Im więcej pytań, tym więcej twórczej niewiedzy!

Siedzę i myślę jak to jest z blogiem z moim pisaniem. Co się zmieniło? Jak się mają moje jeszcze niedawne pewności co do cierpienia spowodowanego przez dzieciństwo, przez minione doświadczenia?

Im więcej zadaję sobie pytań, tym większą przestrzeń tworzę na odpowiedzi, które nie mieszą się w ramach moich starych przekonań.

Jestem teraz w poczuciu, że większość przekonań posiadanych dotychczas stała się już nieaktualna, a byłam tego tak pewna. Zaczęłam pracę ze zgłaszającymi się do mnie osobami, wierząc, że to co robię ma wartość. Dziś jestem na etapie ogromnych wątpliwości.

Mój wewnętrzny świat jest tak zmienny. Każda przeczytana książka, każdy rozdział przestawia we mnie coś, rodzi kolejne pytania, powoduje, że podważam to co stare i próbuję zobaczyć nowe, inne.


Kilka moich przemyśleń od kuchni, taki mix:

Blog, grupa wsparcia na FB, forum:

Piszę myśląc, że robię to z pasji, misji, powołania. Postrzegając to jako coś mojego, autentycznego, ważnego. Tak było przez ponad rok, po tym czasie zaczęłam obserwować siebie, swoje oczekiwania, reakcje, nadzieje, potrzeby.

Widziałam swoją ogromną potrzebę by być zauważona, uznana, doceniona. Widziałam jak ogromna radość z 5 like’ów rozmywa się, pojawiała się z 10ciu, potem 20tu. Kiedy nie było reakcji było rozczarowanie.

Myślałam, że jestem kimś ważnym w tej przestrzeni, że jestem i to co robię daje innym inspirację, materiał do przemyśleń. Ale świadomość poczucia ważności bardzo mnie niepokoiła i ten głód aprobaty.

Widziałam jak dużo czasu spędzam na pisaniu, na tworzeniu grafik, nowych projektów – było to w tamten czas takie naturalne. Choć w mojej głowie coraz głośniej rozbrzmiewało pytanie – po co mi to?

Budziła się frustracja i poczucie nadużywania, wykorzystania.

Zniknęłam z sieci na trzy dni, ciekawa co się stanie – nie stało się nic. Zniknęłam na tydzień – nie stało się nic. Zniknęłam na dobre – nie stało się nic. Taki zimny prysznic, nie ma mnie i nic się nie zmienia w tym wirtualnym świecie. Zupełnie nic…

Z pisania kilka razy w tygodniu, spędzania kilku godzin dziennie w tej wirtualnej przestrzeni do zupełnej abstynencji. Zmieniło się to, że z życia wirtualnego zaczęłam żyć realnie. Z usprawiedliwiania swojej izolacji fizycznej – do wzięcia pełnej odpowiedzialności za tą sferę życia. Ze spotkań z klientami – do podważania sensowności tych działań. Z braku czasu dla siebie – do wolności. Z ułudy, że jestem w kontakcie z ludźmi – do prawdziwych spotkań oko w oko.

Trudno jest pozwolić sobie zauważyć, że „pasja” i robienie czegoś „od serca” staje się kolejnym uzależnieniem, kolejnym sposobem na odbieranie sobie czasu.

Zmiana trwa… do tego stopnia, że nie wiem czy mam pisać, o czym mam pisać, czy pozwolić sobie na taką jak dziś pełną otwartość? Co powoduje, że ograniczam wyraz siebie? Jaki lęk za tym stoi?

Zadawanie sobie pytań (Po co mi to?) niesie za sobą ryzyko, że usłyszysz odpowiedź, której nie chcesz słyszeć – Po nic!

Tak można pytać i pytać,  kiedy przychodzi odpowiedź ignorujesz ją, nie zauważasz, bo to nie jest to na co czekasz, to nie jest to co chcesz usłyszeć.

Tam pytam siebie… bo kiedy odpada motywacja „fałszywa”, którą jest karmienie swoich niezaspokojonych potrzeb… być może zostanie prawda, czystość, inspiracja?

Oczekiwania względem innych – inaczej o rodzicach

Święta, obserwacja relacji w rodzinie i myśl: Domyślam się, że rodzice oczekują, że spędzę z nimi święta. Znaczy zakładam, że oczekują ode mnie spełnienia ich oczekiwań (właściwie wyobrażonych przeze mnie) . Czy ja mam do tego de facto własnego wyobrażenia się dostosować? A nawet kiedy jasno powiedzieliby mi o swoich oczekiwaniach i wizjach świąt, czy ja jestem zobligowana by ich wizję spełniać? By wpisywać się w nią? No nie! Moim zadaniem nie jest wpisywać się w niczyją ramkę. Twoim również nie.

Zauważ jak wiele „oni tego ode mnie oczekują” sam tworzysz. Ja przyglądając się temu stwierdziłam, że moja moc twórcza jest bardzo silna w tych kwestiach, niemal jakbyś wiedział czego oni chcą. A gdzie możliwość, że coś się zmieniło? Skąd pewność, że oni chcą to czego Ty sobie wyobrażasz, zakładasz, że chcą?

Idźmy dalej… nie muszę dostosowywać się do oczekiwań otoczenia. Pojawia się prośba np. Pożyczysz mi swoją walizkę? Możesz powiedzieć tak, lub nie. Bez potrzeby uzasadniania swoich decyzji. Bez myślenia … a co powinnam zrobić? Nie ma żadnego powinnam, to jest klatka, którą sami sobie tworzymy, w obawie czy mówiąc ‚nie’, nie okaże się, że jesteś wredny, bezduszny czy cokolwiek innego. Masz prawo decydować. A inni nie mają prawa od Ciebie niczego wymagać, a bardziej ty masz moc dać im to prawo lub im go nie dać.

Jeśli pracujesz, podpisujesz umowę, zgadzasz się na przydzielone ci obowiązki… dajesz przełożonemu prawo wymagać od siebie tego co było przedmiotem umowy. Godzisz się na to, tak w życiu też potrzebna jest twoja zgoda. Nic nie dzieje się samo, milczenie, bezradność i rezygnacja tez jest decyzją.  Oddaniem siebie, pozwoleniem by kierowano tobą.

Nie musisz wpasowywać się w niczyje oczekiwania… a czy twoi rodzice muszą? Masz do nich żal o to co było, o to że nie dali ci tego, czego potrzebowałeś. To było… kiedy byłeś dzieckiem (i tu bolesne było minęło).

Teraz jesteś dorosły i… czy masz prawo oczekiwać od rodziców, że będą się tobą interesować, że będą okazywać ci miłość, że będą zachwycać się twoimi dokonaniami, że będą się cieszyć z twoich radości i wspierać w trudnościach? Masz prawo oczekiwać, ale jak każde oczekiwanie i tworzenie wyobrażeń co do przyszłości prowadzi to do ogromnych frustracji, bólu. Bo rzeczywistość rzadko o ile w ogóle dorasta do twoich wyobrażeń. Zobacz też jak wiele jest tych nadziei zmiany relacji, a ile twoich wyobrażeń znają twoi rodzice? Czy wiedzą czego od nich oczekujesz? Czy może powinni wiedzieć, tak jak ty powinieneś się domyślać czego oni od ciebie oczekują.

Ta przestrzeń domysłów, założeń, oczekiwań, tworzenia wizji, tego jak powinno być jest tym co nas krzywdzi. Krzywda nie pochodzi od zachowania osób, od tego co mówią, robią lub czego nie robią. Krzywda i ból pochodzi z tego, że my założyliśmy, że oni zachowają się inaczej niż byśmy  tego chcieli,  robią coś co nie jest zgodne z wytworzoną przez nas ramą, wyobrażeniem. Oceniasz ich zachowanie, ich jako osoby jako nie takie jak trzeba, nie takie jak chcesz.

Ocenianie i porównywanie jest przyczyną naszego wewnętrznego rozdarcia. Dobrze jest obserwować i zauważać jak bardzo jest to obecne w codziennym działaniu.  Działa jakby w tle, cały czas. Kiedy przestanie działać w pełni pojmiesz jak było zniewalające.

Zrzucanie winy na innych, zbywanie odpowiedzialności

Zrzucanie winy, szastanie nią… to przez nich, nie dali mi tego co mi było potrzebne. Odczuwanie żalu, złości, frustracji. Pytanie jak oni mogli?

Kiedy ja zauważyłam, że zrzucam winę na rodziców, na przeszłość a jest to właściwie ucieczką przed wzięciem odpowiedzialności za swoje emocje… oj bolało to. Dzień po dniu zaczęła się rozsypywać koncepcja dzieciństwa, która warunkuje dorosłe życie. Zobaczyłam ją jako motyw trzymający mnie w kole ofiary. Klarować natomiast zaczęła się wizja – moja moc jest tam gdzie moja uwaga. To ja decyduje, ja mogę zmienić wszystko. .. bo to ja to tworzę.

Rozdarcie…
– to co mi było potrzebne odczucie żalu, krzywdy, narzekanie, wyciąganie jak bardzo było mi kiedyś źle, żal, wina, czytanie, wsłuchiwanie się w historie dzieciństwa dziesiątek osób, które czują, że zostały skrzywdzone, że stały się ofiarami bliskich osób
– poczucie, że to ja tworzę swoje życie teraz, że moim zadaniem nie jest odtwarzać sytuacje z przeszłości, z dzieciństwa… bo nie mogę skupiać się na sytuacji, a na emocjach. Odczuć emocje! Pozwolić im przejść przez ciało, przeze mnie… jakby były lwem, kroczącym dostojnie, a my obserwatorami z pełną świadomością i pozwoleniem patrzymy jak idzie. Nie chcąc go ani wyciągnąć za ogon, ani popchać by szybciej wyszedł z naszej przestrzeni. Wyobraź sobie co się dzieje kiedy ciągniesz lwa (emocje) za ogon 😀

No i tak zaczęłam podważać to co było przez rok udziałem mojego doświadczenia. Wiem, że to było mi potrzebne… a teraz jest już inaczej. Zmieniło się. .. pytanie po co porównywać własne doświadczenia? Po co mierzyć teraźniejszość, ta nową inność przeszłością? Po co podważać? Wtedy to była moja prawda… dziś jest nią co innego. Czy to nie cudowna zmienność życia?

Wewnętrzne dziecko – świat wyobrażeń?

Niemal cała treść na blogu jest oparta na wewnętrznym dziecku, doświadczeniach z dzieciństwa, które dominują nasze zachowania, schematów, przekonań, nad którymi potrzebujemy pracować.

Pierwsze kontakty były dla mnie jednym wielkim WOW… z perspektywy czasu widzę je inaczej. Ależ to rozległy temat. W koncepcji wewnętrznego dziecka Johna Bradshawa jestem człowiekiem wewnętrznie zintegrowanym, nie ma rozdziału na wewnętrzne niemowlę, małe dziecko, nastolatka itd. Jest natomiast integracja przeszłości w teraźniejszości z koncepcji Colina Sissona. Pojawia się emocja, jest ona reakcją, nie świadomym  działaniem i kluczem jest bez zbędnego analizowania pozwolić jej być. Przestać OCENIAĆ siebie, sytuacje, wydarzenia i przyjmować z otwartością to co się zdarza, bo jakby nie było, jest to skrojone specjalnie dla Ciebie.

Wychodzę poza swoje stare ramy, teraz rozumiem stwierdzenia osób będących na ścieżce „dalej”, że wewnętrzne dziecko i cała związana z tym nadbudowa jest zbędnym rozdrapywaniem ran. Teraz pojawia się we mnie pytanie… czy pozwolić sobie na pełną otwartość i szczerość, w wyrazie moich odkryć. Wiem, że gdyby ktoś w czasie rozbuchanego ŻALU powiedziałby, że to nie ma sensu, zamknęłoby mnie to i wydłużyło moją drogę. Czy mam na siebie brać odpowiedzialność kto czyta to co pisze? I jak to odbierze? Po co się tak obciążać?

Akceptacja siebie, wszystkich swoich stanów jest teraz kluczem, obserwować siebie i zauważać opór, lęk.

Zakładam, że ciąg dalszy stwierdzenia „teraz kluczem jest…” za rok czy dwa będzie zupełnie inny. Taka cudowna płynność, zmiana, która trwa i nic nie jest w stanie jej zatrzymać.

Dusza, która czeka

U mnie jest czas rozpatrywania, poszukiwania, zauważania, pozwalania by dusza była dla mnie obecna, widoczna. Czas kiedy czytam Biblię, podważam tak wiele „prawd” w które wierzyłam. Zadawanie śmiałych pytań, z otwartością na odpowiedzi, które często mnie zaskakują. Odnajduje w sobie Boga, Duszę… odczuwam coraz częściej obezwładniającą, drżącą wdzięczność i czystą radość. Odczucia, które nie mieszą się w moim „znanym” doświadczaniu.

Zmiana, która trwa…

I tak idę, z dala od sieci, jako substytutu realnego życia, jako czegoś w czym się zatracałam… z naciskiem na czas przeszły 🙂

Pamiętam moment kiedy przyjaciel zasugerował, że być może aktywność w sieci jest formą uzależnienia… zaprzeczyłam stanowczo. Ale prawda jest jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa i wypłynęło. Nie trzeba jej udowadniać,  bronić… prawda jest zawsze prawdą.

Co będzie z blogiem? Nie wiem…

(naturalnie pytanie jest do mnie, nie do ciebie). Wylewa się ze mnie (refleksje), mimo, że aprobata przestała mnie niezdrowo karmić, mimo zaniku wielu potrzeb, które ta działalność zaspokajała.

Dobrym podejściem dla mnie jest – kiedy nie wiem co robić, dobrze jest, jeśli to możliwe, dać sobie czas i nie robić nic 🙂

Czuję też, że nie mam pełnej zgody na zdjęcie cenzury z siebie, swoich refleksji. Bo po co mam to robić, skoro jest to moja przestrzeń do wyrazu siebie? Coś we mnie mnie zatrzymuje? Jest gdzieś lęk?  Przed czym?

W ostatnich kilku miesiącach dzieje się u mnie tak wiele, że gdybym chciała o tym pisać, co dzień potrzebowałabym napisać kilka tekstów <3 to jest bogactwo wewnętrznego świata. Cudowne!

Zostaw komentarz...

  • Marta

    Hmm Madziu pracuje z Toba na sesjach .
    Powiem tak , mysle ,ze przeszlas pewien etap I idziesz dalej .

    Zanim czlowiek bedzie mogl zaczac zyc swiadomie ,dostrzegac swoj bol ,uczyc się jak postepowac ,zeby zyc w zgodzie ze soba musi …

    Musi najpierw dostrzec ,ze jego zycie jest wynikiem np toksycznych rodzicow ,niektorzy ludzie umieraja ze swiadomoscia ,ze rodzice nic zlego nie zrobili mimo przemocy emocjonalnej czy fizycznej .

    To nie jest wina dziecka ,ze rodzic codziennie zamiast pomagac , nieustannie krytykowal ,czy ponizal
    I za takie zachowania nalezy ZRZUCIC odpowiedzialnosc na odpowiednie barki.
    Dziecko nie jest niczemu winne ,a na pewno nie powinno byc workiem treningowym rodzicow.

    Zgodze się ,ze trzeba w pewnym momencie przestac zrzucac wine za swoje problemy na rodzicow.

    Ale przed tym trzeba zrzucic z siebie wine za to czemu nie jestesmy winni , wyrzucic zlosc na rodzicow np w formie listu , za to jak nas traktowali ,zebysmy nawet podswiadomie nie czuli się winni !
    Zauwazyc schematy naszych zachowan , wyrzucic z siebie to co nie jest nasze ,nie nasze lęki , krytyke ,ponizanie I poczucie winy.

    Gdy sie to zrobi ,to tak wtedy mozna smialo byc w 100 proc odpowiedzialnym za siebie ,sam fakt ,ze idziemy na terapie ,zaczynamy widziec to jest droga ku odpowiedzialnosci za siebie.

    Madziu , moze potrzebujesz odpoczynku ,za duzo piszesz ,wykonujesz cwiczen , a chcesz zyc
    Moze przerwa bylaby dobra ?
    Taka dluzsza.

    Jestem z Toba I zycze Ci wszystkiego dobrego !

    • Dziękuję za piękne i płynące z serca słowa <3 Serdecznie pozdrawiam!

      • Noel

        Dokladnie o to chodzi ( w moim odczuciu). Nie w tym rzecz, zeby po odkryciu wewnetrznego dziecka do konca zycia byc skupionym na winieniu rodzicow jednakze dla mnie praca z wewnetznym dzieckiem to proces absolutnie niezbedny i ogromnie wazny.
        Jest czas na to zeby wyrzucic z siebie te wszystkie emocjie tlumione przez lata i jest czas jak ja to nazywam „powolnego wracania do samego siebie”. Po tych dwoch okresach powinna byc juz wlasna droga, dlatego ze ciagle obwinianie rodzicow jest teraz jakby przyjmowaniem postawy ofiary, ktora nie czuje sie w pelni odpowiedzialna za swoje zycie i tutaj oczywiscie role graja emocje, znow musimy siebie posluchac i odnalezc dlaczego czujemy sie w roli ofiary. Czasami nawet po tak dlugim czasie odkrywamy, ze to tez zwiazane jest z dziecinstwem i postawa matki lub ojca! I tutaj trzeba to rozpracowac tak by czuc sie w koncu odpowiedzialnym za wlasne szczescie.
        Nie akceptuje jednak stwierdzenia „nie ma winnych”.
        Wg mnie to rodzice zawsze sa odpowiedzialni za to jaki stwarzaja dziecku dom- emocjonalnie i materialnie. Jesli przynajmniej w doroslosci powie sie im o wszystkim co nas boli a oni to zrozumieja i przytula a moze nawet przeprosza to chyba nie ma lepszego zakonczenia.
        Jesli jednak my ciagle probujemy im cos przekazac a oni sa osobami toksycznymi, to powinnismy zakonczyc kontakt definitywnie dlatego, ze kazda osoba toksyczna wplywa na nas bardzo detrukcyjnie.
        Mysle tez ,ze dzieciom z dysfunkcyjnych rodzin, gdzie po wszystkim matka lub ojciec potwierdzili negatywne odczucia dziecka i jego zale na temat dziecinstwa jest o wiele latwiej powiedziec ze „nie ma winnych”. Natomiast bardzo ciezko jest zrozumiec to stwierdzenie doroslym dzieciom, gdzie matka i ojciec nadal mimo wielu prob konfrontacji lub chociazby zalagodzenia konfliktu i proby zbudowania wiezi od poczatku nadal brna w swoje, sa toksyczni i sa naprawde wielkim ciezarem psychicznym dla ich wlasnych dzieci.

        • <3 Pięknie napisane. Noel wielu odkryć, otwartości i odwagi w poszukiwaniu własnej ścieżki, własnej drogi Ci życzę! Serdecznie pozdrawiam!

  • Noel

    Poczulam dosyc duze rozczarowanie po przeczytaniu tego postu zwlaszcza ze trafilam na Pani bloga dzieki Magdalenie Szpilce, ktora potrafi wspaniale przekazywac to co istotne. Nie uwazam, ze wyrazanie wlasnych opini i pogladow to cos zlego. Teraz Pani moze uwazac, ze wewnetrzne dziecko to imaginacja ale jesli zdecydowala sie Pani na prace z ludzmi bazujaca na wewnetrznym dziecku to chyba w tym momencie powinna Pani przemyslec czy taka praca nadal ma sens. Dodatkowo zgadzam sie we wszystkim z komentarzem ponizej napisanym przez Marte.

    • Masz prawo czuć rozczarowanie 🙂 jak najbardziej, tym bardziej, że każdy czyta wybiórczo i na własny sposób interpretuje słowa innych. To uogólnienie: „uwazac, ze wewnetrzne dziecko to imaginacja” żaden mój post w pełni nie wyraża tego co czuję, myślę, bo nie jest w stanie tego objąć. Dziękuję za komentarz 🙂 Wystarczy, że sięgniesz do postów w kategorii Wewnętrzne Dziecko ( http://madziowy.pl/category/wewnetrzne-dziecko/ ), być może ujrzysz moje przekonania, mnie z innej perspektywy. Ocenianie moich przemyśleń po jednym poście może być złudne. Pozdrawiam!