Trudna do opanowania, wola pisania…

Piszę artykuły. Piszę zazwyczaj w reakcji na jakieś wydarzenie, sytuację, coś co czytam lub zobaczę. Zazwyczaj robię to w nocy, kiedy moje małe radości śpią, wtedy mam na to czas.

Kiedy mam jakiś przekaz i chcę go opisać, w trakcie pisania przychodzą mi do głowy inne, równie ciekawe i bardzo powiązane tematy. Wtedy z artykułu, który docelowo miał być krótki, robi się kilkustronicowy, skomplikowany i może nie do końca jasny i czytelny, przekaz myśli.

Piszę aktualnie o przemocy wobec dzieci, o rodzinie, o sytuacjach, których byłam świadkiem. Przed rozpoczęciem pisania myślę… teraz będzie zwięźle. Kopiuje tekst do edytora tekstu, żeby sprawdzić jaką ma objętość. Kopiuj, wklej… pięć stron A4, czcionka 12.

Eeee… Biorę się teraz, za dzielenie artykułu, na dwa lub trzy mniejsze.

Trudno okiełznać, te moje burzliwe i chcące się wydobyć na zewnątrz myśli.

Niby nic, a jaka radość!

Dziś z samego rana wychodzę na dworek. Jeszcze rosa na trawie. Świeże, chłodne powietrze, ciepłe promienie słońca, cisza… przerywana od czasu, do czasu szczekaniem psa.

Rozglądam się wkoło, pięknie, zielono. Głęboki oddech… myślę, ale świetne to wszystko, uwielbiam mieszkać na wsi.

Za płotem sąsiad od kilku lat ma maliny, piękne, bujne, dojrzałe, gałązki uginają się od owoców. W tamtym roku patrząc na nie, marzyłam o takich. A że marzenia same się nie spełnią, trzeba im pomóc. Dwa lata temu posadziłam maliny, sadzonki zakupione, nadzieja, że w przyszłym roku będę się cieszyć choć jedną swoją malinką… niestety, sadzonki nie zadomowiły się zbyt pomyślnie. Czytaj dalej Niby nic, a jaka radość!