Uzdrawiająca moc DIALOGU

Uczucia, niby takie proste słowo, często używane… choćby w stwierdzeniu ‚ale słabo dziś się czuję”. Czuć coś, czuć się, odczuwać… mowa o emocjach, które nie są dla większości z nas ani łatwe, ani przyjemne. Bywają wręcz uciążliwe, bo bardzo wpływają na nasze zachowania. Są nieodłączną częścią nas i należy nauczyć się z nimi radzić. Odpowiednio do nich podejść, pozwolić sobie na odczuwanie.

Okazywanie pozytywnych emocji takich jak zachwyt, radość, akceptacja, empatia, miłość, łagodność, jest jak najbardziej akceptowane, a wręcz pożądane. Czasami mam wrażenie, że wymagane. Tak aby na naszej twarzy ciągle gościł uśmiech, bez najmniejszego grymasu. Bo smutna twarz będąca oznaką zmartwienia, jakiś trosk, jest nie wygodna dla otoczenia. Jest trudna, problematyczna.

Czy tak się da?

Przecież człowiek nie odczuwa tylko tych ‚miłych i ‚dobrych’ emocji. Tak samo jak istnieją te pozytywne, są również te będące na ich odwrocie.

Mam wrażenie, że społecznie wypierane i mało akceptowane są negatywne uczucia, o ile tak je można nazwać. Bo w moim przekonaniu emocje są po prostu różne, są takie jak miłość, radość ale jest i nienawiść, gorycz, jest radość, ale również złość i rozczarowanie. Czy możemy kategoryzować je jako te dobre, pożądane i te złe, których nie tyle, nie mamy prawa czuć, co ich okazywać?

Każdy z nas ma całą gamę różnych uczuć, niektórych sami nie pozwalamy sobie przeżywać i spychamy je w głąb siebie, ukrywamy je. Nie jesteśmy studnią bez dna, emocje się kumulują, nigdy same nie znikają. A powiedziałabym, że mają tendencję do wypływania na powierzchnię, kiedy tylko nadarzy się ku temu sposobność.

Do szczęścia konieczne jest szczere poczucie własnej wartości. Miłość do siebie, akceptacja. Poczucie, że jestem tym, kim mam być. Że jestem OK. Aby to osiągnąć musimy uporać się z naszymi ‚złymi’ emocjami, doświadczeniami, tym co zostało w nas w dzieciństwie zakodowane i tkwi do tej pory, wpływając na nasze zachowanie.

Zauważmy, że często kłócąc się z drugim człowiekiem, rzadko rzeczywistym powodem kłótni, jest ta pierdoła, o którą niby zaczął się spór. Zawsze chodzi o to co jest w nas, o ten nieuporządkowany świat emocji, urazów i małych zranień. Ja zawsze mówię, że po prostu przelało się, bo już nie mogło się pomieścić w tym zbiorniku na niewypowiedziane, wyparte uczucia.

Mamy w sobie negatywne uczucia, to pewne. Mamy dwie drogi ich odreagowania. Bo to, że one po prostu znikną, to niespełnione mrzonki.

„Tłumione emocje są jak odtrąceni przez nas ludzie – każą płacić wysoką cenę, za to że je odrzuciliśmy”

Pierwszym sposobem jest „odreagowanie’ ich na kimś, często w nieadekwatnej sytuacji, na nieodpowiednich osobach. Takie zrzucanie na innych odpowiedzialności za mój stan emocjonalny, lub karanie samego siebie. Możemy również wpaść w pułapkę, niosącą ukojenie, bo odsuwającą nas od konfrontacji z samymi sobą, w nałogi.

Odreagowujemy:
– na samym sobie (udowodnione jest, że silne nagromadzenie, niewypowiedzianych negatywnych emocji, skutkuje czasem bardzo silnymi reakcjami fizycznymi, takimi jak bóle głowy, bezsenność, wrzody żołądka itp.)
– na towarzyszu życia (ciche dni, kwaśne miny, robienie sobie na złość, nieokazywanie uczuć itp.)
– na innych niewinnych napotkanych osobach (krzyczenie na dzieci, drażliwość w stosunku do kolegów z pracy itp)

Drugą, lepszą opcją, jest dzielenie się negatywnymi emocjami z zaufaną, otwartą osobą. Nie na zasadzie zrzucania z siebie ciężaru, swoich frustracji, jako celu samego w sobie, tylko otwartego dzielenia się, które powinno zachodzić w obie strony.

Dzięki takiemu dzieleniu się sobą, mam okazję poznać również siebie.

Cudownie byłoby mieć taką osobę, otwartą, wyrozumiałą, cierpliwą, nie obwiniającą, nie oceniającą, taką, która szczerze będzie chciała mieć dla nas czas, dla nas być. Otworzyć się i słuchać.

Każdemu z nas potrzebny jest taki KTOŚ. Idealnie gdy takim kimś będzie nasz życiowy towarzysz. Nasz kompan doli i niedoli. Mąż czy żona. Chłopak, dziewczyna, a może ktoś z rodziny, siostra, brat?

Ludzki umysł jest nieoceniony w przechowywaniu informacji. Doskonale potrafi przechowywać nasze doświadczenia, emocje, uczucia. Wyobraźmy sobie, że każde wydarzenie, z naszego życia, każda reakcja emocjonalna na nie, jest zapisana w naszym mózgu. Wśród tej całej skarbnicy, uczucia, nagromadzone przez całe nasze dotychczasowe życie, w nas są i wywierają na nas wpływ. Maja wpływ na nasze zachowania, na nasz odbiór świata.

Nasz bagaż minionych doświadczeń, nie zawsze jest pozytywny, każdy z nas ma jakieś trudne sytuacje, nie miłe wspomnienia, krzywdzące doświadczenia, o których najchętniej by zapomniał. Nie da się o nich zapomnieć, im bardziej próbujemy udać, że nic się nie stało, tym gorzej dla nas.

Każde takie doświadczenie, emocję trzeba przywołać, przemyśleć, oswoić, zaakceptować, jako miniony fakt, którego nie da się zmienić i uwolnić emocje, pozwolić sobie odczuć żal, złość, bezradność… nie gromadzić.

„W takim stopniu, w jakim tłumimy uczucia, tracimy kontakt z samymi sobą.”

Nie ma emocji moralny i tych niemoralnych. Pewne jest, że każdy odczuwa inaczej, przeżywa inaczej w zależności od tego, co zdążyła się w nim zgromadzić, od tego kim jest. Przecież każdy z nas ma inne potrzeby, inną przeszłość, inne wspomnienia, inne cele przed sobą.

Najbardziej do tego pomocny jest dialog, szczera rozmowa.

Rozmawiamy ze sobą na co dzień, dzieląc się przemyśleniami, poglądami. Ale to nie wystarczy, żeby kogoś na prawdę poznać.

„Można by poznać wszystkie myśli , jakie kiedykolwiek zrodziły się w mojej głowie, a mimo to nie znać mnie wcale. Muszę podzielić się z tobą moimi najgłębszymi odczuciami. Zna mnie bowiem ten, który poznał moje uczucia”

Teoria, teorią ale jak zabrać się za taki dialog? Budującą rozmowę, dzięki której poznamy, naszego towarzysza, jak i samych siebie. Przez dzielenie się tym co ‚złe’ będziemy mogli otrząsnąć się, z czasem tak bardzo nękającej nas przeszłości.

Bardzo trafiło do mnie stwierdzenie, gdzieś, kiedyś przeczytane… że nie pamięta się ludzi, z którymi się śmiejesz, natomiast tych, z który mi płaczesz pamiętasz całe życie.

Też nie wiedziałam, dalej do końca nie wiem, jak zabrać się za taki dialog. Ważna jest w tym odpowiednia pomoc na początku. W książce Pełnia człowieczeństwa, pełnia życia Powella, zawarta jest lista czterdziestu zagadnień, do omówienia. Poniżej kilka zdjęć, książka i pierwsze dziewięć zagadnień. Sądzę, że to dobry materiał na początek.

Człowiek John Powellrelacje
Pełnia człowieczeństwa, John Powell

Nie wiem jak na was, ale na mnie zagadnienia te zrobiły duże wrażenie. Po pierwsze, że sama zastanawiam się i zatrzymuję nad sobą, żeby pomyśleć nad odpowiedzią. Mojego męża wydaje mi się, że dobrze znam, ale tak naprawdę nie wiem jakich odpowiedzi, udzieliłby na te zagadnienia. Zagadnienia, dotyczą różnych sfer życia, również tych będących najczęstszym źródłem problemów osobistych, co za tym idzie w związkach. Bardzo chciałabym poznać odpowiedzi mojego towarzysza życia, bo o ile swoje myśli znam, tak w cudzych czytać nie potrafię. Choć słuszne wydaje mi się stwierdzenie, że „znam siebie tylko, na tyle, na ile mam odwagę zawierzyć siebie drugiemu”.

Poznaję siebie, poznaję drugą osobę, a przede wszystkim dzięki temu jeszcze bardziej poznajemy siebie nawzajem, umacniając tym samym nasz związek, naszą relację.

Zachęcam was ogromnie, do podjęcia trudu. Ja po przeczytaniu książki, jestem pewna że podejmę wyzwanie, sama jestem ciekawa, co z tego wyniknie.

Aby każdy z nas mógł mieć takiego zaufanego towarzysza, do dzielenia się najważniejszym, czym tylko może obdarować drugiego człowieka, SOBĄ. No i przede wszystkim ODWAGĘ, żeby zaryzykować, żeby spróbować… wydaje mi się, że można tylko zyskać. Tracą tak naprawdę tylko ci, którzy nie robią NIC, stoją w miejscu.

 

 

 

Zostaw komentarz...