To nie jest „problem” dziecka, również TWÓJ! Przedszkole a lęki

Dziś jest drugi dzień przedszkola, zaprowadziłam tam moją 5-letnią córeczkę. Jestem teraz w domu i uwalniam moje lęki, najczarniejsze scenariusze, które gdzieś głęboko tworzę. Płaczę od kilku godzin, w mojej głowie uruchamiają się różne wspomnienia, migawki, zalewają mnie odczucia.

W miniony weekend rozpoczęłam edukację w Akademii Psychobiologii, była to dla mnie niesamowita porcja wiedzy ale i niezły wstrząs, na wielu poziomach. Ku mojej radości opowiedziano historię. Młoda kobieta dzwoni w ogromnych emocjach do mamy, by usłyszeć radę, dowiedzieć się co ma zrobić i jak naprawić problem. Dzieli się ogromnym stresem, który jest w niej, w związku z wysłaniem dziecka do przedszkola.

Słuchając tej historii, wszystkie moje zmysły wyostrzyły się, z zapartym tchem słuchałam. Kobieta bardzo pobudzona opowiada  o reakcjach i zachowaniach dziecka, przedstawia problem, zastanawia się czemu jej córka tak reaguje gdy inne dzieci spokojnie, z uśmiechem zostają. Matka cierpliwie słuchała nic nie mówiąc (ja wzdychałam uświadamiając sobie jak bardzo jest mi to bliskie)… w pewnym momencie kobieta zapytała z wyrzutem – No i czemu nic nie mówisz?! A mama spokojnie odpowiedziała – bo nie pytałaś.

Ta cierpliwość matki i brak chęci ingerowania i udzielania rad, uderzyła mnie, bo to jest TO czego często nam mamom brakuje. Zanim dziecko spróbuje coś zrobić samo, my ochoczo je wyręczamy, bo będzie łatwiej, szybciej itd. Wstrząsnął mną fakt, że DZIECI NIE SĄ WŁASNOŚCIĄ MATEK! Że do mnie nie zależy oceniać jaka moja córeczka ma być, a jaka nie powinna. Co powinna wybrać, jak myśleć, co czuć, albo czego nie czuć.

Wracając do opowieści, cierpiąca kobieta chciała się dowiedzieć, Co jest przyczyną jej cierpienia, co powoduje trudności córki, w czym tkwi problem? Usłyszała:


TO nie dziecko ma problem, to nie ono jest problemem, to jest głównie twój PROBLEM! Twoje LĘKI wywołują takie, a nie inne zachowania dziecka. Małego człowieka, który idzie do przedszkola, który opuszcza swój dom.


Poczułam przeszywający dreszcz, który przeszedł po całym moim ciele. Z zaciekawieniem oczekiwałam ciągu dalszego historii. Zaleceniem matki było napisanie LISTU o lękach.

Za cel postawiłam sobie napisanie odręcznie listu, w którym umieszczę wszystko czego się boję. Wypisuję wszystko… co przychodzi do głowy, pozwalając sobie na otwartość… bez cenzury, bez zarzutu – „jak ja mogę w ogóle tak myśleć?” Cel – wylanie, ujawnienie wszystkich obaw, założeń, przypuszczeń, co się stanie jak moja córeczka pójdzie do przedszkola? Co się stanie gdy zamknę drzwi, ona tam zostanie… Czego JA się obawiam? Jakie tworzę wyobrażenia? Co to mi przypomina? Co we mnie uaktywnia?


Mama, co pobudza w niej wyjście dziecka…
Tegoroczne pójście do przedszkola nie jest pierwszym, próbowaliśmy w zeszłym roku. Mój lęk i opór przed tym, że córeczka ma wyjść z domu był dla mnie – nie do zniesienia! Taki głęboki wewnętrzny ból.
Nie wiedziałam wtedy, że pobudzało to moje lęki, moje własne doświadczenia z czasu opuszczania gniazda (porodu, pierwszego wyjścia z domu, pozostawienia, każde kolejne wyjście niosło za sobą traumę pierwszego utrwalając przekonanie – rozdzielenie, znaczy cierpienie, ból – unikać!).
Nasze osobiste traumy uaktywniają się wyjątkowo silnie, kiedy nasze dziecko jest w wieku, w którym byliśmy my, gdy zdarzyło się coś niezwykle dla nas trudnego. W moim wypadku były to bardzo długie wyjazdy rodziców do pracy za granicą. Trauma opuszczenia, porzucenia. Sprawdź co działo się z tobą gdy miałaś tyle lat co twoje dziecko teraz?
Pójście do przedszkola może uaktywniać w nas emocje z czasu gdy sami po raz pierwszy szliśmy do szkoły, przedszkola. Pobudzane jest również pierwsze wyjście z „domu”, którym była macica mamy, co znaczy poród, moment wyjścia na świat. Jeżeli w tym momencie doznamy traumy (a zazwyczaj tak jest), będzie ona do nas wracać przy okazji każdego wyjścia, łącznie z momentem gdy idziesz po raz pierwszy do szkoły średniej, na studia, do pracy, czy zmieniasz pracę, przeprowadzasz się itp.

Co wyjście z domu aktywuje w dziecku…
Nie jest tak, ze mama w 100% jest przyczyną stanu emocjonalnego dziecka. Możemy myśleć… 5latek jakie może mieć traumy? Otóż może mieć ich wiele. W momencie wyjścia, podobnie jak u mamy, może odtwarzać się u niego wspomnienie, emocje, odczucia z porodu, z pierwszego rozdzielenia. Mogły być sytuacje gdy mama wyjeżdżała, wychodziła na jakiś czas i dziecko pamięta, że rozdzielenie rodzi ból. Nie bez znaczenia jest fakt, że sytuacja jest nowa, że znajduje się w miejscu, którego nie zna, wśród wielu osób, które widzi po raz pierwszy. Jeśli obserwuje rodziców, u których przebywanie miedzy nowymi ludźmi budzi dyskomfort, uczy to dziecko, że nieznane może znaczyć – zagrożenie. Być może zostało nauczone, że ludziom nie można ufać… bo sąsiad kombinuje, a każdy jest taki i owaki?

Co możemy zrobić?
Możemy uznać naszą współodpowiedzialność, za to co dzieje się z naszym dzieckiem. A że jesteśmy w stanie wpłynąć wyłącznie na to, co znajduje się po nasze stronie, to zajmujemy się sobą, zaglądamy w siebie i pracujemy z tym. Przyglądamy się własnym lękom, własnym pobudzeniom i wspomnieniom. Akceptujemy, obserwujemy to co się pojawia i uwalniamy…

Cofając się w czasie….
W zeszłym roku zapisaliśmy dzieciątko do przedszkola, we mnie kipiało, choć nawet nie wiedziałam co. Córeczka bardzo przeżywała fakt „konieczności” zostawiania w przedszkolu. Ja miałam silne poczucie bezradności, jedyne co było we mnie wyraźne, to poczucie, że to nie jest odpowiedni czas. Że moja córcia nie jest gotowa, że powinnam zrezygnować z przedszkola. Nie myślałam wtedy, że to JA tak bardzo – nie byłam gotowa na oddzielenie. To we mnie krzyczało i rozchodziło się wszędzie wkoło – NIE!

Tak trwało to dwa dni… dwa dni stresu, płaczu, obaw, strachu, takiego wewnętrznego mielenia niezidentyfikowanych, a zarazem bardzo silnych odczuć. Trzeciego dnia córeczka złamała obojczyk, prawy obojczyk w sposób dość niecodzienny. Wtedy była panika, obawy o zdrowie… zaangażowałam całą swoją siłę i uwagę w to by ją wesprzeć. A wizja przedszkola oddalała się… złamanie skomplikowane, miesiąc, dwa, trzy… zrezygnowaliśmy w końcu z przedszkola. Wydawało mi się to takie naturalne. Nie przechodziło mi wtedy przez myśl TO, czego jestem teraz niemal pewna. Moje dziecko wzięło na siebie odpowiedzialność i postanowiło zrobić COŚ, by przerwać cierpienie związane z moimi i jej lękami, strachem przed rozłąką. Tym czymś było sprowadzenie konfliktu na poziom jej małego, bezbronnego ciałka. Złamany obojczyk był sposobem by odciążyć nas, by oddalić w czasie konfrontację, która była dla mnie na tamten czas – nie do zniesienia, ponad siły.

Po co to piszę?
Bo czuję silne przeczucie, że nie tylko ja… moimi lękami zasiewam w swoim dziecku, czy też wzmacniam i karmię już istniejący strach, obawy, poczucie pogubienia i bycia nie tam gdzie trzeba.

Stworzyłam dziś listę lęków, które budzą się we mnie. Wyszły ze mnie również lęki, których nie podejrzewałam… a najsilniejszy, że moja córeczka doświadczy tego co ja, że będzie taka jak ja kiedyś. Napisałam, przeczytałam, nagrałam, słuchałam, pokornie przyjmuję łzy, odczucia, które się we mnie budzą. Niczego nie oceniam, nie mówię sobie… nie masz prawa tak myśleć. Bo to co we mnie jest, jest prawdziwe. To jest właśnie to co na mnie oddziałuje, to co oddziałuje również na osoby znajdujące się w mojej przestrzeni. Wychodzą ze mnie słowa, zdania, odczucia, które potrzebują zauważenia, uwolnienia i uznania.


Jeśli jest w tobie obawa, jeśli twoje dziecko „ma problem” z oswojeniem się z pójściem do przedszkola… może tak jak ja napiszesz ręcznie listę własnych lęków, ze świadomością, że to nie jest problem tylko dziecka, ale również TWÓJ. Dotyczy to waszej wspólnej przestrzeni. Gdyby tak popatrzeć na dziecko jako twoje cudowne ‚duchowe’ wsparcie, w drodze do uzdrowienia ran, które są jeszcze niezaopiekowanie?


Dzielę się z Wami bo czuję, że jest to potrzebne każdej mamie, która być może myśli, że tylko ona tak ma… Nie, nie tylko ty! A ból przeżywany w oddzieleniu, powoduje cierpienie trudne do zniesienia. Po co mieć tajemnice? Tajemnice budują mury. Po co udawać, że jest się twardym?… skoro w głębi tak nie jest. Ja uczę się stawiać na autentyczność, porzucam potrzebę bycia na zewnątrz idealną, taką ponadto.

Czytając moją listę… przeszła mnie myśl – ale to smutne! Chwilę później uświadomiłam sobie, że to co napisałam nie jest czarną wizją, nie jest moim oskarżaniem samej siebie, ale jest tym co siedzi głęboko… bez oceniania, to jest MOJE… to są „moje” smutne oczekiwania, takie wyuczone, odgórnie narzucone, przyswojone przez doświadczenia, są to przypuszczenia, a mój skarb dostosowuje się do nich.

Mechanizm działa mniej więcej tak -> Mama ma obawy (lęki) – ja je odczuwam, wyłapuję je z przestrzeni bez słów – interpretacja…. mama tego ode mnie oczekuje, TO jest to, czego się po mnie spodziewa – ja nie chce jej zawieść – działam zgodnie z oczekiwaniami mamy – działam tak jak podpowiadają mi lęki mamy  (więcej przeczytacie o tym w książce „W głębi kontinuum” J.Liedloff)

To co możemy zrobić dla naszych dzieci, to oswoić swoje lęki, przepracować je, by dać więcej przestrzeni na swobodę dla naszych pociech, na wolność, na to by odebrać z ich małych ramionek to co jest nasze, nie ich.

Moim celem na najbliższy czas – praca z lękami, które są <3 które czekają… już nie będę udawać, że ich nie ma. Jest czas by się im przyjrzeć, objąć i uznać. Płaczę i jestem ogromnie wdzięczna za każdą łzę! Czuję, że te łzy podlewają mój wewnętrzny ogród, zasilają go, stanowią ożywczy deszcz dla fraktali mojej duszy (będąc przy fraktalach polecam książkę „Chata” W.P. Young)

Dziś jest siódmy dzień przedszkola, jest to drugi poranek, kiedy przy wyjściu   moja córeczka ma uśmiech na buzi, nie łezki  spływające nieśmiało  po policzkach.  Śmiało stwierdzam, że praca z moimi lękami zwolniła z naszej relacji presję, jak ma, jak powinno być.  W trakcie uderzył mnie fakt, że ja oczekuję  jak moje dziecko ma się zachowywać, jak ma reagowac, jak i w jakim tempie ma się oswajac z nowym otoczeniem, oczekiwalam ze wpisze się w schemat. W momencie kiedy sama dałam sobie prawo by było tak jak jest… zniknal opór… przecież córcia nie musi tego czy tamtego, jak inne dzieci. Odpuszczenie leków i brak oczekiwań, przyniosło nam wolność.

Zostaw komentarz...