W poszukiwaniu siebie

Dzisiejszy dzień jest kolejnym krokiem do zmian. Do poszukiwania i poznania siebie.

Miej cierpliwość do tego wszystkiego,
co w twym sercu nie jest rozwiązane…
Spróbuj pokochać same pytania…
Nie szukaj odpowiedzi…
które nie mogą być ci dane,
ponieważ nie potrafiłbyś ich przeżyć.
Sztuka zaś w tym,
aby wszystko przeżyć.
Żyj więc teraz pytaniami.
Może właśnie wtedy,
stopniowo,
niepostrzeżenie,
pewnego odległego dnia dożyjesz,
odpowiedzi.

Niesamowite, czytam i jestem w takim emocjonalnym BUM!, że trudno mi uspokoić emocje. Mam wrażenie, że wszystko we mnie buzuje… a dlaczego? Bo dziś dotarło do mnie wiele faktów, których wcześniej nie do końca byłam świadoma.

Od bardzo dawna, od kiedy pamiętam, zastanawiałam się o co chodzi w tym życiu, po co i na co jestem JA? Do tej pory nie jestem przekonana, że znam odpowiedź choć trochę…

Żyję, z dnia na dzień, borykam się ze swoimi mniejszymi lub większymi trudnościami. Posiadanie dzieci nadało mojemu życiu sensu, że teraz wiem po co żyłam… żeby przekazać życie dalej. Ale to tylko jeden z miliona możliwych wymiarów bycia.

Posiadanie dzieci niesie za sobą błogosławieństwo, ale za razem ogromną odpowiedzialność.

Byłam świadoma od dawna, że pierwsze lata życia dziecka, są ogromnie istotne w jego dalszym życiu. Że niby małe i niczego nieświadome dziecko, nie wiele rozumie i co możne w ogóle pamiętać. Okazuje się zupełnie co innego.

Żeby człowiek mógł w pełni wykorzystać swój potencjał, jak każdy inny organizm musi mieć stworzone ku temu idealne warunki. Niesamowite, co jest taką naczelną potrzebą ludzką. Jeśli będzie ona spełniona człowiek znajdzie odpowiednie pożywienie, jego organizm będzie zdrowy, a wnętrze szczęśliwe.

„Tą potrzebą jest prawdziwa i głęboka miłość samego siebie, niekłamana i radosna samoakceptacja, autentyczny szacunek do własnej osoby

Czy każdy z nas może, bez skrępowania i szczerze powiedzieć:

„Dobrze jest być mną! Cieszę się, że ja to ja!”

„Musimy nauczyć cieszyć się z tego, że jestem sobą. Nie pragnąć być nikim innym. Tylko SOBĄ!

Wewnętrznie, głęboko wierzę, że zrozumienie miłości do samego siebie, praca włożona w dążenie do tego, rozpoczyna drogę do rozwoju, prowadząc do osiągnięcia upragnionego szczęścia. Krótko mówiąc SZCZĘŚCIE JEST W TOBIE!

Niby takie oczywiste. Ale niewielu z nas posiada to upragnione błogie szczęście i równowagę życiową. Od czego zaczynają się zatem problemy?

Otóż od pierwszych dni życia.  Każdy człowiek rodząc się, już ma w sobie wpisane pytanie: Kim jest? Co jestem wart? Po co żyję? Kto może odpowiedzieć na podświadome pytanie takiego maleństwa? Skoro ono zdawałoby się nic nie zrozumie? Ku naszemu zdziwieniu, dziecko otoczone od pierwszych dni miłością, czułością, miłymi słowami, dotykiem, bliskością  jest utwierdzane w przekonaniu, że jest ważne bo jest tym kim jest, tym kim być powinno, że nie musi nic udawać, udowadniać. Wystarczy, że JEST!

Dzieci doskonale wyczuwają złość, bo znów musisz wstać w nocy, rozczarowanie, że nie zachowuje się jak oczekujesz, gniew, że wymaga tyle poświęceń… wszystko zapisuje się w nich.

Maleństwo rośnie, zaczyna mówić i rozumieć jeszcze bardziej. Wtedy też rośnie w nim poczucie własnej wartości. Kiedy jest otoczone troska i miłością bezwarunkową, wszystko przebiega idealnie. Nabywa poczucia bezpieczeństwa, staje się radosną i otwartą na innych osobą. Nie trzeba nic naprawiać i szukać źródła problemu.

Jeśli jednak nie dostaje tego wszystkiego, na jego drodze życiowej walą się kłoda, za kłodą, jedna, druga, kolejna i kolejna… te wszystkie przeszkody, będzie musiał pokonać, żeby móc szczęśliwie ŻYĆ. Jest to ciężka, wymagająca praca.

Każdy z nas był otoczony miłością, ale miłość ta w większości przypadków była WARUNKOWA. Jeśli dziecko zachowuje się tak jak oczekuje rodzic, spełnia jego wymagania jest kochane. Jeżeli nie, zostaje odrzucone, pozbawione uwagi i miłości.

Zaczyna się od banalnych słów. Od warunków, jeśli…, to zyskasz moją miłość. Jeśli ładnie zjesz obiad… Jeśli posprzątasz pokój… Jeśli będziesz grzeczny… Zachowuj się, jak…. A jeżeli nie będziesz zachowywał się jak ja chce, zabiorę ci moją miłość. Rodzice bombardują swoje dzieci, nakazami, zakazami i niszczycielskimi warunkami.

Jak tragiczny jest los małych ludzi, rosnących w poczuciu, że muszą zasłużyć na MIŁOŚĆ. Jak człowiek ma się rozwijać w pełni, skoro nie może skupić się na tym co ma w sobie, bo musi nieustannie być taki, jak chcą tego inni!

Rosnąć w poczuciu, że kochają jak jestem taki, taki i siaki… a nie kochają jak jestem taki, taki i taki… Kochasz mnie całego? Albo wcale? Czego uczymy dzieci? Że nie żyją dla siebie, w żadnym stopniu… że żyją dla nas? dla innych? Żeby spełniać czyjeś oczekiwania… cóż za tragiczna sytuacja.

Rozumiem oczekiwać określonych zachowań, przecież musimy wychować dziecko. Ale nie warunkujmy tego miłością! Kochać rodzice powinno zawsze, nawet jak są ekstremalnie ŹLI! Dziecko nie powinno mieć nigdy cienia wątpliwości co do tego!

Nie ma możliwości, żeby spełniać wszystkie oczekiwania rodziców. Skazujemy dzieci na porażkę, w tych dążeniach. Nie były w stanie odpowiednio ‚zapłacić’ za naszą miłość. Czy to nie jest idealna droga, żeby nasze dziecko zaczęło nienawidzić samo siebie?

Skoro prawdziwa miłość do samego siebie jest gwarantem życiowego szczęścia, to nienawidzenie siebie jest gwarancją dragi ku śmierci, za życia.

Dobrze, że człowiek jest bardzo przebiegły i dbały o własny komfort i próbuje mimo przeciwności, poradzić sobie w trudnej sytuacji. Próbuje odzyskać równowagę, stosując różnorakie mechanizmy obronne. Jest ich bardzo wiele, stanowią tarczę, a zarazem odgradzają nas od innych i poznania siebie.

Czy to wszystko powyższe oznacza, że brak pewności siebie, co za tym idzie brak zdolności osiągania szczęścia, zawdzięczamy własnym rodzicom? Byłabym daleka od obwiniania kogokolwiek. Wierzę, że rodzice zgodnie ze swoją wiedzą, robili to co uważali za słuszne. A że czasu nie da się cofnąć, to byłoby to bezowocne kierowanie odpowiedzialności za własne życie na inne osoby, czego robić nie powinniśmy.

Ja podejmuję walkę. Wiem, że prędzej czy później zdołam zmieść te wszystkie wybudowane wokół siebie mury obronne, w pył. Nie pozostanie po nich nawet ślad.

Tymczasem, żyję ciesząc się pytaniami… próbując się w nich zakochać…

Jest to bardzo rozległy temat, dla mnie osobiście niesamowicie istotny. Zdecydowanie będzie kontynuowany.  Tym bardziej, że jestem matką i z każdym dniem, dociera do mnie bardziej i bardziej, jaka ogromna odpowiedzialność spoczywa na moich i męża ramionach. Mając dzieci, w dużym stopniu decydujemy o tym, jaki życiowy start będą miały. Dbajmy o nie, nie powielając błędów i zaniedbań, pokutujących w nas od pokoleń. Nie chcę niczego popsuć świadomie czy nieświadomie! Chcę szczerze dać im wszystko co tylko mogę! Chcę im dać przede wszystkim miłość, uwagę, troskę, wyrozumiałość… nielimitowany CZAS.

Zostaw komentarz...