Dzieci, nasze lustereczka…

Sytuacja z placu zabaw.

Spotykają się dwie mamy, może trzy. Rozmowa pochłania je niemal tak, jak szalona zabawa ich własne dzieci. Mamy za temat rozmowy, podjęły inną mamę, która jest nieobecna. Opowiadają historie, teorie…  takie jakby, to nazwać plotkowanie. Od czasu do czasu niemiły epitet, w kierunku obgadywanej nieobecnej.

Dzieci jak wiadomo, słyszą i rozumieją więcej, niż nam dorosłym się wydaje. Rozmowa mam zakończona, rozlega się potrójne wołanie ‚ Idziemy do domu!”. Jedno z dzieci wraca do mamy, drugie z mniejszym oporem, trzecie już z dość znacznym. Mama trzeciego dziecka, dziewczynki, oburzona. Wywiązuje się dialog. Wygląda mniej więcej tak:
– Do domu!
– NIE!
– Idziemy do domu, bez dyskusji!
– NIE!
Mam łapie dziewczynkę za rękę. Po jej wyrazie twarzy widać, że dość mocno. W końcu zdenerwowana dziewczynka, krzyczy do mamy.
– Nigdzie nie pójdę, puść mnie ty głupia krowo!
Mama, jak można się domyślić, stoi jak wryta z zażenowania. Bo koleżanki słyszą, a dziecko tak się do niej odzywa. Zaczyna krzyczeć na dziewczynkę, niemal w furii. Krzyczy, że jak ona może tak do niej mówić. Dziewczynka patrzy na mamę i mówi, że przed chwilą sama mówiła tak o tej pani. Na to mama:
– może i mówiłam, ale tak można mówić tylko dorosłym, dzieci tak nie mogą! Krzyki mamy trwają, dziewczynka chcąc, nie chcąc zostaje pokonana, przez mamine krzyki i niemal wyciągnięta siłą z placu zabaw.

Historia niech będzie słowem wstępu do mojego twierdzenia, że dzieci są odbiciem lustrzanym swoich rodziców.

Często rodzina czy obcy, dziwią się że mam tak spokojne dzieci. Pytają jak to robię? Jak je wychowuje? Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Jestem spokojna, to i dzieci są spokojne. Przecież one uczą się ode mnie, obserwują mnie całymi dniami, powielają moje zachowania, chłoną postawy, słowa, gesty, dosłownie wszystko! Moje małe lustereczka 🙂

Moja córcia na wiele pochwał, odpowiada jednym słowem: WIEM…

-Ale masz ładną sukienkę
– WIEM

-Ale piękna fryzura
– WIEM

Nie zajęło mi wiele czasu, żeby zbadać skąd ta odpowiedź. Kiedy tłumaczę jej coś, a zajmuje to często trochę czasu, bo bardzo lubię jej o wszystkim opowiadać. Niemal każdy wykład kończę zapytaniem  … ,wiesz? Na co moje dziecię, każdorazowo odpowiada WIEM. Nie zwracałam na to uwagi, póki w jej słowniku słowo WIEM, nie zaczęło pojawiać się aż za często.

Słowo wiem, to nic. Dzieci znajomych, czy rodziny, używają mniej cenzuralnych słów. Niestety żyją w przeświadczeniu, że takiego zachowania dzieci nauczyły się, od tych niegrzecznych dzieci w przedszkolu. Sami zdają się nie słyszeć swoich własnych wulgarnych wyrażeń.

Jestem niemal pewna, że każde uważane za złe lub nieodpowiednie zachowanie u dziecka, pochodzi od nas, drodzy rodzice. Trzeba się tylko uważnie przyjrzeć, sobie i swoim zachowaniom, tym jak odzywamy się do innych, co o nich mówimy, jak zachowujemy się w nietypowych sytuacjach. Niemal każdy drobiazg, jest pieczołowicie rejestrowany i zapisywany przez nasze małe cuda.

Dzieci nie będą robiły tego co im mówimy, one po prostu biorą z nas przykład. Jak absurdalny jest zakaz picia alkoholu czy palenia papierosów, wygłaszany przez palącego, pijącego ojca. Jeśli teoria nie idzie w parze z praktyką, są to jałowe zakazy i nakazy. NIC nie warte!

Niektóre zachowania są kopią rodzicielskich. Inne są wołaniem o uwagę, o czas, o zainteresowanie,a może nawet o czułość czy o zgrozo miłość.

My rodzice jesteśmy tymi już dojrzałymi i powinniśmy pomagać naszym dzieciom zrozumieć, o co w tym skomplikowanym życiu chodzi. Nie utrudniać im tego, strofując i negując zachowania, które pochodzą od nas samych.

Ostatnim czasem miałam okazję obserwować mamę i córkę. Córcia, gdy coś nie szło po jej myśli, lub czuła się urażona, obrażała się i wychodziła do innego pomieszczenia, niemal trzaskając drzwiami. Że znałam jej mamę, wiedziałam, że jest to zachowanie, jak przez klakę. Koleżankę cechuje trudność w przyjmowaniu do wiadomości, czegoś co jest nie wygodne, nazbyt szczere, czy krytyczne, wtedy ‚ucieka’, zamyka się w sobie.

Nie bez powodu istnieje powiedzonko: Nie daleko pada jabłko, od jabłoni. Stare, ale na aktualności nie traci.

Inny przykład. Jak dziecko ma nauczyć się dbania o czystość otoczenia, skoro jadąc samochodem z rodzicami, widzi jak wyrzucają przez okno śmieci z samochodu. Zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne.

Będąc na urlopie, często, aż za często widziałam jak matki krzyczą, nie szczędząc wulgaryzmów, na dzieci, ciągając je za ręce czy trzęsąc za ramiona. Myślę sobie… biedne dzieci, koszmarni rodzice.

Rozumiem, że dziecko może być niesforne. Czasami ma swoje dziwne zachcianki, trzeba wytłumaczyć, że takie zachowanie jest nieodpowiednie i mówić do skutku. Ale żeby szargać godność dziecka, przez ubliżanie mu, czy używanie przemocy? Dla mnie to najwyższy wyraz nieodpowiedzialności i BEZRADNOŚCI rodziców. Nie wiedzą co robić, nie radzą sobie z własnymi emocjami i z samymi sobą i wyżywają się na dzieciach. Przecież małe bezbronne i uzależnione od nas dzieci są idealnymi ofiarami. Tragiczne!

Piękne stwierdzenie: nie ma dzieci, są ludzie! Nie możemy sobie dawać prawa do pewnych zachowań, zakazując ich dzieciom. Albo zachowanie jest dobre, albo nie. Nie ma, ja mogę, a ty nie. Bo co? Konieczny jest szacunek dla dziecka. Nie można używać przemocy! Nigdy! Czego uczymy tym dzieci? Że jak ktoś nie będzie robił tego, czego chcesz, to go zlej! Zrobi coś złego celowo, czy przez przypadek… zlej! Koszmar! Czy dorośli tak funkcjonują? Po co niszczyć dziecięce zaufanie?

Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie rodzicielstwo bliskości, szczerości i otwartości na drugiego człowieka.

Dzieci nie obserwują tylko naszych zachowań. Chłoną też nasze nastawienia i podejścia do wielu spraw. Można nieświadomie pozbawić dziecko możliwości cieszenia się życiem. Poprzez prezentowanie postawy, że życie to tylko ciężka praca i nie jest po to, by było nam dobrze, bo nie ma czym się cieszyć, bo ciągle jest nie tak, jak powinno. Możemy zaszczepić w nich nieufność do ludzi. Ale równie dobrze miłość do życia, przyrody i innych osób. Możemy ‚wykreować’ otwartych, serdecznych ludzi, lub wręcz odwrotnie.

Bądźmy świadomi, jak wielka moc, leży w naszych rekach. Kiedy dzieci wyjdą z naszego domu, będzie już zbyt późno na zmiany. A kiedy są jeszcze z nami, mamy szansę im pomóc. Nie rzucajmy kłód pod nogi. Uczmy ich tego co najlepsze, jednocześnie intensywnie pracując nad sobą. Wyposażmy ich w pozytywne podejście do życia, w chęć do pracy, ciekawość na ludzi, zamiłowanie do słowa pisanego, do poznawania nowego, nie porównujmy ich do nikogo, dajmy im miłość i pewność, że są wspaniali, wyjątkowi i jedyni. Niech czują się ważni, bo tacy być powinni. Tak aby po skończeniu szkoły… mogli bezpiecznie odlecieć z rodzinnego gniazda, swoimi cudownymi, pełnymi nadziei i siły skrzydłami. Ze świadomością, że gdy coś pójdzie nie tak, będą mieli problem czy wątpliwości,  mogą wrócić, poradzić się, spotka ich w domu ukojenie i dobra rada, nie oceny i oskarżenia, czy wygórowane oczekiwania.

Trudna praca przed nami drodzy rodzice, nic tylko zakasać rękawy i do dzieła!

 

Zostaw komentarz...