Potrzeba przynależności. Realna przestrzeń dla emocji i wymiany doświadczeń?

Siedzę i myślę, przychodzi do mnie idea wielka i jakże ekscytująca. Mam w sobie ogromną potrzebę przynależności, bycia w jakiejś wspólnocie, tworzenia wspólnej przestrzeni z ludźmi „którzy rozumieją”, którzy szukają, posiadania miejsca i osób, wśród których będę się czuła na miejscu, jak nigdzie indziej, przestrzeni do wymiany, dzielenia doświadczeniami, do wzajemnej inspiracji.

Od kilku dni przyglądam się moim poszukiwaniom warsztatów, kursów, konferencji, meetingów i tym podobnych. Pytam siebie, czego ja tam szukam? Co mnie motywuje do ponoszenia kosztów, inwestowania swojego czasu, podróży. Ustaliłam, że nie szukam wiedzy, nie dążę do zyskania kolejnych papierków… natomiast szukam osób i okazji by doświadczać siebie w innych, nowych sytuacjach.

Kiedy tak uderzył mnie fakt i świadomość czego szukam, zdałam sobie sprawę, że szkolenia czy inne, nie są dobrym miejscem by znaleźć to, czego silną potrzebę odczuwam. Czuję wręcz niesmak, że płacę swoim czasem, swoim życiem, by przez większy czas takiego wydarzenia siedzieć biernie i słuchać, bo nie ma tam miejsca na aktywność na dzielenie się. Czasem najbardziej inspirujące są przerwy, kiedy poznaję nowe osoby, wymieniamy się myślami. Więc po co mi to?

Idąc dalej… od dość dawna chodzi za mną myśl. Stwórz sama coś takiego, przestrzeń, tak byś ty i inni czuli się tam doskonale. Długo myślałam… ja… NIE! Jak? Gdzie? Taka zainicjowana prze mnie przestrzeń istnieje w sieci i kiedy tam jestem, jest mi doooobrze <3

Teraz rodzi się we mnie kolejna inicjatywa, stworzenie przestrzeni realnej, żywej i tętniącej niezwykłymi osobami? Gdzie spotkamy się, ja, ty i inni!

Każdy z nas ma ogromną gamę doświadczeń, która może ubogacić każdą napotkaną osobę. Możemy dać sobie tak wiele! A większość z nas, w tym ja, zapętla się w pędzie i tak gna, a kiedy przychodzi moment zatrzymania i przestrzeń tylko dla siebie, nie wie jak ją wypełnić. To jest właśnie mój pomysł na wypełnienie przestrzeni… Dlaczego by nie spotykać się raz w miesiącu, raz na dwa miesiące…w jakimś przyjaznym miejscu?

Jaka ma być forma? Co będziemy robić? Czego oczekujemy? Gdzie? Kiedy? To są na dziś tematy otwarte, im więcej głów tym więcej pomysłów i możliwości! Nie ma potrzeby by się ograniczać!


Porzucam sztuczne, sztywne ramy kursów, szkoleń, konferencji. Otwieram się na coś co będzie najbardziej jak tylko się da „po mojemu”. Otwieram się na inspirujące osoby, które również mają potrzebę być częścią czegoś, co być może stworzymy razem?


Od czego się to zastanawianie zaczęło?
Zaledwie od tygodnia dokonaliśmy z mężem podziału czasu, tak by każde z nas miało przestrzeń dla siebie. Mi bardzo tego brakowało, regularnego czasu tylko dla siebie, na tworzenie moich planów, odkrywanie moich potrzeb, marzeń. Tęskniłam za takim czasem… a kiedy stało się to rzeczywistością, pojawiło się wiele tematów do refleksji.

W piątek miałam wolne popołudnie, za czym bardzo tęskniłam… i co? Wewnętrznie stanęłam w osłupieniu i rozlegało się we mnie pytanie… no i co teraz? Znajome poczucie dezorientacji, mam czas dla siebie, ale co mam robić, jak go wykorzystać, zorganizować? Zdecydowałam, że ten czas spędzę sama ze sobą, gdzieś w głuszy. Wybrałam się na kilkugodzinną wędrówkę po lesie. Zabrałam ze sobą telefon, książkę i ruszyłam w las. Chodziłam po lesie i co jakiś czas robiłam zdjęcia, uderzył mnie fakt, że więcej czasu zajmuje mi robienie zdjęć niż wypatrywanie się w fotografowany obiekt. Schowałam telefon, miałam na oku swoją tendencję do odwracania uwagi od tego co właśnie robię. Po długiej wędrówce, znalazłam piękna polankę pośród lasu, usiadłam po turecku i tak siedziałam… zamknęłam oczy i chciałam BYĆ.

Okazało się TO nie’lada wyzwaniem, co jakiś czas przypominałam sobie o ważnej sprawie, myślałam co mam w planach, wpadały mi do głowy coraz to kolejne rozważania, myśli, myślałam o osobach, co jakiś czas plumał telefon… i tak siedziałam ponad godzinę obserwując fakt, że uciekam, że się rozpraszam, że robię tak wiele a chcę najzwyczajniej mieć utęsknioną „pustkę w głowie”… że w ciągu kilku godzin miałam dosłownie momenty takiej rozkosznej uważności płynącej z obserwacji, z wsłuchiwania się w szelest liści, mmmmm <3

To jest praca, którą teraz wykonuję dla siebie, uczę się wyłączać tryb „mam tyle do zrobienia”, wychodzę i idę <3 postępy są 😉 ogromne bo doskonale pamiętam też czas gdy kierowałam się przekonaniem dawno temu mi narzuconym „nie mam czasu na takie głupoty”!


Czy chcesz ze mną tworzyć niezwykłe wypełnienie twojej przestrzeni?


Podziel się swoim zdaniem, wyraź swoje potrzeby – ANKIETA dotycząca GRUPY

Zostaw komentarz...

  • mam podobnie z tym fotografowaniem. Identyczne przemyślenia 😀 Pozdrawiam.