że podobnie jak ja możesz być duuuużo dalej niż myślisz <3 Powodzenia!