Źródło konfliktów i rozczarowań w relacjach międzyludzkich?

Czy zauważam, że przyjmuję inną postawę wobec pracodawcy, inną wobec przyjaciela, odmienną wobec kasjera w sklepie? Inaczej rozmawiam z dzieckiem niż z dorosłym, osobą obcą a babcią.

Dlaczego?

Bo w żadnej z tych relacji nie jestem w pełni sobą!? W stosunku do żadnej z tych osób nie przedstawiam się jednolicie, nie jestem w pełni autentyczna? Tworzę pozy, role, postawy w zależności od tego jak osądzam osobę, z którą aktualnie się spotykam. Jaka potrzeba, nadzieja na uzyskanie czego, kieruje mną w tej relacji? Z drugiej strony potrzeba wpasowywania się w oczekiwania innych, by być jakim powinno się być (by zasłużyć na miłość)

Przywołuję w wyobraźni spotkanie ze znajomą, tak stoimy wobec siebie, zaczynamy rozmowę. Czy jest to aby spotkanie dwóch autentycznych osób, czy  może zupełnie co innego?

Co jest po mojej stronie?

OBRAZ 1
Zauważam, że tworzę, posiadam określoną wizję tej osoby, często stworzoną na podstawie skrawków informacji (faktów) a większość, jakieś w moich oczach 80-90% to domysły, założenia, oceny i osądy – znaczy czysta iluzja i mój własny wytwór. Takie postrzeganie przez pryzmat okularów przeszłości, moich przekonań, minionych doświadczeń, a nawet bardziej potrzeb i pragnień, które wierzę, że ona może zaspokoić (przywiązania).

Ten wewnętrzny wytwór tworzy we mnie OBRAZ osoby, z którą się spotykam. Jest to tak naprawdę wizja, w którą chcę włożyć tą osobę. Koleżankę ubieram w moje tęsknoty (ktoś kto będzie ze mną, będzie mnie wspierać, rozumieć, rozmawiać, radzić, pocieszać itd.) daję wiarę, że ona jest tym, kim ja chcę (potrzebuję) by była – spełnieniem i zaspokojeniem mojego emocjonalnego głodu.

Uniemożliwia mi to realne, czyste poznanie koleżanki, przecież wchodzę w kontakt z utworzonym przez mój umysł WIZERUNKIEM, a nie osobą. Widzę te cechy, które chcę widzieć, ignorując to co nie pasuje do mojej wizji jej (tak jak w pierwszych fazach zakochania – tak bardzo chcesz by ta osobą była tą wyjątkową,  tą niezbędną do szczęścia i spełnienia, że ją postrzegasz wybiórczo, aby dopasować do własnych potrzeb).

Stworzyłam wizję – Ja już ją włożyłam do jednej z miliona moich szufladek, a wyjść z niej nie jest łatwo, co najwyżej można przeskoczyć do innej. Kiedy ona zachowuje się w sposób, który nie pasuje do mojego oczekiwania (jaka ona jest/ma być) pojawia się we mnie rozczarowanie. Rośnie chęć dzielenia się z innymi jaka to ona jest „nie taka”. Do pewnego momentu ignorujesz to co nie pasuje, a z czasem brakuje już sił by nie widzieć tego co jest… i rozpada się.

Czy to ona mnie rozczarowuje? Czy może rozczarowuje mnie wizja i potrzeba określenia „jaka ona powinna być” i fakt, że ona nie pasuje do moich oczekiwań? Powodem mojego bólu jest fakt, że opieram się temu co jest, wierzę, że jest tak jak nie powinno być. Pojawia się ogromna niezgoda, a za nią cierpienie. Odruchowo winię ją. Ale jaka jest jej wina, w tym, że cierpię z powodu własnej twórczości, którą nieświadomie uznaję za prawdę, bo tak ma być!? Trudno jest przyznać się, że cierpię bo umysł personalizuje moje potrzeby, tęsknoty i tworzy wizję, chcąc aby ona się do niej wpasowała.

A jakim prawem mam wymagać by pasowała? A jak nie pasuje, chce ją ranić i ukarać, że nie jest taka jak powinna? Widzicie jakie to przerażające ograniczanie wolności i nieświadoma obustronna krzywda? Coś co niszczy relacje i skazuje nas na nieustanne poszukiwanie, tej lepszej osoby, która będzie pasować. To tak jak ktoś wymaga bym ja była wedle jego ramki, rodzi się we mnie bunt, a do tego osoba ta chce mnie ukarać, że nie jestem taka jaką ona chce mnie widzieć. Czy to nie smutne?

A gdybym tak mogła postrzegać na czysto, widzieć ją taka jaką w istocie jest? Gdyby zamiast kierować siłę na szukanie innej „lepszej” osoby, czy dopasowania jej – skupić się na poszukiwaniu i zrozumieniu źródła? Skąd wiara, że gdy ona będzie… to ja będę szczęśliwa, szczęśliwasza?

Gdyby tak moją ścianę pełną małych szufladek zamienić na czystą ścianę, stanowiącą jednolite tło dla osoby, którą chcę poznać.

A z drugiej strony czy ona nie tworzy swojej własnej ILUZJI podobnie jak ja, jak każdy z nas? Czy ona nie włożyła mnie do własnej szufladki, z której widzę tylko to co ona jest gotowa mi pokazać?

OBRAZ 2
Tworzę też drugi obraz, kreuję swój własny wizerunek. Gdy zaczynam się przyglądać sobie, zauważam nawet jak zmienia się mój głos. Potrafię być oschła, w przepychankach z mężem… a za moment odbieram telefon od mamy i mój głos staje się miękki i delikatny. Wobec przyjaciół czuję się tak swobodnie, a w tanecznych zabawach wspólnotowych czuję się zesztywniała, jakbym była obserwowana i oceniana przez dziesiątki osób. W rozmowie z dziećmi jestem spokojna, pełna ciepła w rozmowie z kuzynką odczuwam niepewność, wycofanie i niechęć. Ciekawym jest to, że przeskoki z jednego poczucia na drugie, mogą się zmieniać tak szybko jak przejście z pokoju do pokoju, o ile siedziałyby w nich inne osoby.

Myśląc o relacjach w ten sposób, każdy z nas tworzy dwa OBRAZY (siebie i spotykanej osoby). Gdy spotykają się dwie osoby, mamy już cztery obrazy. Dobrze jest zadać sobie pytanie czy spotykają się OSOBY (dwa autentyczne JA) czy te cztery OBRAZY (iluzje)?

Widzicie ile w tym twórczości? A w tej twórczości zakładam, że 90% jest totalną abstrakcją, czymś iluzorycznym. 90% przestrzeni między dwoma JA jest zaśmiecona, zamglona, zakryta czymś co sami tworzymy. A gdyby tak przestać tworzyć?

Idąc dalej rozpoznaję już przyczynę mojej dawnej dezorientacji przy większych spotkaniach. Nie ja i ktoś, a ja i jakieś 6 osób… i jak tu się w tej subiektywnej twórczości odnaleźć? Jak usytuować siebie, stworzyć obraz pasujący do sześciu innych? A może jakiś jeden wypadkowy? A być może co obrót głowy to inny?

Czy ta twórczość, kreowanie OBRAZÓW, wrzucanie do szufladek  nie jest wyrazem naszych oczekiwań (potrzeb) i idących za nimi rozczarowań, czy to nie stąd biorą się konflikty? Czy twórczość nie zaczyna się od wiary, że inni, kiedy będą „tacy jacy mają być” poprowadzą nas do szczęścia i spełnienia?

Nie sposób jest odnaleźć się w relacji opartej na iluzji – ja pokazuję się TAK, a on widzi mnie zupełnie inaczej. Ja mówię TO a on słyszy TAMTO.

Czy to nie wydaje się zabawne? Komiczne, a wręcz niedorzeczne? A przez to smutne i przerażające?

JA u siebie coś takiego zauważam, obserwuję – Czy ty też coś zbliżonego widzisz?

Dla mnie na tą twórczość, jak i wiele innych zachowań, które nie wspierają mojego rozwoju widzę rozwiązanie. Jest nim obserwowanie siebie w różnych sytuacjach, wobec różnych osób. Obserwowanie swoich potrzeb, tęsknot i nadziei, że ktoś może je spełnić. Trenowanie siebie w łapaniu osądów, ocen, założeń i domysłów, wybiórczej percepcji, bo dla mnie to jest przyczyna szufladkowania sytuacji i osób, również siebie.

Oj tak… zdjąć cugle i ruszyć z naturalną dzikością w świat, bez poprawiania fryzury, czy oczka 🙂 Biec wśród innych, cudownych i wolnych!

Być takim jakim się jest, pokazywać siebie bardziej niż tworzyć, widzieć bardziej niż wyobrażać, słyszeć a nie dopowiadać.

Każdy dzień niesie naukę, wdzięczna jestem, że potrafię je widzieć! W małym, prostym zdaniu potrafi być tak wiele prawdy.

Co mam na myśli pisząc twórczość?

Dla mnie są to wszelkie abstrakcyjne twory, które powstają w mojej głowie:
– oczekiwania, założenia, wyobrażenia, dopowiadania, ubarwianie, dokładanie i nadpisywanie zdarzeń,
– szufladkowanie, określanie, ocenianie, osądzanie siebie i otaczających nas osób..
– przywiązania – wiara, że warunkiem do szczęścia i spełnienia – jest posiadanie osoby (przyjaciela, partnera), który będzie posiadał określone cechy, robił określone rzeczy,
Ot cała twórcza praca umysłu, której zawdzięczam mój subiektywizm, jak i wybiórczą percepcję (widzę to co chcę zobaczyć, słyszę to co jestem gotów usłyszeć)

Czy te nawykowe działania nie są źródłem wszelkich konfliktów między ludźmi?

Przykład z życia:

Sytuacja 1 – rozczarowanie
Spotykam po raz pierwszy na żywo dziewczynę, która zna mnie tylko z postów na blogu i moich filmów. Rozmawiamy, obie otwarcie, szczerze. W pewnym momencie zaczynam czuć rozczarowanie po jej stronie. Jest zniesmaczona, że nie pasuję do stworzonej przez nią, wizji mnie. Wyobrażała sobie mnie inaczej, przypisała mi inne cechy, zachowania, postawy niż zastała na miejscu. Czy jest rozczarowana mną? Może tak myśleć, ale zawiódł ją jej system tworzenia wyobrażeń, nie ja. Ale ona jak i wielu z nas jest gotowa w reakcji na swe rozczarowanie osądzić mnie w taki sposób, że nie będzie miała szansy zauważyć, że problem tkwi w tworzeniu wyobrażeń a nie w „niedociągnięciach” spotkanej właśnie osoby.

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Zostaw komentarz...