Zachwytu, radości, otwartości uczę się od moich dzieci! Mam w sobie 20% zgody!

Pobudka o 5:55, zaczyna się kolejny dzień… dzisiejszy jest inny od wielu poprzednich. Dziś celebruję RADOŚĆ z faktu, że mam tyle powodów do wdzięczności. Mam tak wiele, takie przeogromne wewnętrzne bogactwo, tak wiele ciepłych i promiennych dusz wokoło, za co chcę DZIĘKOWAĆ po stokroć!


Ostatnie dwa, może nawet trzy tygodnie były dla mnie przeprawą przez kolejne poziomy braku akceptacji samej siebie, braku uznania wobec tego co robię, mierzenie się z poczuciem oddzielenia i myśli „jestem sama” i „nikt mnie nie rozumie”. Zupełnie jakbym zapomniała, że fakt, że JESTEM … sam w sobie jest tak niewyobrażalnie cudowny, że dziś z radości mam łzy w oczach. Amnezja na to co istotne, jak już się „przypomni” pojawia się wdzięczność.

Jeszcze wczoraj siedziałam na huśtawce zastanawiając się – co się dzieje? Skąd trwający kilkanaście dni stan posępności, braku radości, zastoju, wstrzymania… jakby moje okulary postrzegania zmieniono na szare, a może nawet czarne. Patrzysz i nie widzisz nic, z czego można by się cieszyć… poza palącym brakiem, a na pytanie czego potrzebuję, czego mi brakuję, nie pojawia się odpowiedź, poza krzyczącym wewnętrznym, agresywnym – ODWAL SIĘ! Na każde pytanie i wyraz troski o siebie pojawia się wewnętrzny OPÓR, jakbym sama stawiała wewnątrz siebie MUR, z ogromną tabliczką z napisem – WSTĘP WZBRONIONY!

Nie wiem czy miewacie takie stany… znajdujecie się wśród ludzi, których kochacie, na których wam zależy a wpadacie, jak ja, w takie coś i jest wam tam źle, a nawet bardzo źle. Ja miałam wrażenie, że wprowadzam się w szklaną kulę, z przymglonego szkła, pieczołowicie zamykam wejście i jestem tam. Nie docierają do mnie przekazy z zewnątrz, wsparcie, ciepłe słowa, jestem na to głucha i ślepa, jakby wszystko co jest do mnie kierowane odbijało się o tą szklaną kule, w której jestem.

Moje postrzeganie nastawia się na wychwytywanie potwierdzeń tego w czym jestem, trybu karcenia, wyłapuję to co mi pasuje, słyszę to co chcę usłyszeć. Dążę do tego by utwierdzić się w przekonaniu, dawnym, starym schemacie myślowym. Brzmi ono – jesteś do niczego! nie nadajesz się! masz się naprawić!

Jak ja dobrze to znam, te poczucie, że jestem nie taka jak trzeba, że robię nie to co trzeba, że powinnam się naprawić, powinnam lepiej wyglądać, lepiej…. bardziej… mocniej… Tak byłam niemal trzy tygodnie.

Co mi pomagało?
W tle cały czas patrzę na to co się ze mną dzieje i wiem, że to jest PRZEJŚCIOWE. Ta świadomość daje mi siłę, daje mi szczyptę pozwolenia, aby działo się to co się właśnie dzieje. Wiem, że ten stan, którego doświadczałam ma WNIEŚĆ COŚ w moją świadomość. Nazywam to STAN, bo uczę się nie oceniać i porzucać chęć nadawania nazw wszystkiemu co się ze mną dzieje. Co ten stan ma wnieść? Nie wiem, ale być może to nie jest czas bym wiedziała, bo jeszcze brakuje dopełnienia do zrozumienia. Uczę się dać sobie prawo, nie wiedzieć. Nie oczekiwać od siebie, że będę rozumieć, że mam znać odpowiedź na każde pytanie.

Daje sobie te dwa, trzy tygodnie na stan, którego nie potrafię w pełni zaakceptować i budzi się we mnie presja ‚niech to się skończy’, ‚nie chcę tego’. Mam wrażenie, że szarpię się ze sobą. Cudowny jest fakt, że moje pozwolenie na to by się działo, niezależnie od tego czy jest mi w tym wygodnie czy nie – oceniam procentowo na 20% zgody. Mam w sobie 20% pełnego przyzwolenia! Dla mnie to powód do radości, bo do niedawna odczuwałam, że jest to 0% zgody, a 100% oporu.

Czuję, ze ostatni czas był dla mnie lekcją, taki kurs godzenia się na to co jest. Dzięki temu widzę postęp z 0% do 20%.


Dla mnie kluczem jest:
pozwolić by się działo, to co właśnie się dzieje! Niezależnie od tego czy jest ci w tym wygodnie, czy nie!
– mieć pewność, że jest to przejściowe,
że ten STAN, przydarza się specjalnie dla ciebie, by pokazać ci coś, by dać ci szansę na rozwój, by nauczyć cie czegoś, by pokazać gdzie i w czym potrzebujesz wsparcia,
– pytaj siebie „Czego ta sytuacja chce mnie nauczyć? W jaki sposób ona jest dla mnie doskonała?”


Dziś siedząc przy stole, jadłam śniadanie z moimi dzieciaczkami i patrzyłam na nich z zachwytem, z miłością, z bezgraniczną radością! Przeszło mnie – TAK, to jest TO! Właśnie tak chcę na siebie patrzeć, tak jak patrzę na nich. Niezależnie od tego co robią, lub czego nie robią – uwielbiam, kocham, wzdycham, zachwycam się. Cel na kolejny czas, to OBSERWOWAĆ moje dzieci, przyswajać tą ich bezgraniczną radość, spontaniczność, zachwyt światem, ciekawość, otwartość, odwagę, szczerość <3 Otwierać się na to i przypomnieć sobie, że ja też to mam!


Ja dobrze być poza tą szklaną kulą! Przywiązanie do stanu poza kulą, jest moją przeszkodą, w tym by akceptować i przyjmować równie ochoczo, czas w kuli <3 Wiele lekcji do zaliczenia… ale radość z bycia w ruchu jest OBŁĘDNA!

Dziękuję! Cieszę się! JESTEM!

Zostaw komentarz...