RELACJE – coś na co warto przeznaczyć CZAS

Wielokrotnie miewałam przebłyski, że relacje z innymi ludźmi są właściwie istotą życia. Relacja z każdym człowiekiem z jakim mam kontakt, którego uznam za oswojonego (jak Mały Książę lisa) … a jak wiadomo za oswojone rzeczy stajesz się odpowiedzialny (w przypadku ludzi – tym czymś jest RELACJA). Z każdą osobą łączy cię niewidzialna więź, nić… z każdym zupełnie inna.

RELACJE z innymi powinny stać się CELEM, ich tworzenie jak i utrzymywanie istniejących, uczenie się z nich. Pierwszą relacją nad którą warto pracować jest relacja z samym sobą.

Tak! Masz w sobie źródło! Miłość tam była, jest i będzie!

Refleksje o ISTOCIE RELACJI te były jednak dość ulotne…

Bo wybierałam spędzanie czasu przed telefonem w poszukiwaniu super zabawki dla dzieci,
zamiast usiąść z nimi i pobawić się czymkolwiek, choćby kamykami, czy dłońmi (tak uwielbiają grać w wyliczanki-klaskanki)

Bo wybierałam zatracać się, uciekać w twórczości czy mechaniczne działania,
zamiast popatrzeć na niego inaczej niż na element wyposażenia mojej rzeczywistości.

Bo wybierałam zadowalać innych, naginać się, dopasowywać, wykorzystywać siebie,
zamiast zapytać czego potrzebuję, jak mogę dać sobie wsparcie.

Bo wybierałam ocenianie, obmawianie, wywyższanie się kosztem czyichś potknięć… no bo ja  wiedziałabym co robić i jak, naturalnie milion razy lepiej, nad rozważaniem o ułomności innych i mojej rzekomej doskonałości mogłam spędzać godziny (sama też nie uchodziłam cało ze starcia z moim krytycznym wewnętrznym głosem)
zamiast usiąść z człowiekiem (również w relacji ja – JA), popatrzeć mu w oczy i doskonalić umiejętność słuchania. Otworzyć się i pozwolić sobie poznać jego świat.

Mam świadomość, że zaledwie 10% przekazu, który odbywa się między dwiema osobami to słowa… a cała reszta? A reszta? Myśli, uczucia, oceny, osądy, wspomnienia, energie, oczekiwania, zawody, małe i większe plany odegrania się za coś, lub niespełnione nadzieje… tak wiele kryje się za słowami!

Oczekiwania i założenia, źródłem rozczarowań

Teraz już rozumiem dlaczego z niektórymi osobami w kontakcie jest coś nie tak…. niby fajnie się rozmawia ale to jest 10%, to te pozory … próba zachowania poprawności. A czuję, że coś jest nie tak, że coś nie gra… Dlaczego?

  • może to moje ‚prawdziwe myśli’ na temat tej osoby… bo nie ma możliwości, żeby choć jeden człowiek umknął mojemu osądowi (a intensywnie nad tym pracuję)
  • a co gdy jesteśmy bardziej przezroczyści niż nam się wydaje?
  • co jeśli druga osoba CZUJE każdą moją nawet niewypowiedzianą myśl ?
  • co jeśli patrzy w nasze oczy i wszystko widzi?
  • co jeśli JA czuję jak wibruje wokół niej każdy niewypowiedziany pocisk, który kiedykolwiek skierowała w moją stronę?

Wiele razy doświadczam sytuacji gdy dosłownie przywołuję osobę, ciepło o niej myśląc… chwilę później do mnie dzwoni. Magia?

Czy może coś co istnieje od zarania dziejów? Wymiana, która nieustannie trwa w tle, niezależnie od odległości? Między ludźmi , którzy zgodzili się na to połączenie.

Czy możliwe, że tak bardzo odczuwamy siebie na wzajem?

Jaką ulgą byłaby autentyczna, niczym nieskrępowana szczerość i otwartość? Przede wszystkim wobec siebie.

Gdybym mogła wypuścić z siebie twory mojego umysłu…. gdybym była w stanie w pełni otworzyć własne serce? Gdybym pozwoliła sobie to co krąży wokół mnie zobaczyć, przytulić, odpuścić 🙂


Dziś stawiam sobie za cel stać się MISTRZEM relacji, każdego dnia pozwalać sobie powoli schodzić z głowy do serca… by otworzyło się te piękne, pełne miłości oko (które naprawdę WIDZI). Co dzień czule będę patrzeć na swoje zachowania wobec siebie i innych. Na swoje wybory… Bo to ja decyduję! Do mnie należy ta MOC! Uczę się brać stery w swoje ręce!

Dobra RADA – szukaj w sobie, nie w innych! Belka i drzazga w oku!

Zostaw komentarz...