Małżeństwo, radosna droga?

Niektórzy z was już wiedzą, jak to jest. Inni dopiero się dowiedzą, lub nie będzie im to dane w ogóle.

Ja taką małżeńską drogą idę już przez równe pięć lat, właściwie to idziemy, MY, RAZEM. Niby nie dużo, ale biorąc pod uwagę, że wydaje mi się, że nasz ślub był niemal wczoraj, to świadomość upływu pięciu lat, jest oszałamiająca.

Dokładnie dziś przypada nasz rocznica ślubu. Miło się złożyło, że akurat dziś mamy możliwość być razem inaczej niż na co dzień. Znajomi biorą ślub, odnowimy przysięgę małżeńską, a po ślubie będzie „weselny klimat, tak się zaczyna… strumienie wódki i trochę wina”, nas bardziej interesują tańce hulańce i ewentualne pyszności, niż te polskie, tradycyjne strumienie.

Ja małżeństwo podobnie jak cud posiadania dzieci, uważam za największy DAR jaki stał się moim udziałem. Dla mnie cudownie jest być razem, tak po prostu i jednym słowem… CUDOWNIE.

Nie jesteśmy idealni, ani ja, ani on. Ale razem tworzymy piękną, uzupełniającą się parę, a z naszymi dziećmi kochającą rodzinę. Uwielbiam ich wszystkich! Nie zawsze jest spokojnie, nie zawsze jest miło, nie zawsze jest łatwo… ale przecież nic co wartościowe nie przychodzi bez wysiłku. A miłość, podobno, trwa tylko tyle, ile się nad nią pracuje, a praca ta bywa trudna.

Do udanego i szczęśliwego małżeństwa, muszą być spełnione dwa warunki. Musisz znaleźć odpowiednią osobę (to mi się doskonale udało, udało to złe słowo, bo to nie był szczęśliwy traf, tylko świadomy wybór), ale Ty również musisz być właściwą osobą (nad tym zawzięcie pracuję).

Mojemu mężowi dziękuję, za spychanie mojej życiowej lokomotywy, z utartych torów, z zastoju, ze stanu śmierci za życia. Za wyrwanie z monotonii.

To kim byłam, oczywiście w przenośni…

… “ człowiekiem, który cały dzień jest sam w domu. Dopóki tam jest czuje się bezpieczny. Nie ma potrzeby wchodzić w stosunki z innymi ludźmi, którzy mogli by stanowić dla niego zagrożenie, a nawet rzeczywiście go skrzywdzić. Dokładnie wie, gdzie się co znajduje – lampka nocna, łazienka, krople żołądkowe. W swej stagnacji jest przynajmniej bezpieczny od bólu. Świat poza czterema ścianami domu dla niego nie istnieje. Żyje, ale nie do końca. Oddycha, ale nie żyje naprawdę. Aż nadchodzi dzień, kiedy wyglądając przez okno dostrzega kogoś przeżywającego coś intensywnie. tak go to zaciekawia i pochłania, że zapomina o całym swoim strachu. Otwiera drzwi, podchodzi do tego człowieka i przez tę jedną, wyzwalającą, wspaniałą chwilę doświadcza innego świata. Wdycha ożywcze, świeże powietrze. Po raz pierwszy odczuwa ciepło słońca, widzi blask jego promieni. I nagle coś sobie uświadamia. Jego życie stało się pełniejsze. Nie ma już powrotu, nigdy nie będzie taki, jaki był, nie będzie wiódł tej samej, ciasnej egzystencji. Już by się w tamtym świecie nie zmieścił. Został wyrwany ze swej niszy i przyciągnięty ku drugiej osobie w sposób, który poruszył nim do głębi. Ramy jego dotychczasowego świata, pętające go wyobrażenia i uprzedzenia zostały częściowo zburzone.”

Tkwiąc w sobie nie mamy możliwości się zmienić. Zmieniamy się pod wpływem relacji z najbliższymi osobami. Nie bez powodu mówi się, że miłość uskrzydla i uczy latać.

Jak cudownie jest mieć u boku osobę, która kusi do wyjścia z siebie. Stoi na zewnątrz i czeka, aż wyjdziemy, skuszeni widokiem z okna, widokiem szczęścia, innego życia.

Moje drzwi od momentu, kiedy odważyłam się wyjść ze swojej bezpiecznej kryjówki, zamknęły się za mną, z ogromnym hukiem. Ku mojemu szczęściu!

Życzę wam, abyście zawsze mieli u boku osobę idącą z wami przez życie. Piszę to z radością, rozpoczynając świętowanie piątej rocznicy życia w małżeństwie, z moim życiowym cudem. 

 

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...