Niby nic, a jaka radość!

Dziś z samego rana wychodzę na dworek. Jeszcze rosa na trawie. Świeże, chłodne powietrze, ciepłe promienie słońca, cisza… przerywana od czasu, do czasu szczekaniem psa.

Rozglądam się wkoło, pięknie, zielono. Głęboki oddech… myślę, ale świetne to wszystko, uwielbiam mieszkać na wsi.

Za płotem sąsiad od kilku lat ma maliny, piękne, bujne, dojrzałe, gałązki uginają się od owoców. W tamtym roku patrząc na nie, marzyłam o takich. A że marzenia same się nie spełnią, trzeba im pomóc. Dwa lata temu posadziłam maliny, sadzonki zakupione, nadzieja, że w przyszłym roku będę się cieszyć choć jedną swoją malinką… niestety, sadzonki nie zadomowiły się zbyt pomyślnie.

W zeszłym roku myślę, spróbuje ponownie. Nie dam się tak łatwo zniechęcić. Nowe sadzonki, kolejny raz z nadzieją czekałam malin… aż tej wiosny, udało się… świeże zielone pędy, listki, kwiatuszki… myślę kilka malinek będzie, JEST!

Jeden z pierwszych sukcesów ogrodniczych, jaka satysfakcja.

A oto efekt, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Malinka i to nie jedna, tylko duuuuużo malin! Pięknych, dużych, słodziutkich! A co najważniejsze MOJE własne!

DSC_5925
Pierwsze, swoje, piękne, dojrzałe MALINKI!

A co tam, że skarpetki mokre, bo wyszłam w klapkach. Po wysokiej trawce dotarłam do spełnienia moich małych marzeń. Nawet ogromy pająk nie przeszkodził mi w zrywaniu malin.

Cieszyłam się jak dziecko i dalej się cieszę! Już widzę te przetwory w przyszłym roku 🙂 A na jesień rozsadzanie. Też lubicie tak grzebać w ziemi? I z utęsknieniem czekać efektów swojej pracy? Ja to UWIELBIAM! Owoce, kwiaty! Jeszcze kolejnego roku dorzucę troszkę ziółek, a czemu by nie!

Cieszmy się z małych rzeczy, bo te małe, malutkie rzeczy tworzą nasze życie, chwila, po chwili. 

 

Zostaw komentarz...