Opowieść Ani, w oczekiwaniu na upragnioną uwagę…

Chciałabym Wam przedstawić opowieść Ani, o pewnej zależności w jej życiu, której nie rozumiała, a którą kierowała się w relacjach z ludźmi. Napisała mi, że w momencie kiedy zrozumiała źródło, tej niczym nieokiełznanej potrzeby wyczekiwania na uwagę, przestała o nią zabiegać. Ten przymusowy schemat zachowań prysł niczym bańka mydlana. Uwalniając tym samym jej radość, która w końcu mogła wydobyć się spod przytwierdzonej do jej twarzy maski SMUTKU.

Ja osobiście doświadczyłam takiej zmiany wiele razy. Bo kiedy zdasz sobie sprawę, że pustkę czy brak, który w sobie nosisz możesz zapełnić tylko ty sam, wtedy zaczną dziać się cuda. Wtedy właśnie zaczyna się zmiana…

Ani bardzo dziękuję za podzielenie się częścią swojej niezwykłej historii. Wierzę głęboko, że będzie ona bezcenną lekcją dla wielu z nas.


„Energia podąża za uwagą…”

Ania, zawsze gdy wracała do domu czuła się zmęczona, jej uwaga była przekierowywana na męża, który był w pobliżu. Nie ważne co robiła, myślami zawsze była przy nim. Nasłuchiwała co robi, zatracając w tym siebie. Było to bardzo męczące, wysysało ją energetycznie. Tak jakby jej energia wędrowała tam gdzie uwaga. Mogła odpocząć tylko gdy była sama w domu. Wtedy była w stanie skoncentrować się na sobie.

Dlaczego nie potrafiła odciąć się i żyć swoim życiem?
Co dawała jej taka „obserwacja”, co dawała taka kontrola?

Hmm…

W pierwszym odruchu powiedziałaby „Nie wiem”. Jednak z jakiegoś powodu tak działała, przecież nic nie dzieje się bez przyczyny.
Wydaje się, że cały czas obserwuje go, a tak naprawdę czeka na jego ruch w jej stronę, czeka aż zwróci na nią uwagę, aż ją zauważy. Patrzy na niego, żeby być czujna i wychwycić, a raczej nie przeoczyć żadnego pozytywnego gestu kierowanego w jej stronę.

Dlaczego sama nie robi pierwszego kroku? Czemu nie mówi o tym na co czeka?

Nie działa, ona czeka, bo zdecydowanie przyjemniej jest, aż ktoś sam cię zauważy. Jest wciąż nastawiona na to dziwnie znajome oczekiwanie. Patrzy, czuwa, wciąż czeka… ciężko jej zrobić cokolwiek w domu, skupić się nad czymkolwiek. Bo jak się skupić, skoro ciągle się na coś czeka? Praktycznie zawsze to oczekiwanie kończy się tylko na samy czekaniu. Pod koniec dnia wzdycha głęboko i myśli… „No cóż nie udało się , nie zauważył mnie, może innym razem się uda, może powinna być bardziej smutna…”. To czekanie ją wykańcza, doskonale o tym wie, jednak nie potrafi przestać czekać.

Cofnijmy się do przeszłości…
Jako małe dziecko Ania była niezauważana. Rodzice nie mieli dla niej czasu w momencie, kiedy potrzebowała ich uwagi. Mówili „Poczekaj, nie teraz!” i ona tak czekała, a oni po pewnym czasie zapominali o tym, że ona czeka. Wpadała w smutek, tak głęboki, że mogła się zanurzyć w nim cała. Większość dzieciństwa spędziła na czekaniu, przyzwyczaiła się być dla innych (dla bliskich) niewidzialna.

Kiedy teraz w dorosłym życiu włącza jej się „tryb czekania”. Wtedy nie dorosła kobieta (Anna) czeka, tylko to cierpliwe, posłuszne, małe dziecko, które się tego cichego, skrytego czekania nauczyło wiele, wiele lat wcześniej.

Topiła się w swoim smutku spowodowanym brakiem uwagi, nie wymuszała jej. Czekała aż się domyślą. Robiła się smutna z nadzieją, że ktoś zauważy i zapyta jej „Co Ci jest?” a wtedy obrażona powie „Nic!”. Chciała żeby się domyślili, chciała aby poświęcili jej swoją uwagę jak najdłużej! Chociażby na ten krótki czas analizy (rozpaczliwe wołanie zaniedbanego emocjonalnie dziecka). Ale oni nigdy się w to nie zagłębiali, nie zastanawiali się, nie dociekali. O dziwo, dla nich jej pełne goryczy „Nic” zawsze znaczyło tylko nic.

Wypowiadane przez nich zapytanie „Co Ci jest?” (ton głosu już nie był istotny) było najmilszym zdaniem, jakie mogła usłyszeć. Zdanie dla, którego była w stanie poświęcić tak wiele. Bez problemu mogła wprowadzać się w stan smutku, tylko po to, żeby zostać zauważona i zyskać minimum uwagi rodziców. Bo skoro smutek kilka razy został zauważony, skierowało to uwagę na małą Anię, automatycznie stało się to środkiem do celu, do upragnionej „bliskości”.
Czy w takiej sytuacji nie grzechem było wrócić do domu będąc szczęśliwym dzieckiem? Tak smutek zaczął wlewać się do jej wewnętrznego domu…

W konsekwencji nauczyła się paskudnego schematu, który stosowała całe lata. Gdyby nie osoba, którą odnalazła stosowałaby go do dziś!

Smutna Ania, to Ania, na której choć na chwilkę, ale jednak, zatrzymywał się wzrok rodziców. Była pewna, że tylko wtedy można zatrzymać się, spojrzeć na nią, zapytać czy coś się stało. Tylko wtedy wzbudza zainteresowanie, wtedy można ją przytulić, skierować na nią wymarzona uwagę …

Tak bardzo pragnie bliskości i obecności. Nie dostawała jej od rodziców, nie dostaje tego od męża ale mimo to stosuje ten mechanizm z nadzieją, że „może ktoś kiedyś się domyśli i w tym smutku ją zauważy”, że być możne znajdzie się ktoś, kto da jej to czego tak bardzo brakuje, od tak dawna.

Anna już teraz wie, kto może podarować jej to, na co czekała wiele lat. Poniżej cytuję list, który napisała do tej wyjątkowej osoby:

„Moja mała, droga Aniu piszę do Ciebie jako dorosła kobieta, z której możesz być dumna. Chcę Ci powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczysz. Zapamiętaj, że już nie musisz żebrać o to, żeby ktoś bliski zwrócił na Ciebie swoją uwagę. Zapewniam Cię, że dla mnie jesteś najważniejsza i już zawsze tą wymarzoną uwagę ja będę Ci poświęcać. Nie musisz już wprowadzać się w stan smutku, żeby zostać zauważona. Mów mi o swoich potrzebach a ja obiecuję, że będę je zaspokajać. Nie musisz już koncentrować swojej uwagi na mężu i czekać aż przyjdzie i zapełni pustkę, jaką masz w środku. Od tej pory to ja ją będę wypełniać swoja miłością do Ciebie! Nie musisz już być czujna, żeby ewentualnego przyjaznego gestu w swoją stronę nie przeoczyć. Nic już nie musisz robić, żeby upewniać się, że jesteś dla kogoś ważna, bo to dla mnie jesteś najważniejsza i to nigdy się nie zmieni. Kocham Cię mała Aniu i zawsze o tym pamiętaj! Ściskam i przytulam Cię bardzo mocno! Moja najcudowniejsza istotko „


Razem z Anią, życzymy Wam z całego serca abyście odkryli w sobie źródło, tego na co tak bardzo czekacie. Co by to nie było… uwaga, troska, czułość, miłość, obecność, wyrozumiałość? To właśnie Ty możesz wypełnić pustkę, którą w sobie nosisz! Ty możesz wlać tam upragnioną miłość i wszystko to, czego brak odczuwasz ♥


Niezwykle wartościowym jest nasze osobiste, życiowe doświadczenie, możemy się tym wzajemnie dzielić, ku wspólnej radości. Mojej historii nie opowie Wam nikt inny, bo jest moja. Tak też Twojej historii nie może opowiedzieć nikt inny, tylko TY.
Mi przez wiele lat wydawało się, że nie mam nic do powiedzenia, że moje życie jest byle jakie, a moje myśli, uczucia nie są warte choćby tego by o nich mówić… teraz jestem wdzięczna, że wyszłam z tych błędnych przekonań!

Jeżeli chcesz podzielić się częścią swojego niezwykłego życia, serdecznie zapraszam na Dzieciństwo ma znaczenie!”

 

Zostaw komentarz...