Kobieta, istota niepoczytalna

Godzina 23:00. Ja jestem w szoku… nie mogę wyjść z podziwu, co do zmienności moich emocji.

W tej chwili, jestem pełna radości, energii. Taki super extra power, radość życia na najwyższym poziomie, wręcz obłędna.

Przez poprzednią niespełna godzinę, płakałam bez opamiętania… oj dawno tak nie płakałam. Oczy czerwone, łzy na twarzy, na ubraniu, wszędzie. Widok iście tragiczny. Dobrze, że miałam w zasięgu troskliwe ramię mojego towarzysza życia.

Ale może zacznijmy od początku.

Dzień napięty, dziwny, układam w głowie rożne spiski i teorię… żeby w końcu na jedno niewinnie wyglądające zdanie, wybuchnąć złością. Ale to tak dosłownie eksplodować. Czując przyspieszające bicie serca, ciepłą krew wypełniająca najdalsze zakątki ciała, w głowie czułam ucisk, pulsowanie. Teraz już, z dystansem, można by to porównać do lokomotywy, w której coś się zepsuło i ciśnienie pary zaraz rozsadzi ją od środka.

O co poszło? Znów o któreś słowo, stwierdzenie  czy zdanie? O rzecz która miała być zrobiona, a nie jest?

Byłam tak wściekła, że w momencie odczuwania przepływu złości nie wiedziałam, o co tak na prawdę idzie. Bo,  że nie o to, od czego się zaczęło, to już wiem. Nigdy przyczyną kłótni nie jest to, od czego się ona zaczyna. Jest nią raczej wołanie o pomoc, o wsparcie.

Starałam się nie powstrzymywać narastającego złości, bo podobno emocje są jak fale. Trzeba dać im przejść cały cykl… niech się wzbiera, żeby osiągnąć swoje apogeum, a ostatecznie rozpłynąć się w bezkresnych wodach oceanu.

Nauczona tych mądrych słów, świadomie, wyjątkowo tym razem pozwoliłam sobie czuć. Nie hamowałam tej napływającej ogromnej fali złości. Pozwoliłam jej wezbrać do granic możliwości, żeby powoli mogła ustąpić.  Głębokie oddechy…. aż do wyciszenia.

Oczywiście zaraz po rozpoczęciu starcia, konieczne jest złapanie dystansu. Każdy w inny kąt, najlepiej żeby się nawet nie widzieć.

Każdy w swoim miejscu, z dala od siebie. Ja wiem, że moja reakcja była nieadekwatna i miała sprowokować konflikt, żeby rozładować skumulowane, niedopowiedzenia, żale. Nie wynikała ona z tego, co się zadziało przed wybuchem, ale z nagromadzonych i zamkniętych we mnie emocji, które domagają się uwolnienia.

Więc analiza. Żeby zrozumieć, o co mi chodziło i skąd taki wzburzony stan emocji. Musiałam się cofnąć o kilka dni. Kiedy pojawił się pierwsze ukłucie. Wspomnieć wydarzenie sprzed dwóch tygodni, nie omijając kilku wspomnień sprzed lat i wielu sytuacji z dzieciństwa. A oczywiście wszystko cudownie poukładało się, w logiczną przyczynowo skutkową drabinę. Prowadzącą prosto do rozstroju emocjonalnego.

Bardzo lubię pisać, a w silnych emocjach nie umiem nawet składnie mówić. Piszę więc, bo przecież kartka, nie ma nic do zrobienia, nie spieszy się i nie patrzy na mnie jak mój zniecierpliwiony i zdenerwowany mąż. Spokojnie, bez ponagleń piszę… zapisałam niemal cztery strony A4.

Niektóre wyrazy drukowanymi literami, podkreślenia, wykrzyknik, nawet jeden wulgaryzm się znalazł, co zdecydowanie nie leży w moim zwyczaju. Pisałam, w trakcie płakałam. Skończyłam, płakałam jeszcze bardziej. Odbiorca myśli, czytał je, a ja już bardziej wyłam, niż płakałam.

A po tym zaczęło się, to co najważniejsze. Empatyczna, pełna ciepła i wyrozumiałości wymiana zdań. Miłość i troska. Czyste budujące piękno.

Choć jeszcze długo trwał mój płacz, z każdą minutą stawał się, coraz bardziej powodem radości, niż złości i żalu.

Jak my kobiety możemy tak szaleńczo lawirować między skrajną rozpaczą, a trudną do opanowania euforią. Chyba, że to tylko moja przypadłość?

Piękne to! Jak człowiek nauczy się nad tym panować, przynosi to samo dobro. Buduje relację, zacieśnia więzy małżeńskie. Przypomina, jakim to szczęściem jest drugi człowiek. Wspiera, chce zrozumieć. Uwielbiam!

Pozwólmy sobie czuć, dajmy dystans, potem napiszmy na spokojnie, co w nas wzbudziło taką reakcję, wymieńmy się myślami i rozmawiajmy.

Nie hamujmy łez, bo nie ma takiej potrzeby. Płacz jest dobry, tylko w dzieciństwie wmówiono nam, że jest czymś złym. Nie jest! Jest potrzebny, pomaga nam poradzić sobie z negatywnymi emocjami. Tak jakby nagromadzona złość, żal i gniew wypływały z nas, prowadząc do spokoju ducha.

Uczyć się czuć, uczyć się rozumieć swoje emocje, trudne to wyzwanie. Każdy wysiłek niesie za sobą korzyści. Jest cierpienie i ból, potem konfrontacja, a nagrodą jest cudowny, błogi kojący spokój.

Zostaw komentarz...