Kiedy runą mury nieświadomości?

Nie wiem, skąd wynika moje refleksyjne podejście do życia? To, że pytam, dociekam, zastanawiam się, analizuje, dowiaduje, nie spocznę póki nie zrobię porządku, z tym, co budzi mój niepokój. Czasem szukam po omacku, nie wiedząc nawet od czego zacząć, ale nigdy nie stoję w miejscu, nie zostawiam obrotu spraw, losowi czy przypadkowości zdarzeń.

Nie wierzę w przypadki… każda spotkana osoba, przeczytana książka, to z kim rozmawiam, wywiera na mnie wpływ, powoduje jakąś zmianę. Choćby błahą, ale zawsze jest efekt, tego spotkania, z drugim człowiekiem.

Dorosły może decydować, o tym, z kim przystaje. Czy czyjeś towarzystwo, czy zachowanie mu odpowiada, czy wręcz odwrotnie. Jeśli nie, może obrócić się na pięcie i pójść w dal… nie wspominając więcej tej niechcianej znajomości. Może również bronić się przed atakami innych, umie reagować, nie musi się bać.

Sprawa z dziećmi ma się zupełnie inaczej. Nie bez powodu, mówi się, że rodziców się nie wybiera. Bo faktycznie tak jest.

Dziecko nie może zmienić towarzystwa, na bardziej przyjazne. Nie może się bronić, w żaden sposób. Jest małe, bezbronne, a przede wszystkim zależne.

Jest całkowicie uzależnione od rodzicowi, opiekunów. Niestety, rzadko kiedy rodzice są odpowiednio świadomi, jak ogromny wpływ, mają na swoje dzieci. Na ich późniejsze, dorosłe życie.

Jeżeli dziecko, w domu nie spotyka się z bezwarunkową miłością, jest skazane na brak szacunku, brak uwagi… wypiera ze świadomości te wspomnienia. Świadomość odrzucenia, braku akceptacji przez rodziców tego, że powinni kochać a krzywdzą, jest tak trudna do zniesienia, że wręcz nie możliwa do przyjęcia przez mały organizm. Gdyby nie wyparcie, ból byłby tak silny, że doprowadziłoby do śmierci. Mechanizmy obronne potrzebne są aby jakoś przetrwać. Przetrwać… straszne. Zamiast się rozwijać, mały człowiek próbuje przeżyć i złagodzić sytuację, upodobać się wymagającym, a może nie wiedzącym czego chcą rodzicom.

Niestety w późniejszym dorosłym życiu, nie pozbywamy się tych mechanizmów ochrony, jesteśmy jakby zakuci w kajdany przeszłości, która z biegiem czasu wywiera na nas coraz większy wpływ.

Im więcej czytam, tym bardziej uświadamiam sobie jak mało wiem. Ile jeszcze nauki przede mną, ile książek do przeczytania, ile informacji do zdobycia.

Aktualnie zgłębiam wiedzę o funkcjonowaniu mózgu człowieka, emocjach, mechanizmach obronnych…

Z każdym przeczytanym zdaniem, coraz bardziej przeraża mnie fakt, że w moich rękach leży całe przyszłe życie, dwóch cudownych osób. Moich dzieci. Które kocham obłędnie, ale nie mam pewności czy postępuję tak jak powinnam. Tak łatwo jest pogubić się, w tej najtrudniejszej pracy, jaką można sobie tylko wyobrazić. Rodzicielstwa, z której prędzej czy później zostaniemy rozliczeni.

Niestety błędów, które mogę popełnić teraz, nie da się łatwo usunąć w przyszłości.

Przykładowo PŁACZ… ilu z nas, gdy dziecko zaczyna płakać, próbuje go za wszelką cenę uspokoić, zatrzymać jego płacz. Czy to dobrze? NIE! Płacz, łzy są potrzebne, pomagają oczyścić organizm z negatywnych emocji, z którymi trudno sobie radzić dorosłym, co dopiero kształtującym się główkach. Gdy dziecko płacze, pomaga samo sobie radzić z emocjami, które są w nim. Najlepiej jak może. Udowodniono naukowo, że łzy usuwają z ciała szkodliwe związki chemiczne. A po solidnym wypłakaniu, czujemy błogi spokój, odzyskujemy równowagę. To jest potrzebne! Tak samo jak współczujący i empatyczny świadek tego rodzaju ekspresji.

Pozwólmy zatem dzieciom PŁAKAĆ! Pozwólmy im się ZŁOŚCIĆ!

Nie negujmy wyrażania uczuć! Każdy z nas ma i miał prawo czuć, niestety większość z nas, została pozbawiona możliwości wyrażania uczuć, co jest bardzo brzemienne w skutkach. Oczywiście negatywnych.

Odmawiało nam się prawa do płaczu: Nie płacz! Przestań beczeć! Wyjesz jak baba! Chłopaki nie płaczą, nie bądź babą! Mówiono nam to w dzieciństwie, nie róbmy tego  naszym dzieciom!

Odmawiano nam prawa do wyrażania złości. Bo jak dziecko może być złe, przecież nie ma ku temu powodów ‚Co to kolejny bunt? No nie. Nie będziesz się na mnie złościł gówniarzu! Ja ci zaraz dam powody do płaczu!’

Podobnie nie mogliśmy czuć żalu, gniewu, rozczarowania. Każdy przejaw, tak zwanych negatywnych emocji był negowany, wyśmiewany, szykanowany, niewskazany, stał się również bezcelowy.

Nie ma emocji dobrych – dozwolonych i złych – niechcianych. Przez takie podejście zostaliśmy bardzo mocno skrzywdzeni!

Zabroniono nam pokazywać i mówić, o tym co czujemy. Niestety ta energia, która nie mogła wydobyć się z nas, gromadziła się, aż przekroczyła w pewnym momencie dopuszczalny próg bólu wewnętrznego. Wtedy zaczęła się tragedia każdego z nas. Zaczęliśmy porzucać próby pokazywania tego co czujemy i powoli traciliśmy zdolność odczuwania, zamykając nasze wewnętrzne drzwi do świata emocji.

Zaczęliśmy tworzyć siebie, takimi jakich chcieli widzieć nas rodzice, najbliższe otoczenie. Skoro taki jaki jestem, jestem zły i nieodpowiedni, powinienem być inny, powinienem się zmienić.

NIE! Każdy z nas jest CUDEM, niepowtarzalnym, wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju istnieniem. Zabrano nam to co najważniejsze, do rozwoju pełnego człowieczeństwa, zabrano nam samych siebie. Jesteśmy tylko maską… tylko tworem, powołanym na potrzeby innych, aby zaspokoić ich oczekiwania, pragnienia.

Skoro osoby, które powołały nas do życia, nie akceptowały nas i nie kochały, mimo wszystko i poza wszystkim. To coś z nami było nie tak?!

Otóż… nie było i nie jest. Naszym nieszczęściem, było wychowywać się w domu gdzie rodzice, sami byli jeszcze wewnętrznie niedojrzałymi i skrzywdzonymi dziećmi.

Nie można winić kogoś, za to, że nie wiedział, tego czego w dalszym ciągu nie wie. Bo jak?

Ale czy niewiedza naszych rodziców, umniejsza ból spowodowany tym, że nie jesteśmy tym, kim mogliśmy być?

Czy nasze dzieci, kiedy za kilka dekad wejdą w dorosłe życie, w tworzenie rodziny, będą skłonne obdarzyć nas wyrozumiałością dla naszych błędów. Mimo tego, że będą wiedziały, że nawet nie próbowaliśmy zdobyć wiedzy. Nie zadawaliśmy pytań, więc jak mogliśmy znaleźć odpowiedzi?

A musimy wiedzieć, jak funkcjonuje człowiek! Jego wnętrze! Żeby zrozumieć siebie, żeby móc być dorosłymi rodzicami, swoich własnych dzieci. Żebyśmy umieli nie krzywdzić, a pomagać rosnąć!

Jak?

Zróbmy porządek ze sobą! Obserwujmy nasze zachowania. Analizujmy! Bądźmy uważni. Jeśli mamy wątpliwości, czy nasze zachowanie jest dobre, dowiadujmy się i czytajmy, pytajmy.

Nie zmarnuj dzieciństwa swoich dzieci. Nie zmarnuj swojej szansy, żeby w końcu przerwać ten piekielny łańcuch wypierania emocji, krzywdzenia, nieświadomej przemocy. Bądźmy tym ogniwem, które pęknie, kończąc to ciągnące się od pokoleń ludzkie nieszczęście.

Wróćmy do dzieciństwa, poznajmy to co było nie tak, aby wiedzieć czego nie robić, wychwycić swoje niewłaściwe schematy zachowań. Zmienić naszą pierwotną wizję. Pozbyć się toksycznego wstydu, zacząć żyć.

Wyobraźcie sobie, że utykacie przez całe życie. Odczuwacie co jakiś czas trudny do zniesienia ból. Czy nie chcecie wiedzieć z czego on wynika? Czy nie chcecie dowiedzieć się, że jako dziecko, samochód cofający na parkingu, połamał wam nogi? Kierowca nie zrobił tego celowo, ale czy to znaczy, że nie masz prawa czuć bólu, odczuwać żalu? Nie chcesz poznać okoliczności towarzyszących, wydarzeniom, które do tej pory mają wpływ na twoje życie. Jeśli tak, musisz spojrzeć w tył.

Ja się cofam, przypominam, chcę wiedzieć.

Jak uzdrowić swoje wnętrze? Ciągle się dowiaduję. Powoli widzę zmiany. Moim celem jest przeżyć moje dzieciństwo na nowo. Odczuć emocje, które zostały zepchnięte w głąb naszych umysłowych piwnic. Otworzyć drzwi do swoich emocji i zacząć ŻYĆ! Bez żadnych murów przeszłości, odgradzających nas od nowego spojrzenia na otaczający świat. Bez barier, które sami sobie pozwalamy narzucać mimo, że nie jesteśmy już dziećmi i możemy wziąć pełną odpowiedzialność za nasze życie! Bez ograniczeń!

Przecież nawet najgorsza prawda, jest lepsza niż kłamstwo, które odbiera nam życiowe siły!

 

 

Zostaw komentarz...