Napój szczęścia? Czy odrobina ulgi dla nieszczęśliwych i pogubionych?

Szczęściodajny płyn?
Człowiek zrzuca ograniczenia, bardziej śmiały, bardziej dowcipny, w ogóle jest taki cały bardziej… bardziej oczywiście tylko w swoich ‚oczach’. Bo wiadomo, że trzeźwy człowiek, patrząc na alkoholowych imprezowiczów, nierzadko ma inne zdanie. 

Czy zakała społeczna?
N
iszczyciel rodzin, małżeństw, dzieciństwa, źródło jeszcze większego zagubienia! Krótkotrwałe źródło ukojenia dla osób, w których wnętrzu panuje chaos! Picie, alkoholizm są w moim przekonaniu tylko efektem, objawem choroby człowieczego wnętrza. Mam problem, nie radzę sobie z nim, więc choć na chwilę zapomnę. Będę czuł się lepiej i pewnie czuję się lżej, póki nie nastanie kolejny dzień codzienności, od której uciekam. Wtedy co? Znów się ‚rozweselę’ a potem kolejny raz. Tak klina, klinem… i zaczyna się nałóg zagubienia!

Gdzie jest źródło?
Wszelkie nałogi, w moim przekonaniu, wynikają z jakiegoś problemu. Jeśli ktoś pije nałogowo, idę o zakład, że miał ku temu powody. Od czegoś się to zaczęło… prawdopodobnie, od jego pogubionego i skrzywdzonego JA. Obserwując otoczenie mam wrażenie, że ludzie wokół są szczerze i głęboko zagubieni i nieszczęśliwi wewnętrznie. Objawia się to głównie ich negatywną postawą życiową m.in. narzekaniem, zazdrością.

Staram się izolować od ludzi narzekających. Bo narzekanie, to podejście do życia, smutne, pesymistyczne… to tacy poszukiwacze zła wokół siebie. Widzą nawet najmniejsze wady u ludzi wokół. Tworzą spiski i teorie tłumaczące, kto, ile i czego się dorobił, dzięki komu, bo w ich oczach każdy sukces ma plecy i układy. Tylko oni muszą ciężko pracować, ich życie jest takie trudne. Inni są głupi i mają znajomości albo mają szczęście… na wszystko, co komuś idzie dobrze, znajdzie się odpowiednia, negatywna teoria.

Powyższe podejście jest ściśle powiązane z zazdrością. A ta zaś z wpajaną nam od maleńkości tendencją do porównywania. Porównujemy nieświadomie, choćby w domu ‚jesz ładnie jak...’, ‚wyglądasz jak księżniczka’. Często pojawia się w naszym słowniku, to nielubiane ‚jak’. Czasem występuje gorsza opcja, ‚bądź jak…’, ‚zachowuj się jak…’. A jeszcze słówko do porównań – ‚NIŻ…’
‚Uczysz/zachowujesz się gorzej niż…’

Porównywanie – Po co nam to?
Ja jestem sobą i nie muszę się zachowywać jak ty czy on. Nie muszę też tak wyglądać, nie muszę chcieć tego samego. Nie muszę też mieć, tego co Ty, czy Ty, żeby czuć się dobrze i być szczęśliwym. Od tego zaczynają się małe wewnętrzne frustracje, nie spełniania oczekiwań najważniejszych mi osób, najpierw rodziców. Człowiek, żeby przetrwać musi, od dzieciństwa podporządkowywać się woli innych, spełniać ich wymagania, jednocześnie zaprzepaszczając swoją indywidualność. Zakłada maski, żeby chronić i tak zszargane poczucie własnej wartości.

Rodzina…
I tak jesteśmy w komfortowej sytuacji, jeśli rodzice interesowali się naszym losem i nami, choćby porównując nas do innych. Bardziej smutno mają Ci, którymi rodzice nie interesowali się w ogóle. Często w imię wyższych pobudek, bo trzeba zarabiać na dom, na lepsze jutro, na rodzinę… tylko nikt nie zastanawiał się nad tym, że za 15 lat, ta rodzina się rozpadnie. A upragniony dom i inne rzeczy, które były celem poświęceń, zostaną znienawidzone, jako coś co odebrało dzieciom ich rodziców. Czasu nie da się cofnąć, a myślenie przecież nie boli. Pomyślcie, czy naprawdę potrzebujecie tak bardzo nowego, lepszego samochodu czy konieczne jest dążenie do złudnego szczęścia w ‚karierze’ zawodowej? Czy nie lepiej BYĆ razem? Czy wolicie przepracować w pędzie najważniejszy czas waszych dzieci, ich dzieciństwo? Dzieci z ulgą i wytchnieniem w końcu uciekną z domu, gdzie panował nie rzadko alkohol, brak komunikacji, brak rozmów, brak zasad i reguł.

Ogólnie chaos… ale zbudowany na dobrych chęciach, pogubionych życiowo rodziców, którzy mieli w dzieciństwie jeszcze gorzej. Oni w ogóle, byli bo byli, bo dzieci się jakoś tak płodziły i rodziły, bezrefleksyjnie, bo było komu paść krowy, było komu grabić łąki, zbierać ziemniaki i tak dalej. Ale wtedy dziecko, to niemal nie był człowiek… to było dziecko, małe coś, co się może przydać, ale częściej przeszkadza, niż się przydaje. Dobrze, że ma dużo rodzeństwa, to się sobą na wzajem ‚zaopiekują’.

Ludzie wiedzą, że muszą pracować, żeby zarobić na życie. Na to żeby mieć gdzie mieszkać, mieć co jeść. Ale w aktualnych czasach, na tym to CHCENIE się nie kończy. Pragnienie posiadania jest dużo bardziej wybujałe. Często w tym dążeniu do bogactwa, zapracowując się niemal na śmierć, nie tyle fizyczną, co emocjonalną i psychiczną, zapominając o tym co powinno być najważniejsze – RODZINIE.

Sposobem na wszystkie życiowe smutki, jak wiemy od pokoleń, są MOCNE trunki!
Lżej się robi człowiekowi na duszy. Czy oby na pewno, tędy droga? Zdecydowanie łatwiej nie myśleć i unikać konfrontacji z problemem, niż wziąć za niego odpowiedzialność.

Jest mi to świat obcy o tyle, że mając niespełna 30 lat, nigdy nie piłam alkoholu typu wódka, nawet w takiej wersji light typu drink. Nigdy nie byłam pod wpływem alkoholu. Dziwne?

Dla mnie naturalne, naoglądałam się zbyt dużo ZŁA, będącego efektem tych szczęśliwych trunków.

Dla młodych, niedoświadczonych źle ludzi picie, to dobra zabawa.

Radość i szczęście. RELAX. Picie daje fajny stan, nie myśli się o ograniczeniach, o problemach (które jeszcze są malutkie). Jest fajnie!

alko00

A wiecie czym dla mnie jest picie alkoholu?
PORAŻKĄ! Ja widzę bardziej długofalowe skutki…

635652381058106427

Pojawia się problem… jeden, potem większy, potem kolejne, często jest ich dużo w jednym czasie. Nie wszystko idzie jak chcesz. Piję, żeby nie tylko dobrze się bawić, tylko żeby nie myśleć o swoim życiu, nie jestem szczęśliwi, nie wiem co robić…

alko2

Piję częściej i częściej, bo krótko trwa to ukojenie… aż w końcu muszę pić, żeby jakoś żyć. Sądzę, że ludzie jak pracują i są zajęci, to nie mają czasu żeby myśleć. Problem pojawia się gdy mamy czas wolny, kiedy zaczynamy słyszeć własne myśli, gdy zastanawiamy się nad sobą… dociera do nas, że nasze życie nie powinno tak wyglądać! Więc piję… Puszczają mi hamulce, zmieniam się, tracę kontrolę, w domu zaczyna się piekło, bo na kim odreagowywać, jak nie na bezbronnych członkach rodziny…

alko

Powyższy obraz roszczeniowego tatusia, przez którego dziecko ma zniszczone dzieciństwo. A dlaczego on zaczął pić? Czy można mu pomóc?

A druga połówka? Żona? Może wychowywała się w domu gdzie przemoc i alkohol były czymś naturalnym. Nikt nie nauczył jej walczyć o siebie. Wpojono jej bezradność. Nie wie co robić, żyje w poczuciu winy… że może ona jest źródłem problemów i frustracji, biednego zapracowanego męża. Druga połówka to jednak dorosły człowiek, który może zacząć działać, może powiedzieć NIE! Nie godzę się na taki stan rzeczy! NIE pozwalam! STOP! Ale często nie wie, jak z tego skorzystać i koło kręci się dalej… błędne koło…

alko3

A dzieci w tym układzie? Biedne dzieci, szkoda mi ich… mają trudne dzieciństwo, a ich dorosłe życie jest usłane nie różami, a obciążeniami z przeszłości… żalem, strachem, bezradnością…

alko4

Rodzice pijąc, myślę, że nie zdają sobie sprawy jak bardzo krzywdzą swoje dzieci! Dzieci to mali ludzie, oni czują i rozumieją więcej niż się wydaje. Bardzo łatwo można je skrzywdzić! Są bezbronne… jaką tragedią jest kiedy osoba, na która patrzysz, jak na autorytet, kochasz bezgranicznie czystym serduszkiem… krzywdzi, świadomie bądź nie… NISZCZY dzień po dniu! Niszczy Twój spokój, Twoje poczucie własnej wartości, Twoją radość i swobodę… zaciska Ci wokół szyi rękę milczenia, tajemnicą staje się co się dzieje w domu. Niestety milczenie zostaje, w dorosłym życiu, zostaje postawa skrzywdzonego i bezradnego dziecka.

Tyle mam w głowie sytuacji i historii, świadczących o tym jak efekty picia są złe, że na samo wspomnienie, mój nastrój uległ zmianie… temat dla mnie jest, tak rozległy, widzę wiele przyczyn tego problemu, jeszcze więcej negatywnych skutków, że trudno mi to sensownie zebrać w całość i opisać w jednym tekście.

Myślicie, że da się takim ludziom pomóc? Najlepiej byłoby robić to od razu, zanim wpadną w nałóg.

Jestem przekonana, że troska i miłość do alkoholików, jeszcze kiedy byli dziećmi wszystko by zmieniła. Problemu by nie było. Dbajmy o nasze dzieci, dbając o siebie, o naszą wewnętrzną równowagę i spokój.

 

 

 

 

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...