Ignorując siebie (ciało), przyjdzie czas wyrównania

Minął intensywny weekend, grafik był bardzo napięty. Dziś jest poniedziałek i zdaje się, że odchorowuję ostatnie trzy dni.

Czy to nadmierna mobilizacja, przesilenie ? Czy może trzy dni ignorowania sygnałów płynących z ciała?

Winny? – Nawyk by za cel nadrzędny uznać działanie na 100%, w sytuacji gdy mam plany związane z innymi (bo wydaje mi się, że oni na mnie liczą, bo chce stanąć na wysokości zadania, bo to co mam do zrobienia uznaję, za mega ważne)

Ignoruje przez trzy dni wszelkie sygnały płynące z ciała (szczególnie ten – Madzia odpuść, zwolnij). Kiedy już minie czas mobilizacji do działania robię uffff i zaczynam czuć, że te dni głuchoty troszkę mnie obciążyły, ponoszę opóźniony koszt ignorowania siebie.

Słyszeliście o przypływie nadprzyrodzonych sił w rodzicach ratujących swe dzieci? Kiedyś gdy po wypadku, córeczka straciła przytomność, chwyciłam ją jakby nic nie ważyła i wbiegłam z nią po schodach, piętro wyżej. Uznałam z automatu, że dyskomfort, ból nie były istotne w tamtej sytuacji. Zostały więc zignorowane, nawet nie pozwoliłam sobie ich zauważyć, poczuć. Dopiero kolejnego dnia odczułam boleśnie, że poczucie, że córeczka nie ważyła nic, nie było prawdą.

Po’świąteczne, po’weekendowe odchorowanie, trochę podobnie… maksymalna aktywacja, działanie, a dopiero gdy przychodzi czas powrotu do spokoju – zaczynam czuć, co sobie zrobiłam.

Troszkę jak w filmie „Jestem bogiem” (2011) możesz działać pond swoje fizyczne ograniczenia, ale do czasu (film bardzo polecam). Prędzej czy później przyjdzie czas wyrównania.

Niesamowite, że możemy stać się głusi na dyskomfort. Z drugiej strony, z bólu możemy uczynić powód cierpienia (czytaj tu). Możemy nic nie czuć, lub poczuć coś i wpaść w panikę.

Miniony weekend nauczył mnie, żeby zwracać uwagę na cele, które uznaję za tak istotne, by pozwalać sobie ignorować swoje samopoczucie, komfort. Co powoduje, że wchodzę w tryb niezniszczalnego robota? Mam od dziś ten mechanizm na oku. Plan by stworzyć listę sytuacji, interakcji w których spadam na koniec listy priorytetów. Chcę nauczyć się wchodzić w interakcję z innymi, w taki sposób by się nie naginać, nie poświęcać, nie ignorować. Wiem, że istnieje równowaga (sytuacja win-win) kiedy lęk przed odrzuceniem nie będzie miał nademną władzy. Tak by spotkanie, wspólny czas był przyjemnością a nie obciążeniem.

Miewasz podobnie?

Zostaw komentarz...