Przełomowy czas! Tuląc swoje wewnętrzne dziecko!

W moim życiu nastąpił przełom, stało się coś niezwykłego i niemal nierealnego.

Z etapu żalu, grzebania w przeszłości, niestety takiego bezowocnego… bo co z samych skrawków wspomnień, skoro nie ma to realnego przełożenia na zmianę, przeszłam do etapu zrozumienia, bynajmniej teraz tak myślę.

Rozgrzebywanie ran i pozostawianie ich tak, niewiele zmienia. Rodzi to tylko ogromny ból. Trzeba tymi ranami odpowiednio się zająć, żeby ten ból nie był jednym z wielu momentów cierpienia. Należy przyłożyć uzdrawiający plaster, zaopiekować się i pozwolić się wygoić naszym ranom.

Rozgrzebać, rozdrapać, oczyścić, zdezynfekować i zaopiekować się… czekając i patrząc z radością jak goją się, nie pozostawiając niemal po sobie śladu.

Nasze rany, to bolesna przeszłość, do której należy wrócić, nie w celu przypomnienia naszej bezradności, zalu, bolu, zależności i wielu innych odczuć, tylko po to żeby to przemienić, zneutralizować wpływ tych sytuacji na nas, na nasze aktualne życie.

Teraz już nie tylko wiem. W moim życiu nastąpił przeskok z wiem na potrafię, mogę!

Miał być tekst o śmierci (pełen bólu i żalu), kolejny miał być o wsparciu (bo tak o nie trudno). Nie opublikuje ich, może kiedyś, aby pokazać jak z dnia na dzień można zmienić postrzeganie. W obliczu mojej zmiany (takie wewnętrzne TRACH!!!), która nastąpiła kilka dni temu, teksty te są bardzo nieaktualne.

Niedawno miałam niesamowite spotkanie, drugie. Po pierwszym wiedziałam, że nawiązanie kontaktu z wewnętrznym dzieckiem jest możliwe (przeczytaj)! Było to szalenie odkrywcze, niezwykłe!

Teraz już wiem więcej!

Wiem, czuje, że jest to tak obłędnie dostępne i że ja mogę to robić sama. Bo jedyne co mi jest potrzebne do wyzdrowienia, przebudzenia i zmiany – to JA!

Radość płynąca ze świadomości odnalezienia siebie, jest nie do opisania!

Wyobraźcie sobie, że zaginął ktoś wam bardzo bliski, przykładowo został porwany. Nie wiadomo co się z nim działo, aż nadchodzi dzień… kiedy, po pierwsze pojawia się nadzieja, że jest, że żyje i czeka na nas, po drugie… nagle pojawia się i JEST!

Ja tak teraz mam… odnalezione zaginione części, z którymi chcę być, które chcę wysłuchać, z którymi chcę rozmawiać…

Niesamowite! Mam kontakt ze sobą wiele razy w ciągu dnia. Za każdym razem kiedy zostaję sama i jest cisza, ja mogę po prostu być. Nie muszę już uciekać, szukać nie tam gdzie trzeba, przestałam błądzić… wszystko zaczyna nabierać wyraźnych kształtów.

Nadrabiam zaległości, cieszę się, choć spotkania bywają trudne, smutne i dotykają moich największych ran, to z każdego widzenia, wychodzę coraz to bardziej ‚zdrowa’.

To co się dzieje jest niesamowite, dużo przede mną, ale jednocześnie dopiero teraz widzę jak wiele już za mną. Każdy z nas zasługuje i musi dążyć do odkrycia samego siebie, które stało się niedawno moim udziałem.  

Czy macie podobne doświadczenia?

Kiedyś uciekałam od bycia samej ze sobą, wtedy wydawało mi się, że muszę ciągle coś robić: pracować, wykonywać swoje obowiązki lub choćby włączyć radio, włączyć TV, do kogoś zadzwonić, poczytać coś, pogapić się w internet, po podglądać ludzi na Facebooku.

Nie umiałam być sama!

Teraz dopiero widzę jakie to było smutne, nawet powiedziałabym, że TRAGICZNE. Działo się tak, bo nie byłam gotowa na takie odkrycie, nie miałam do tego odpowiednich warunków.

Teraz kochani, ja marzę o chwili żeby gdzieś uciec i się schować, od tego zgiełku codzienności. Od rozmów, telefonów, mediów, od moich małych hałaśników, marzę o tym by być SAMA. Od kilku dni nie wyobrażam sobie abym każdej wolnej sekundy nie wykorzystała na dialog ze sobą, na dążenie do kolejnych etapów zrozumienia i łagodzenia wpływu przeszłości na moją teraźniejszość…

Teraz mam czas, wiem, że mogę… czekałam na te uzdrawiające rozmowy, na budujące słowa, na gesty troski i czułości, na obecność, której miałam ciągły niedosyt.

Dopiero teraz w pełni rozumiem co znaczy i doświadczam tego, że wszystko co nam jest potrzebne jest w nas. Że my jesteśmy życiem i szczęściem. Aby móc osiągnąć pełnię swoich możliwości, mamy wszystko co nam jest do tego potrzebne. Mamy siebie! Ja mam siebie! Ty masz siebie! Tak niewiele, tylko JA… a jednak zaczynam realnie czuć, że to prawdziwy DAR.

Jakby to dziwnie nie brzmiało, nie tyle odnalazłam siebie, co zaczynam ze sobą być, zaczynam obalać schematy, fałszywe przekonania o sobie… obłędne! Zaczyna się prawdziwa ZMIANA! Dzieje się… oj bardzo się dzieje!

Dziękuję za przestrzeń, którą mam! Za warunki dzięki, którym to co się dzieje jest możliwe! Dziękuję za wsparcie mojej miłości życia! Dziękuję mojemu drogowskazowi, w postaci cudownej Madzi, która pojawiła się niespodziewanie w moim życiu! Dziękuję!

Czysta radość, mimo bolesnych rozmów i wspomnień. Teraz wiem, że nie byłam, nie jestem i już nigdy nie będę SAMA… z taką świadomością, droga staje się niezwykle budująca!

 


Jeśli chcielibyście podzielić się swoją historią zapraszam na Dzieciństwo ma znaczenie!


Zapraszam gorąco do dyskusji w komentarzach poniżej. Z ogromną ciekawością poznam, wasze spojrzenie na poruszany temat. Możesz pisać również anonimowo, jako gość (instrukcja).

Zostaw komentarz...

  • gość

    Czy dobrze rozumiem? Tulenie wewnętrznego dziecka jest wtedy, gdy rano, idąc z płaczem do znienawidzonej pracy, zdrętwiała ze strachu, czuję jak ono/ciało krzyczy „Nie chcę tam iść!”- i wtedy ja- dorosła- nie idę? Mam wtedy nieobecność nieusprawiedliwioną, ale za to zauważam wewnętrzne dziecko i jego potrzeby. Na tym to tulenie siebie polega?

    • Zupełnie nie to miałam na myśli.
      To Ty dorosła masz otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko (czyli siebie z przeszłości, malutką, bezbronną i zależną), jeżeli w dzieciństwie nie dostało tego, czego potrzebowało. To nie ono ma zając się układaniem Twojego aktualnego życia. To, że nie odpowiada Ci praca jest aktualnym dyskomfortem, masz na to realny wpływ, Ty decydujesz gdzie pracujesz. Musisz zauważać swoje aktualne potrzeby, a potrzeby małego dziecka w tobie są osadzone w przeszłości. Trudności w pracy (np. wynikające z nieumiejętności stawiania granic) czy porzuceniu jej, owszem mogą wynikać z przeszłości. Jeśli odczuwasz lęk w stosunku do miejsca pracy i jest on trudny do racjonalnego wytłumaczenia, nie wiesz skąd się bierze, to wtedy dobrze byłoby pomyśleć, czy nie wynika to z wewnętrznych mechanizmów pochodzących z doznanych w dzieciństwie zaniedbań. Trudno mi powiedzieć co z Twoją pracą, bo zdecydowanie za mało wiem.
      A moje tulenie, to właściwie dla mnie nowość, napiszę o tym więcej w którymś z kolejnych tekstów. Pozdrawiam Cię Gościu i życzę powodzenia!

  • Agnieszka

    Dziekuje za to co napisalas od jakiegos czasu czytam cie na facebuku i dajes mi nadzieje na to ze moze nastapic zmiana jeszcze nie bardzo lubie przebywanie sam na sam ze soba widze jak uciekam komputer telewizor znajomi ale tez prubuje cos zmieniac czasem poprostu brakuje mi sily .pozdfrawiam

    • Cieszę się, że ze mną jesteś! Agnieszko, ja do niedawna nawet nie zastanawiałam się nad sobą. Na wszystko musi przyjść czas. A ja jestem pewna, że skoro ja mogę tak bardzo się zmieniać, to Ty również! Musisz uzbroić się w cierpliwość i być dla siebie wyrozumiala 🙂 Z czasem sił będzie przybywać! Życzę powodzenia!