Nie bij dziecka! Dla swojego dobra!

Nic nie jest usprawiedliwieniem dla przemocy!

Przemoc jest niedopuszczalna w żadnym stopniu, ani w żadnej formie.
Nawet mały klaps, żaden niby niewinny krzyk!

Jakiś czas temu rozmawiałam z pewną dziewczynką, będąca naszym gościem. Trudno jej było się odnaleźć, w panujących u nas zasadach. Ja cierpliwie tłumaczyłam.

Wyszłam na chwile z pokoju, zostawiając dzieci same, słyszę brzęk. Dobiega do mnie hałas tłuczonego przedmiotu. Zapadła cisza, przerwana szybkimi krokami, uciekającego małego sprawcy. Dziewczynka schowała się pod stół, skuliła się, mając nadzieję, że nikt jej nie zauważy.

Wychodzę i pytam, co się stało, w tym samym czasie spostrzegając, że ze schodów spadł odświeżacz powietrza. Wiem już, co się stało. Pytam jak to się stało i kto to zrobił. Cisza. A że nasz gość wciska się coraz bardziej do ściany, pod stołem, domyśliłam się, kto był sprawcą.

Nie chodziło o to, kto to zrobił, żeby wymierzać jakąś karę, ale żeby porozmawiać.

Proszę dziecię żeby wyszło, z oporem wychodzi. Pytam co się stało, płacz. Obejmuje i mówię, że odświeżacz nie jest wielką stratą, ale prosiłam żeby nie wchodzić na schody, bo można z nich spaść. Tłumacze, że w naszym domu jak ktoś coś zrobi to po prostu przychodzi i o tym mówi, nie ucieka, bo po co?

Dziewczynka mówi, że jak w swoim domu coś zrobi, to na nią krzyczą, a czasem ją też zbiją.

Zrobiło mi się przykro. Od razu mówię, to co zawsze powtarzam własnym dzieciom. Nikogo nie wolno bić, nigdy, bo to boli, ciebie też nikt nie bije (ja mogę używać takiego argumentu, a wy?).
Nie wolno krzyczeć, bo ja na Ciebie nie krzyczę, a to też sprawia przykrość, również boli.

Na to dziewczynka powtarza… Ale tata i mama tak robią. Na co ja mówię, że w naszym domu panują takie zasady. Nie każdy rodzic postępuje dobrze, nie każdy wie, że tak nie można się zachowywać.

Głaskam ją po głowie i mówię, że nie musi się bać, bo u nas nikt, na nią nie będzie krzyczał, a tym bardziej jej bił.

Tamtego wieczoru myślałam, jak mogę jej pomóc. Do rodziców będzie trudno dotrzeć, tak podejrzewam. Rozmowa mogłaby być trudna i przynieść mizerny efekt? Tak przypuszczam, czy powinnam to sprawdzić? Jak mogę pomóc?

Wyobrażałam sobie sytuację kiedy matka czy ojciec dziewczynki chce ją uderzyć, ona odsuwa się, staje twarzą w twarz. Patrzy prosto w oczy, mówiąc…

Jak będę dorosła i będę miała dużo siły, a ty będziesz stary i nieporadny, też będę Cię biła. Będę Cię biła tak, że będziesz płakał z żalu, że mnie tak krzywdziłeś. Poczujesz bezradność, jaką ja czułam. Poczujesz się, jak nic nie warty byle kto, taki nieszanowany NIKT. Ten poniżający fakt będzie cię męczył do końca twoich smutnych dni.

Sytuacja abstrakcyjna. Teoretycznie możliwa. Przecież nic innego, jak przemoc, rodzi przemoc. Oczywiście wątpię, żeby agresywny rodzic to przemyślał od razu ale myślę, że każde wypowiedziane słowo zasiewa ziarenko niepewności, co do słuszności swoich działań.

My dorośli nie zawsze zachowujemy się jak powinniśmy, czy ktoś nam przemawia do rozsądku, bijąc nas? Czy krzycząc? Nie tędy droga.

Nie krzywdźmy swoich dzieci. Nie krzyczmy,  Nie ubliżajmy, nie bijmy.  Stwórzmy im takie dzieciństwo, żeby nie wiedziały z własnych doświadczeń, co to przemoc w rodzinie.

Nie pozwólmy im dowiedzieć się na własnej skórze, jak to jest musieć przez całe dorosłe życie, udowadniać samemu sobie, że jednak jestem coś wart.

Ja mam dwoje dzieci i nie stosuję przemocy. Wnioskuję stąd, że skoro ja mogę, to każdy inny rodzic też to potrafi. Wychowywać można bez tego. U nas wystarczające są jasne zasady, konsekwencja i przede wszystkim całe morze miłości i rodzinnego ciepła 🙂 U nas dzieci nie muszą się bać.

A ja zostaję sama z myślami, jak mogę odmienić los opisywanego dziecięcia.
Co mogę dla niej zrobić? Jak mogę jej pomóc? Może już jej pomogłam?
Że całego świata od przemocy i zła nie uratuję, przestałam się łudzić już jakiś czas temu. Ale trudno mi przejść obojętnie obok czyjejś krzywdy! Tym bardziej małego, bezbronnego człowieka!

 

Zostaw komentarz...