Wiara czyni cuda! Mówisz, że możesz – to możesz!

„Wszystko zależy od tego, jak piszesz sobie swoją historię. Ja chcę wierzyć i wierzę, że mogę wszystko i że mam na to czas. Przecież wiara czyni cuda! Rezygnuję ze zbędnych rzeczy, działań… ale nie z tego co sprawia mi radość. „

Powyższy cytat to moja odpowiedź na pytanie:

 Jak to możliwe, że mam czas na to co robię, mając troje małych dzieci (w wieku poniżej 7 lat)

Skąd u mnie miejsce na malowanie, pisanie, czytanie, grzebanie w ziemi i inne czynności? A co najdziwniejsze skąd lekkość i radość, skoro przecież w domu „siedzę” i codziennie „robię to samo”?

Fakt, troszkę się dzieje w moim życiu. Lubię mówić, że jest dynamiczne…. mam męża, troje dzieci, dom… kwiaty, ogródek, zapał do gotowania, robienia zdjęć.  Góry książek do przeczytania. Pojawiają się u mnie coraz to nowe przygody twórcze: niedawno zakończyłam przygodę z decoupage’m, aktualnie maluję akwarelami (małe, większe obrazki, zakładki do książek). Najnowsze coś, to nauka kaligrafii.

Jak to pięknie brzmi! A uwierzysz, że kilka lat temu wierzyłam, że jestem uwięziona w domu, a życie dzieje się gdzieś obok, omija mnie?

Przecież wiara czyni cuda…

Kiedyś?
Przez kilka pierwszych lat małżeństwa i bycia mamą wierzyłam, w to w co wierzy społeczeństwo… nie znosiłam bycia w domu, wydawało mi się to bezwartościowe. A na pytanie gdzie pracuję i co robię, wybuchał we mnie wulkan wkurzenia. Większość mojego czasu zajmowało mi „zabijanie czasu” (TV, internet, zamartwianie się i inne psychologiczne czaso’pochłaniacze). Wtedy nie miałam czasu na nic. A bycie mamą wydawało się tak trudne, jak myśli większość ludzi. Nie mówiąc o posiadaniu większej ilości dzieci niż dwoje – bo to musi być prawdziwy koszmar.

A teraz?
Teraz traktuję każdy dzień jak coś pięknego. Kreuję w sobie nawyk, by codziennie robić coś, co sprawia mi radość. Uczę się być obecna w kontakcie z dziećmi. Doświadczenia macierzyństwa nauczyły mnie pokory, cierpliwości i akceptacji. Dla mnie czas z dziećmi jest bezcenny, choć i tak zdarza się, że „mam dość”, ale to świadczy tylko i wyłącznie o zaburzeniu równowagi. Jest informacją dla mnie… że jest zbyt dużo tego „co muszę”, a zbyt mało tego co daje radość. I to nie jest kwestia czynności, kluczem jest stan umysłu.

Zauważyłam, że gdy myślę: „znowu muszę składać to pranie” – staje się to męczące, monotonne. Gdy zaś pomyślę „oooo poćwiczę „folding method” i pocieszę się estetyką w szufladzie – układanie ubrań staje się ekscytującym wyzwaniem.

Tak można ze wszystkim. W zależności jak masz zaprogramowaną daną czynność czy funkcję – tak ją odbierasz. Jak sobie ją piszesz – taka dla ciebie jest.

Wtedy bycie mamą – może być ekscytującą przygodą, lub też męczącym obowiązkiem. Bycie w domu – może być okazją do rozwijania pasji, lub też powodem do wstydu.

To Ty decydujesz – choć możesz nie wiedzieć nawet, że masz opcję wyboru. Fajne jest to, że mając tego świadomość, możesz zmieniać swoje myślenie, postawę. Większość negatywnych ocen (bycia kimś, dopasowania się, bycia w jakimś konkretnym stanie, podejście do obowiązków, różnych czynności) pochodzi z twojego zaprogramowania, przekazów rodzinnych. Upraszczając – te oceny, które są w tobie od zawsze – nie są twoje, są przyjęte.

Możesz je przejrzeć i zostawić tylko te, które ci służą! Ty decydujesz! Przyjmujesz, lub odrzucasz.

Może posłuży Ci wskazówka:

Rób to co robisz, ale kieruj się miłością nie strachem.

I pamiętaj:

Mówisz, że możesz – to możesz!
Mówisz, że nie możesz – to nie możesz!
Więc sobie wybierz! Możesz?

i…

Wiara czyni cuda!
A Ty decydujesz w co wierzysz i co jest możliwe!

Zostaw komentarz...