Jak często zapominasz pamiętać o swoim nieszczęściu?

Myślałaś kiedyś o tym, że to ty tworzysz własne poczucie nieszczęścia? Podejrzewałaś, że cierpisz, nie z powodu tego co aktualnie się wydarza, a z powodu tego czego obawiasz się stracić?

~Leżę na łóżku i odczuwam fizyczny ból. Ból jak ból, nie jest dla mnie jak i większości z nas niczym obcym. Niestety mało kto rozróżnia ból i doznania fizyczne od cierpienia, które tworzymy w naszej psychice. Ból to nie to samo co cierpienie. Można odczuwać ból i przy tym nie cierpieć, można! Można też zauważyć jakieś doznanie fizyczne i uruchomić całą lawinę obaw, lęków i zacząć cierpieć z powodu czegoś co może się wydarzyć. Gdyby ktoś zapomniał, jesteśmy jedynymi zwierzętami na ziemi, które reagują na swoje myśli, lęki, wyobrażenia tak jakby wydarzyły się naprawdę.

Koniecznie sprawdźcie to na sobie. Przywołaj w pamięci dość dokładnie smutne, czy bolesne wydarzenie  i zaobserwuj co się z Tobą dzieje. Czy nie przenosisz się wtedy w czasie, jakbyś ponownie doświadczała tego teraz? Tego samego spróbuj z miłym zdarzeniem, takim promiennym wspomnieniem – czy uśmiech sam  nie pojawia się na twarzy? Albo kiedy nie przepadasz za pająkami, zobaczysz takiego, odgonisz… a potem czujesz przez jakiś czas, jakby coś po tobie chodziło.

~ Wracamy do łóżka… leżę, bo nie jestem w ‚formie’ by chodzić. Czuję ból, dość silny, trudny do zlokalizowania, taki nieznany… zaraz za nim pojawia się niepokój, rozdrażnienie, niezgoda, lęk, że coś jest nie tak, że dzieje się coś złego. Ból nie jest tak namacalny, póki nie powiem, że jestem w zaawansowanej ciąży, po dwóch rozległych operacjach kręgosłupa (z wizją „może Pani wylądować na wózku). Obawiam się o życie dziecka, swoje zdrowie – prawda, że nabiera mocy? Czuję, co czuję i zaczynam tworzyć historie: a co jak wyląduję na kilka dni w szpitalu, co jeśli pojawi się zagrożenie przedwczesnego porodu, coś nie tak dzieje się z dzidziusiem, a przecież ja nie chcę żeby coś było nie tak, nie chcę zostawiać dzieci, nie chcę być gdzieś daleko, sama, w otoczeniu, które w dalszym ciągu jest miejscem nagromadzenia ogromnej bezradności i lęków. A co jeśli własnie finalnie rozpada się mój kręgosłup? Mam już „prawie” troje małych dzieci, przecież nie mogę stracić sprawności! Już mam przed oczyma, to co tworzę – czuje ten strach, izolacje, odosobnienie, tęsknotę, paraliżującą bezradność, obawę że stracę to co tak cenię… zdrowie, rodzinę, poczucie bezpieczeństwa.

Szczęśliwie jestem świadoma tego co się dzieje… widzę każdą myśl, każdy przepływający przeze mnie lęk, każde wspomnienie, które tak idealnie pasuje do wzmacniania tego i tak czarnego scenariusza. Tworzę w swojej głowie dramat. Nakręcam się… widzę siebie w najgorszych możliwych wizjach. Piszę scenariusz na katastroficzny dramat wszech czasów. Strach, przekłada się na napięcie, napięcie wzmacnia poczucie bólu i tak się kręci.

Przychodzi mój mąż i pyta jak się czuję, odpowiadam: boli mnie tak samo jak wcześniej, ale cierpienie, które tworzę boli mnie dużo bardziej. 

Czy nie tak właśnie działamy przez dużą część życia? Tworząc własne  poczucie nieszczęścia? Na szczęście – zdarza się, że momentami zapominamy o tym pamiętać. 

„… kobieta, którą wciągnął film. Jest to komedia, więc wybucha śmiechem i w owej błogosławionej chwili zapomina o tym, aby przypomnieć sobie, że nikt jej nie kocha, nikt. A jest szczęśliwa! Następnie wychodzi z kina z koleżanką, na którą czeka przyjaciel. Zostawiają ją samą. Zaczyna myśleć: „Wszystkie moje przyjaciółki kogoś mają, a ja nie mam. Jestem taka nieszczęśliwa, nikt mnie nie kocha!” A. de Mello

Możesz cierpieć z różnych powodów: bólu, poczucia, że coś nie jest takie jakie powinno, strachu, że coś stracisz, z powodu przywiązań – wiary w to, że szczęśliwi ludzie mają: pieniądze, dobrą pracę, partnerów, dzieci, pupila, nowy samochód… z powodu wiary w listę warunków do spełnienia, by osiągnąć radość.

Anthony de Mello często powtarza, że powodem strachu przed zmianą, nie jest nieznane. Ludzie boją się stracić to co mają, to co jest dla nich znane, co uznali, za ważne. To do czego się przywiązali, na tyle by z cierpieniem uparcie tego się trzymać i sparaliżowani zastygać w tym uścisku.

Nie idzie o to, że boisz się nieznanego. Nie możesz bać się czegoś, czego nie znasz. Nikt nie boi się nieznanego. To, czego się obawiamy, to utrata znanego”  A. de Mello

Dla mnie niesamowitym sukcesem jest – widzieć, że twórczość umysłu, powoduje, że utykam w destrukcyjnym kole, czarnych myśli i mrocznych scenariuszy.  Co jest powodem cierpienia jakiego doświadczam. Nie chodzi o sam ból, chodzi o to co on we mnie wyzwala. Teraz wiem, że mogę krzyknąć – STOP – próbować wyjść i z daleka obserwować jak koło się kręci, z tym, że beze mnie. Mieć świadomość, że to ja decyduję jak się czuję, nic i nikt inny. Kluczem nie jest wydarzenie, a to co w związku z nim czuje (jak sobie je opowiadam). Coś może mi się przydarzać, nie mam na to wpływu, ale sposób w jaki reaguję, całkowicie, w 100%, zależy ode mnie (o ile mam tego świadomość)

Jak często zapominasz przypomnieć sobie, że jesteś nieszczęśliwa? że jeszcze cała lista zadań, celów do wykonania by osiągnąć… szczęście, spokój, spełnienie?

Uczę się łapać chwile gdy zapominam przypomnieć sobie o dramatach, które lubi tworzyć moja głowa… wtedy okazuje się, że jak ta dziewczyna z cytatu, mogę być szczęśliwa w każdej sytuacji. Pytanie: czy jestem gotowa porzucić przywiązanie do przekonania, że tylko zdrowi, w pełni sprawni, wydajni, ci w formie… mogą być szczęśliwi?

Mogę co prawda przypadkowo „zapominać przypomnieć sobie o” cierpieniu, ale mogę też świadomie pamiętać, że mam opcję by zapomnieć.

Uwielbiam czytać książki Anthonego de Mello, w swojej biblioteczce posiadam niemal wszystkie wydane w języku polskim pozycje. Jest to dla mnie ten typ książek, który należy sobie dozować w jak najmniejszych ilościach, czytać z pełną otwartością i co piękne, można do nich wracać w nieskończoność. Wraz z własnym rozwojem, za każdym razem widzi się w nich więcej i głębiej.

Poniżej kilka propozycji, jeśli nie znacie autora:

Chcesz skomentować? Zostaw proszę komentarz w oknie poniżej (wtyczka komentarzy Facebook)! 

Na Facebooka wchodzę zbyt rzadko, by być na bieżąco z waszymi komentarzami. Na blog zaglądam zdecydowanie częściej 🙂

Zostaw komentarz...