bycsoba

Jestem obserwatorem, mogę widzieć wszystko oprócz siebie.

Patrzę na mojego rocznego synka jak bawi się na podłodze, co chwile wstaje, podchodzi gdzieś, coś dotyka, coś sprawdza, podrzuca, przewraca, w ciągłym ruchu. Ja nie mówię mu idź i poznawaj świat… on ma w sobie wpisaną potrzebę poznawania wszystkiego co jest wkoło niego.

Małe dzieci widzą wszystko co je otacza, widzą otoczenie, rzeczy, osoby, które im towarzyszą. A wyobraźcie sobie, że nie widzą siebie. Czy mój synek może spojrzeć sobie w oczy, zobaczyć swoją twarz?

Nie może tego zrobić, tak jak każdy z nas… widzisz wszystko ale nie widzisz siebie. Urodzony obserwator i naturalny świadek życia.

Ten mały chłopczyk nie zastanawia się nad tym co powinien, co musi, po co tu jest, nie planuje, nie rozważa nad przyszłością, ani przeszłością… on najzwyczajniej na świecie JEST.

To do czego dążą ludzie na całym świecie, cieszyć się życiem, tym że się JEST… jest nam dane od samego początku, od urodzenia. Czysta radość z OBECNOŚCI i niczym nieskrępowana, niczym niezmącona chęć do obserwowania otoczenia, poznawania i odkrywania świata.

Niestety kiedy próbujemy wcisnąć nasze dzieci w jednakowe pudełeczka, aby były dostosowane i dopasowane do życia w społeczeństwie… zaczynamy powoli odzierać je z tej wrodzonej CUDOWNOŚCI.

Myśląc o tym i o całym procesie dorastania, dopasowywania się człowieka, widzę ile trzeba ‚zła’ i nieświadomości w otoczeniu aby małemu człowiekowi tą wyjątkowość, którą ma DANĄ odebrać, zniszczyć, zabić, skrzywić, upośledzić.

Gdy mały człowiek stanie się dorosły, niezależny, znajdzie się w sprzyjającym otoczeniu i będzie miał odpowiednie warunki aby zatrzymać się i zastanowić, tak jak ja teraz, z bólem przyjdzie mu odzyskiwać to co zostało mu zabrane, a co należało się mi i każdemu z nas od samego początku. Radość z bycia sobą.

Małe dzieci nie widzą siebie, bo nie rozumieją, że ten mały gość w lustrze to właśnie on, to jego uśmiech i twarzyczka.

My dorośli mamy tak samo… gdybyśmy pozbyli się luster z domu, z otoczenia, jak spojrzałbyś sobie w oczy?

Żeby wiedzieć jak się wygląda, potrzeba lustra. Żeby wiedzieć kim się jest, trzeba przejrzeć się w oczach drugiego człowieka.

Niesamowite jest to, że potrzebni nam są inni ludzie aby zobaczyć siebie. Dowiedzieć się KIM jesteśmy. Kiedy patrzę na męża, a on na mój widok uśmiecha się serdecznie to czuję radość… jakie ma wtedy dla mnie znaczenie wygląd fizyczny? W tym momencie nie wiem jak wyglądam, ale czuję się piękna, szczęśliwa i kochana.

Tak mój syn, nie wie jak wygląda, ale widzi siebie, przez to jak jest odbierany przez nas. Ja, mąż, rodzeństwo jesteśmy jego lustrami. Czy mama patrzy na niego z zachwytem i miłością w oczach? Czy akceptuje i podziwia jego dokonania? Jak będzie starszy to będzie też rozumiał słowa… jeśli powiem, że jest cudowny i wyjątkowy on to PRZYJMIE. Jest to piękne i budujące, o ile dziecko dorasta w sprzyjającym otoczeniu ze świadomymi rodzicami.

Ja też byłam kiedyś takim dzieckiem. Ty też. Tylko czy słyszeliśmy dobre i budujące słowa, gesty podziwu i zainteresowania, dzięki którym byliśmy przekonani, że każdy z nas jest wyjątkowym cudem? Mogliśmy rozpoznawać kim jesteśmy? Byłoby to piękne.

Rodzice, mamy niesamowitą moc, kreowania w naszych dzieciach obrazu ich samych. Niepojęty środek aby pomóc im zobaczyć, że są cudowne i takie jakie mają być. A ich powinnością nie jest spełniać nasze oczekiwania i potrzeby.

Tylko zdobyć przekonanie, że każdy z nas „jest wspaniałym człowiekiem, jedynym i niepowtarzalnym, którego życiowe zadanie polega na BYCIU SOBĄ!”

Pracując nad sobą ważne jest aby stać się znów obserwatorem i umieć odpowiednio interpretować to co wywołują w nas inni ludzie, aby móc zobaczyć siebie i rozpoznać na nowo kim się jest. Ja tego się uczę.

 

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...