ograniczajac

Kiedy sam siebie sabotujesz! W niewoli dawnych schematów. Starcie CHCĘ kontra POWINNAM

Mam w sobie małe, bezradne, zależne i nieporadne dziecko. Dziecko to budzi się we mnie i czasem zamiast być dorosłą, samodzielną i niezależną kobietą, staje się tą małą dziewczynką, którą kiedyś byłam.

W dalszym ciągu uruchamia się we mnie stary schemat. Dawno nieaktualny, ale jakże znany i mimo, że krzywdzący to w tej krzywdzie znajduje się złudne poczucie bezpieczeństwa. Takie wrażenie jakbym była w „domu” – przewidywalność, obłędna ale tak znajoma i bliska.

W tym schemacie oczekuję, że ktoś będzie za mną stał, mówił mi co mam robić, co mogę a czego nie, będzie mnie utwierdzał w przekonaniu, że sama nigdy nie dam sobie rady, że nie należy mi się wolny czas i odpoczynek, że nie ma marzeń, nie ma potrzeb, a chwila refleksji jest marnowaniem czasu. Kiedy moje motywy działań nie miały źródła w moim wnętrzu, tylko w potrzebie zaspokajania potrzeb innych, spełnienia ich oczekiwań. Ciągłe zasługiwanie na uwagę, na miłość, na troskę… bo nic w życiu nie dostaje się za darmo!

Teraz jestem dorosła, wszystko jest inne niż dawniej. Nie jestem zależnym dzieckiem, zamkniętym w krzywdzącej klatce oczekiwań.
Czy na pewno?

Sęk w tym, że jednak dalej jestem zniewolona. Jestem osobą, która od czasu do czasu znów (sama) zamyka się w klatce i posłusznie tam siedzi. Wierząc, że to jest jej powinność i TAK ma być!


Jak to działa? Przykład z życia…

Od koleżanki dowiedziałam się o konferencji (Konferencja Pracy z Ciałem) obudziła się we mnie ogromna chęć, żeby tam jechać, żeby tam być. Po ustaleniu kwestii z mężem, zapadła ku mojej ogromnej radości decyzja – JADĘ!

RADOŚĆ! Niestety trwała ona krótko, co jakiś czas budziły się we mnie wątpliwości, czy powinnam? Czy to nie zbyt duże zamieszanie? Szczyt mojego dyskomfortu emocjonalnego nastąpił kilka dni przed ostatecznym terminem, kiedy jeszcze mogłam z całego przedsięwzięcia zrezygnować. Czułam, że budzące się we mnie poczucie winy, rośnie z dnia na dzień, aż do niewyobrażalnych rozmiarów tak, jakby lada chwila miało mnie zmiażdżyć!

Poczucie winy, ogromne obciążenie, że nie spełnię oczekiwań, że kiedy zrobię to co chcę okażę się złą, niewdzięczną i zostanę pozbawiona, tego czego tak bardzo mi potrzeba – miłości! Wrażenie, że każda decyzja, jaką podejmę będzie zła!

Jak sobie w takiej sytuacji radzę? 

Mam świadomość, że moje obawy nie są racjonalne, nie są realnie uzasadnione, a ich źródłem jest mój dawny lęk przed utratą aprobaty, przed odrzuceniem, stoi za tym potrzeba spełniania oczekiwań innych i całkowite porzucanie siebie.

Biorę swój zeszyt i piszę. Opisuję uczucia jakie mi towarzyszą, co się dzieje. Zadaję sobie pytanie „Skąd biorą się moje wątpliwości, czego się boję?” Bałam się między innymi o to, że zostawiam dzieci, że powoduję zbyt duże zamieszanie. Do każdej wątpliwości, zadałam sobie pytanie.

Przykład:
– Strach, że „zostawiam” dzieci,
– Czy czuję, że moim dzieciom będzie coś grozić podczas mojej nieobecności?
– odpowiedź: NIE!

Ku mojemu zdziwieniu, każda potencjalna wątpliwość okazywała się bezpodstawna, naciągana. Tak jakbym sama chciała siebie przekonać, że ta podróż to nieodpowiedzialny i samolubny pomysł!

Następnie wypisuję wszystkie błędne przekonania, które odzywają się w mojej głowie, kiedy prowadzę tę wewnętrzną przepychankę (jechać czy nie jechać?!). Każde z nich krzyczy – NIE JEDŹ, nie możesz!

Błędne przekonania (część z nich dla zobrazowania, co dzieje się w moim pogubionym serduchu):

– powinnam być w domu!
– nie powinnam obciążać męża!
– opieka nad dziećmi i domem to jest moja „działka”!
– nie należy mi się coś takiego jak samorealizacja, robienie czegoś dla siebie, możliwość rozwijania pasji, nie!
– powinnam być dla męża i dzieci, moim zadaniem jest być dla innych!
– zbyt duży koszt, nie pracuję zawodowo, nie zarabiam, nie należy mi się!
– przekonanie, że „jestem bezwartościowym pasożytem”!
– „życie nie jest po to by się cieszyć”!
– wyrzut „To co masz Ci nie wystarcza?”!
– jak pojadę może mi się coś złego stać!
– kobieta powinna być uległa, jak będę roszczeniowa to źle o mnie świadczy!

Do „błędnych przekonań”, co do których słuszności mam wątpliwości, tworzę nowe, moje, nie krzywdzące przekonanie. Tu może pojawić się trudność. Wyobrażam sobie, że zapisane zdania, ktoś kieruje w stronę mojej córki. Jasno widzę w takiej sytuacji, czy jest to słuszne stwierdzenie czy błędne. Wtedy słowa obrony i wsparcia same przychodzą mi do głowy automatycznie. Bywamy bardziej wrażliwi na krzywdę innych niż naszą. Łatwiej nam też bronić bliskich niż siebie. Warto zatem z tej „sztuczki” korzystać.

Dalej wypisałam ‚Czego chcę JA’, a ‚Czego JA nie chcę’, świadomie skupiając się na moich potrzebach, z całkowitym odsianiem narzuconych powinności.

Następnie zrobiłam tabelkę zatytułowaną „Jechać?”, dwie kolumny, jedna podpisana TAK, druga NIE. Zastanawiałam się „Jak JA będę się czuła gdy pojadę, a jak gdy nie pojadę?”. Realnie myśląc o SOBIE, nie o oczekiwaniach innych. Ku mojemu zdziwieniu najbardziej obawiałam się, że w oczach osób, na których mi zależny stanę się „ZŁA!”. Poczucie, że stawiając na Siebie, stracę coś ważnego – uznanie, miłość, obecność, relację. Obawy okazały się tylko strachem, który ma wielkie oczy!

Często boimy się czegoś tak bardzo, że wolimy się poddać, niż choćby spróbować o tym porozmawiać. Ja cały mój strach skonfrontowałam z bliskimi, uzyskując kojące zapewnienie o bezpodstawności moich zniewalających obaw.

Jest wniosek – CHCĘ JECHAĆ!
Ale czy POJADĘ?! 

Co mnie zatem zatrzymuje?
Ja sama! Ja sama siebie ograniczam. Jestem swoim własnym, osobistym szantażystą i sabotażystą. Kiedy wewnętrznie muszę rozprawiać się po raz kolejny z wpisanymi we mnie przekonaniami, powinnościami i oczekiwaniami, które istotnie nie są moje. Są stare, narzucone… ja ich nie chcę! One mi zdecydowanie nie służą. Ogromnie dużo wysiłku kosztuje mnie podjęcie decyzji, która nie jest w zgodzie z utartym schematem! Tym sposobem prosta sprawa, jak wyjazd na konferencję, staje się problemem ogromnej rangi.

Stawiać na siebie jest trudno. Ale da się! Samo oczekiwanie na ten wyjazd stało się dla mnie niezwykłą lekcją! Treningiem stawania za sobą!

Kiedy targają wami wątpliwości, czy powinniście, czy to co chcecie zrobić nie jest zbyt dużym zamieszaniem, czy wam się to należy, czy możecie, gdy się bardzo boicie, analizujcie dociekliwie O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI? Być może tak jak u mnie po raz kolejny puka do was przeszłość? Może pomocna okaże się metoda, z której korzystam – „będę pisać, pisać, aż pozbędę się wątpliwości, aż będę wiedziała co mam zrobić”

Bardzo pomocne bywa dla mnie również rozpatrywanie mojego całego dylematu, na jakiejś bliskiej osobie, na której dobrostanie szczerze mi zależy. Wyobrażam sobie, że dana sytuacja dotyczy, nie mnie tylko np. mojej siostry, córki, koleżanki. Zastanawiam się, co powiedziałabym tej osobie, borykającej się z  takimi (moimi) rozterkami, czy moje patrzenie na sytuację zmieniłoby się? Wobec innych często bywamy bardziej wyrozumiali i troskliwi, niż wobec siebie.


Ja dziś mówię sobie TAK! Zrobię dla Siebie coklatkaaaś, na czym bardzo mi zależy! Bez obaw! Wychodzę z klatki, w której sama siebie trzymałam. Teraz wiem, że potrafię sama się uwolnić. Odwijam się, zrzucam z siebie klatkę, prostuję się i IDĘ!

Wiem, że nieraz paradoksalnie przyjdzie mi jeszcze „walczyć” ze sobą o własną wolność, będę to robić tyle razy ile będzie potrzeba.

Idę, bo mogę! Wolność jest cudowna! Każdy z nas może wyjść z klatki własnych, błędnych przekonań o sobie, o tym co może, a czego nie, o swoich powinnościach i zobowiązaniach!

Odwagi!klatka2

Zostaw komentarz...