Mamo, gdzie wychodzisz? Celne pytania, trudne odpowiedzi.

Przebieram się, w nową bluzkę, czeszę się, rozpuszczam włosy… Szykuje się do robienia zdjęcia.

Wychodzę z łazienki, moja córcia patrzy na mnie, ze zdumieniem i radością, dotykając mojej bluzki, mówi. Mama ładnie wyglądasz. Jedziesz na zakupy?
Daje do myślenia, prawda?

Moje kilkuletnie dziecko wie, że skoro przebieram się w ładne ubranie, uwalniam włosy z codziennego koka, to jest coś na rzeczy. Albo przyjdą goście, albo mama gdzieś jedzie.

Jeszcze zabawniejsze… Mama od rana zaczyna generalne porządki, krząta się to tu, to tam. Ciągły ruch. Wyczuwalny pośpiech. Dziecię pyta… Będziemy mieli gości? trach… Nie żeby mama sprzątała, tylko od święta. Ale z takim zawzięciem, fakt, sprzątam rzadko, właściwie tylko wtedy, gdy postanawiam zrobić kolejną domową rewolucję.

Dzieci umieją bardzo trafnie zadawać pytania. Celując w samo sedno. Takie niby proste pytania, ale uderzają w człowieka. Zachęcając do zastanowienia się, czy nie powinnam, czegoś zmienić?

Wygląd…
Miło byłoby ładnie wyglądać non stop. Ładnie, w sensie mieć czas, siłę i chęć, żeby zadbać o swój wygląd. Bo sam człowiek lepiej się czuję ze sobą, bo i dla kogo się stroić, jak nie dla ukochanego męża i dzieci, dla tych swoich życiowych miłości!? 

Tylko nie wiem jak u was. Ale ja mam ubrania codzienne, w których chodzę po i przy domu i wyjściowe, na wyjścia i dla gości. Nie wyobrażam sobie sprzątać domu, robić obiadu, np trzeć buraczków do obiadu, w eleganckiej bluzce czy sukni. Więcej stresu o TO, czy nie zniszczę ubrania, niż pożytku z dobrego samopoczucia? Czy oby na pewno?

Ale mimo to, że tak wygodniej, po reakcji córci zastanawiam się, czy nie powinnam zrobić rewizji podejścia do sprawy : P U mnie pytania te, nie obeszły się bez echa, bo ukuło mnie to, nie ukrywam. Jak miło jest mieć zdolność słuchania własnych, może i małych ale mądrych dzieci.

Porządek…
O sprzątaniu już pisałam TU. Każda uwaga dotycząca, tego z czym sami toczymy batalię, jest zapisywana… i dotyka nas, utwierdzając w przekonaniu, że przedsięwzięte zmiany są potrzebne.

Kłopotliwe sytuacje
Jadąc samochodem, z ukochanym dzieckiem, jadłam coś, w międzyczasie, bo głód złapał. Musiałam wykonać manewr, więc odłożyłam jedzenie na półkę, w samochodzie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie i zakłopotanie, kiedy przez kolejne kilka minut słuchałam, że nie można tam nic kłaść, łącznie z wyjaśnieniem dlaczego. Podczas podróży córka, jeszcze kilkakrotnie upewniała się, czy oby nie zapomniałam, co mi mówiła. Byłam dumna! Zrobiłam co należało,  przeprosiłam za niewłaściwe zachowanie, obiecałam poprawę i większą uwagę w działaniu.

Życzę wam i sobie umiejętności otwartego słuchania własnych dzieci. Nawet kiedy to, co usłyszymy może nie być miłe ale, że jest szczere i wynika z dobrych intencji, nie możemy mieć wątpliwości.

Uwielbiam swoje dzieci, między innymi za to, że dzięki nim, mam szanse tak dużo się nauczyć.

My przekazujemy im, to co umiemy, to co wiemy… pokazujemy jak żyć. Dajemy przykład. Im dzieci będą starsze, tym więcej my będziemy się od nich uczyć. Będą nas wprowadzać w nowoczesny, inny, coraz bardziej obcy nam świat, kiedy będziemy starsi oni będą naszymi przewodnikami. Teraz my prowadzimy ich za rękę, z czasem role się odwrócą.

Podoba mi się porównanie rodzicielstwa i wysiłku wkładanego w wychowanie dzieci, do pakowania walizki. Co do niej włożymy teraz, będziemy kiedyś wyjmować… damy uwagę, miłość, czas, cierpliwość i wyrozumiałość… z czasem otrzymamy to samo, a może nawet więcej. Jeśli nie włożymy tam nic wartościowego, nie wiem co poza goryczą i żalem otrzymamy.

Ja od kilku lat zawzięcie i z uporem staram się pakować, w te moje ukochane ‚walizki’, ile tylko mogę, bez ograniczeń. 

 

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...