Ocenianie… coś co przychodzi nam z ogromną łatwością.


Mamy tendencję do bardzo łatwego wystawiania opinii i ocen o innych ludziach. O ludziach, których tak naprawdę nie znamy, nie wiemy co dzieje się w ich życiu, czemu dokonują takich a nie innych wyborów.

Tak naprawdę aby mieć prawo do oceniania musielibyśmy być tą osobą, którą oceniamy, przeżyć to co ona, czuć to co ona, znać jej przeszłość, problemy, radości i wszystko co jej dotyczy.

Gdybyśmy mieli ocenić samych siebie nie byłoby to łatwe… w zależności od dnia, od humoru robimy na obcych ludziach różne, pierwsze wrażenie.

Ja kiedy mam dobry dzień, emanuję pozytywnym podejściem do życia, uśmiech od ucha do ucha, jestem człowiekiem pogodnym i otwartym! Tak też odbierać mnie mogą osoby, które mnie spotkają po raz pierwszy.

Inny dzień… wychodzę od lekarza, pełna obaw o życie małego człowieka mieszkającego w moim brzuszku. Jestem nieobecna, przygnębiona, w oczach nie da się ukryć obawy, lęku a nawet łez… czy ktoś kto pierwszy raz mnie widzi, polubi mnie czy powie, że jakiś depresyjny typ?

Inny dzień jestem extremalnie niewyspana, zmęczona, jeszcze zdenerwowała mnie teściowa, lub ktokolwiek inny… w oczach widać pioruny, jeszcze kobieta w kolejce do kasy popycha mnie wózkiem… chodzący wulkan złości!  Ktoś, kto na mnie patrzy po raz pierwszy, nie zapała sympatią, zapewniam.

Człowiek nie jest jednostajny, jest bardzo zmienny. Na tą zmienność wpływa wiele czynników. Nie oceniajmy się na podstawie tego co widzimy, bo nie znamy kontekstu sytuacji.

Pięknie prezentuje to obrazek znaleziony w sieci:

opijni

Mniej więcej tak jest w życiu. Co byś nie zrobił, zawsze znajdzie się ktoś, kto bardzo chętnie Cię oceni, no oczywiście z odpowiednio negatywną metką, złego, głupiego itp.

Trafiłam na dwa fajne artykuły w sieci, w kontekście rodzicielstwa, bo tym teraz żyję.

W jednym z nich przytoczona jest sytuacja trzech kobiet w różnym wieku. Opisze wam go w skrócie.

Pierwsza ma 30 lat, męża, ale nie ma jeszcze dzieci. Znajomi, rodzina zadają przy każdej możliwej okazji pytania typu: Dlaczego nie macie jeszcze dzieci? Długo jeszcze będziecie czekać? Czas leci! A zegar tyka! Czekacie, czekacie… jak się zdecydujecie może być za późno. Kobieta z naciąganym w odpowiedzi na niewygodne pytania, uśmiecha się i nic nie mówi. A jak już zostaje sama zaczyna płakać. A może powodów do płaczu ma wiele. Płacze, bo była w ciąży cztery razy i tyle samo razy poroniła. Bo zaczęli starania o dziecko w noc poślubną, a od tej pory minęło 5 lat. Bo jej wszystkie siostry mają dzieci, a sąsiadowi urodziły się bliźniaki. Bo przyjaciółka jest akurat w ciąży. Bo sama marzy o dziecku, nawet bez tej nie ukrywanej już presji rodziców i teściów.

Prawda, że wiele jest tych możliwych scenariuszy… nigdy nie wiemy co człowiek przeżył, co przeżywa. Po co utrudniać czyjąś sytuację zadając niewygodne pytania.

Gdzieś w innym miejscu na ziemi, żyje kobieta, która ma trzydzieści kilka lat, pięcioro dzieci. Ludzie myślą, patologia, pewnie nie wiedzą jak się zabezpieczyć. Słyszy komentarze typu. Dobry Boże kobieto co Ty robisz, chyba już wam starczy? Kobieta też uśmiecha się na takie komentarze, bo co ma robić? A kiedy zostaje sama może też płacze. Bo akurat jest w ciąży z szóstym dzieckiem. Nie może cieszyć się tą sytuacją, bo czuję wszechobecną społeczną presję. Widzi jak ludzie na nią patrzą. (Zresztą ja sama jak idę z moją dwójką dzieci i dzieckiem ‚zapożyczonym’ od rodziny, widzę jak ludzie na mnie patrzą… a to niespełna 30-latka z trójką dzieci :P). Płacze bo zawsze marzyła o dużej rodzinie, nie rozumie czemu ludziom to przeszkadza. Płacze, bo ludzie myślą o niej jako uciśnionej, pozbawionej życia kobiecie. Płacze bo czuje litość i współczucie w oczach innych. Zakładają, że to nie jest to czego ona chce (a skąd o tym mogą wiedzieć?). Płacze, bo jest zmęczona tymi komentarzami, bronieniem swoich racji. Płacze, bo zaczyna mieć wątpliwości, czy nie łatwiej było mieć dwójkę dzieci.

Nie przeraża Was fakt, że opinie innych ludzi mają taką moc wpływania na nasze samopoczucie, na nasze podejście do wielu spraw, na nasze życie?

A nie powinno.

Bo ile osób, tyle różnych opinii… jedni będą przyklaskiwać na to że jesteś w domu z dziećmi, inni na to że realizujesz się zawodowo. Jeszcze inni na życie singla bez zobowiązań.

Każdy powinien mieć szacunek do otaczających nas osób, rozważnie i z uwagą słuchać ich. Nie oceniać, nie próbować udawać, że wie jacy oni są naprawdę. Bo nie wie… nigdy się nie dowie

Tak jak w drugim artykule opisane są rzeczy, których nie powinniśmy oceniać u rodziców, jest ich ogrom od porodu, przez karmienie, edukację, tryb życia rodziców po osiągnięcia dziecka (artykuł TU).

Moim zdaniem powinniśmy walczyć z tą łatwością do oceniania innych. Ja robię to z coraz większą uwagą, a staram się tego nie robić wcale. Raczej oceniam zachowania ludzi, a nie ich samych. Choć i to nie jest obiektywne, bo do większości osób ma jakiś stosunek… neutralny, pozytywny, do niektórych negatywny.

Życie jest zbyt krótkie, żeby żyć życiem innych osób. Zajmijmy się sobą, będzie to dużo bardziej owocne 🙂

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz...