Rozczarowanie, bo wyobrażasz siebie zbyt wiele

W ostatnim czasie w mojej głowie ruszył pociąg inspiracji, jakbym otworzyła drzwi z cudownymi pomysłami, które wydają mi się tak piękne, że ich realizacja nie może czekać ani chwili.

Ten buch złożył się w czasie z moim otwarciem, z podarowaniem sobie prawa do tego by mówić o tym co robię, co czuję, co kocham, co myślę. Jakbym odkryła skarb w sobie, który był tam od zawsze. Wystarczyło otworzyć go odważnym działaniem, które nie mieściło się ani, ani troszkę w moich starych ramach.

Pod napływem tych jakże odkrywczych pomysłów jakimi były Wędrujące Książki, Forum wsparcia, profil na Patronite, Paint IT sprzedaż obrazków do malowania… obudziła się we mnie dzika bestia, którą można nazwać „JUŻ!”

Być może część z was zna dokuczliwe, trudne do zaakceptowania pytające: Co ja mam właściwie w życiu robić? Czym mam się zająć? Pytania te towarzyszyły od kiedy pamiętam, w momencie kiedy zaczęłam tworzyć tą przestrzeń zniknęły. Pojawiło się jednak pytanie jak dawkować czas, jak go dzielić by pasja nie stała się uzależnieniem. Bo zauważałam u siebie łatwość we wpadaniu, w zatracaniu się w różnych czynnościach, które były przemijającymi pasjami.

Pomysły odpaliły schemat JUŻ! i zaczęłam działać, tak totalnie ponad siły, zapędzana wizją, co się stanie gdy zrealizuję te piękne pomysły. Spędziłam wiele godzin by zrealizować moje plany, z tym, że nie były one rozłożone na wiele dni, były kumulacją, intensywną eksploatacją siebie. Zrobić to w tak krótkim czasie było dla mnie możliwe, a jakże nie 🙂 Przecież mogę wszystko, ale pytanie: jakim kosztem?

Odpowiedzi na to pytanie doświadczam teraz, ponoszę koszt nadmiernego „wykorzystania” siebie.

Na myśl o tym co zrobiłam w dwa tygodnie pojawia się wspomnienie filmu „Jestem Bogiem”, który bardzo polecam. O mężczyźnie, który rozpalił swój umysł niemal na 100% i wydajność jego pracy była obłędna, ale konsekwencje zachwiania równowagi były równie spektakularne. Tak i ja docisnęłam się do granic, realizowałam swoje plany, rosnąc w radość z każdego postępu, zakończenia kolejnego etapu narzuconych sobie zadań. Ten pociąg z ogromnym napisem JUŻ! napędzany był moimi wyobrażeniami! A  mam wielką wyobraźnię i zdolność do tworzenia filmów (projekcji przyszłości)!

Po zakończeniu projektów, które od czasu zaistnienia pomysłu do realizacji zyskały ogromną nadbudowę oczekiwań… było niecierpliwe oczekiwanie na rozruch, na działanie, na ten wielki wyobrażony EFEKT. Oczekiwałam, że zacznie to żyć, kwitnąć w takim tempie i z taką pasją z jaką ja to tworzyłam.

Gdzieś po drodze zapomniałam o tym jak zdradliwe są oczekiwania, jak zdradliwe jest działanie ponad siły, jak szkodliwa jest impulsywna realizacja planów, na granicy wycieńczenia siebie i porzucania wszystkiego wkoło by tylko jak najszybciej skończyć.

Na krańcu moich rozbuchanych oczekiwań czekało mnie gigantyczne ROZCZAROWANIE, tak wielkie jak ilość energii i nadziei, jak te całe góry twórczych wizji… włożonych w tak krótkim czasie w realizację moich JUŻ!

To rozczarowanie będące nieodłączną konsekwencją tworzenia oczekiwań było początkiem mojej rezygnacji, zaniechania, niechęci, poczucia, że to nie ma sensu.

Kiedy angażujesz się do granic, a efekt nie dorasta nawet do pięt twoim oczekiwaniom, sypie się co nie co. Następuje zatrzymanie, wstrzymanie działań, obezwładniające krzyczące, pełne niepogodzenia – ale jak to? Przecież to w mojej głowie było tak piękne, zrobiłam to i co? Nic się nie dzieje, jak to możliwe?

Widzę jak pod wpływem takiego auto’sabotażu, bo moje zachowania nie są niczym innym jak rozbudzaniem siebie i późniejszym karaniem. Przecież podjęcie działania było moją decyzją. Tworzenie oczekiwań i późniejsze porównywanie tego co realnie się zdarzyło z wyobrażeniami, było moim nieuświadomionym nawykowym działaniem. Późniejsze cierpienie, niepogodzenie, ta silna chęć izolacji jest konsekwencją potrzeby tworzenia i tkwienia w kole ofiary. Myślenia typu: Bo ja tyle się napracowałam, a nikt tego nie docenił, o ja biedna. Prawda? Naturalnie, że nie prawda 😀 To świadczy o tym, że prawdziwa intencja moich działań, była nieuświadomiona.

Pamiętajcie, że każde doświadczenie uczy, o ile potrafimy otworzyć się na tyle by tą lekcję zobaczyć. Ja nauczyłam się dostrzegać kiedy takie „zapalenie” do działania się uruchamia, widzę moment gdy włącza mi się nie tryb JUŻ! Widzę to, łapię i nauczyłam się używać zamiast JUŻ! ‚boskiej’ sceptyczności, rozpatrywania motywów jakim się kieruję, nie tylko tych widocznych na pierwszy rzut oka, ale tych których prawdopodobnie nie widzę. Taka nauka sięgania głębiej.

Nawet pisząc ten artykuł wcześnie rano miałam założenie, że napiszę go od razu, cały, opublikuję wrzucę na FB, jak zwykle. Podeszła do mnie córeczka i chciała mi coś pokazać wytłumaczyć, a ja czułam jak rośnie we mnie złość. Złość w pierwszym odruchu na córkę, że mi przeszkadza. Ale to nie była złość na nią, a na to, że nie mogę dokończyć moich planów, tego co założyłam, że zrobię.

Kiedy tylko zauważyłam tą złość w sobie, popatrzyłam w te piękne oczęta, jednym ruchem ręki zamknęłam komputer i pomyślałam … jak to dobrze jest widzieć co się w nas kręci, umieć z tego wyjść, odłożyć, poczekać. Ważyć czas i priorytety.

Uczę się zakładać i planować nie zadania do wykonania, bo często zadanie trudno zmieścić w ramy czasowe. I z godziny na blogu, robią się trzy… by zrobić wszystko co chciałam. Uczę się nie robić założeń: napiszę post, znajdę grafikę, opublikuję.

Planuję czas jaki mogę przeznaczyć na określone czynności. Np. Dziś mam godzinę i zrobię tyle na ile starczy mi czasu. Napiszę pół, 3/4 tekstu… co się odwlecze to nie uciecze 😀

Lekcja, za lekcją… uczę się jak mogę najpilniej. Potykam się czasem, zdarza się, że mijam pomocne drogowskazy, ale idę.

Jestem wdzięczna za te gigantyczne ROZCZAROWANIE, czasem potrzebne jest coś gigantycznego by podjąć lekcję. Bo te małe rozczarowania nie są zauważane na tyle by wziąć lekcję, która przychodziła prawdopodobnie wiele, wiele razy wcześniej.

Widzę jak rozpoczyna się nowy rozdział mojego pisania, rozdział pod tytułem AUTENTYCZNOŚĆ!

Nie chcę sama wpędzać się w jakąkolwiek rolę, w której stawiam się nad kimkolwiek, jako ktoś kto wie więcej (a tak było). Przekonałam się na własnej skórze jak bardzo to zatrzymuje i ogranicza – przekonanie, że ja nie mogę mieć trudności, że mnie już to nie powinno dotyczyć. Chcę być obok Ciebie, jak przyjaciel. Bo największym złudzeniem każdego z nas jest przekonanie, że osoby otwierające się, piszące o sobie są jakoś ponadto, gdzieś dalej, czy wyżej – tak nie jest – to złudzenie.

Na każdego z nas, bez wyjątków czeka wiele lekcji. Piękne jest to, że wzajemnie możemy się wspierać i towarzyszyć sobie wzajemnie.

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry
51

Zostaw komentarz...

  • Noel

    Doskonale to rozumiem i moglabym sie podpisac pod tym postem, bo wszystko to dotyczylo ostatni czas rowniez mnie. Tez mialam wiele pomyslow, tez palalam wielka energia i tez myslalam, ze bedzie wielkie BUM a jednak ludzie przyjeli to inaczej i bylo wielkie zaskoczenie i rozczarowanie:) I tez wtedy zaczelam sie zastanawiac nad intencja moich dzialan, dlaczego tak naprawde chce cos miec na JUZ i co mnie do tego popycha. Posiedzialam i znalazlam przyczyne, u mnie chodzilo akurat o to by w koncu zyskac aprobate rodzicow, ze „cos” w zyciu odnioslam i jednoczesnie im sie to spodoba. Wyszlo jak wyszlo i nauczylo mnie to kolejnej rzeczy- to ja mam byc szczesliwa a nie moim zadaniem jest ukladanie mojego zycia po to by zadowalac innych. Ach emocje…