Na przedszkole nadszedł czas…

Przychodzi taki dzień, kiedy wszystko się zmienia. Człowiek boi się zmian… Nie jakoś panicznie. Ale budzą w nim szereg obaw. Jakie to nowe będzie? Czy damy radę? Co nas czeka?

U nas dzień jutrzejszy będzie kolejnym, przełomowym, życiowym dniem. Kolejnym dniem zmian, które ciągle trwają i nie da się ich zatrzymać. Nieodłączna kolej życiowych losów.

Nasza córeczka pójdzie do przedszkola, po raz pierwszy. Mój mały ukochany, najbliższy i najdroższy człowiek zacznie powoli wychylać się z naszego rodzinnego gniazda. Jej małe skrzydełka rosną już od blisko czterech lat, teraz zacznie je z dnia na dzień coraz bardziej rozkładać. A my w dalszym ciągu będziemy dbać o  ich wzrost.

Mam wrażenie, że pierwszy dzień w przedszkolu, w ogóle pójście do przedszkola, a raczej opuszczenie domu, na te kilka godzin, stanowi większą trudność dla mamy, niż dziecka.

Córeczka pełna entuzjazmu, idzie do przedszkola, pozna koleżanki i kolegów. Będzie uczyć się piosenek, słuchać wierszyków. Czeka na to z radością.

A mama bije się w środku z własnymi myślami, wyobrażeniami i obawami. Wszystko to ma źródło we mnie. W moich obawach snutych na podstawie własnych, może nie zawsze miłych doświadczeń. A człowiek chciałby uchronić tą swoją małą miłość, przed tym co złe, czego sam doświadczył. O rodzicielskim parasolu bezpieczeństwa pisałam TU.

Wiem, że nie mam czego się bać. Ale mimo racjonalnej świadomości, budzą się we mnie nieokiełznane emocje.

Ale świadomość, że osoba z która spędzam całą dobę, ‚ucieknie’ mi na blisko pięć godzin, jest w pierwszym momencie trudna do zaakceptowania.

Podobno z odrobiną cierpliwości to minie. Wierzę…

Bardziej dobitnie uświadamia mi to nieubłagany upływ czasu. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. A żadna chwila się już nie powtórzy.

Moja mała córeczka, która jeszcze niedawno była niemowlakiem, ma już ponad 100 cm wzrostu, lada chwila założy plecaczek i ruszy na swój własny, podbój świata.

Zaczyna swoje społeczne życie, inne niż te w domowym zaciszu, przy mamusi i tatusiu. Będzie poza moim wzrokiem, poza zasięgiem moich kochających ramion, kiedy będzie jej smutno czy źle. Ale ja będę, zawozić, czekać, odbierać… już z uśmiechem na twarzy myślę o tej pięknej wymianie doświadczeń, o naszym dialogu po codziennym powrocie z przedszkola, po tych kilku dniach rozłąki.

Uwielbiam swoje dzieci! Chyba nie ma nic złego, że chciałabym je mieć tylko dla siebie, jak najdłużej. Ale nie trzymam… przyszedł czas, zacząć popuszczać i uwalniać z tych matczynych ramion. Tak też robię. Nie mogę ich zatrzymać, ale zawsze będę dla nich, kiedy będą mnie potrzebować.

Zmieniam myślenia na bardziej pogodne, nie ma to jak myśleć o dobrych stronach zmian… bo z tą coraz większą samodzielnością naszych dzieci, idą też nowe możliwości dla nas rodziców. Nie mówiąc o satysfakcji z coraz większej samodzielności i odrębności własnego dzieciątka.

Więcej czasu na pasje… oj już ja przypilnuje męża, żeby dotrzymał obietnicy o podboju świata we dwoje. Kiedy to będzie? Wcześniej niż nam się wydaje. Czas płynie szybko, kiedy człowiek ma dużo zadań do wykonania.

Cieszmy się tym, kiedy nasi mili mali towarzysze życia nas potrzebują non stop, nawet w nocy… wiecznie trwać to nie będzie. Wszystko ma swój niestety ograniczony czas.

Cieszmy się dniem dzisiejszym, bo jutro będzie już on przeszłością, stanie się minionym wczoraj.

Pełna entuzjazmu, na razie bardziej wmówionego, mówię sama do sobie, że będzie dobrze! Nie mam co do tego wątpliwości! 

Pozdrawiam wszystkie mamy przeżywające, jak jak, pierwszy dzień w szkole czy przedszkolu!

Zostaw komentarz...