Podświadome zasilanie starych schematów. Bezcenne olśnienia i dopełnienia!

Dziś doświadczyłam po raz kolejny opóźnionego olśnienia. Bardzo doceniam zjawisko, kiedy sytuacja się dopełnia* i jestem w stanie zrozumieć co się ze mną działo przez poprzednie niemal dwa tygodnie. Co kręciło się we mnie, co napędzało moje destrukcyjne względem siebie zachowania.

Źródło wewnętrznego sabotażu – poczucie potrzeby zadośćuczynienia i rekompensaty

 Wczoraj był dla nas radosny dzień, urodziny mojego męża. Dzień, na który czekałam od dawna, bo uwielbiam wymyślać, tworzyć i obdarowywać niespodzianymi prezentami. Dzień zaplanowałam z naciskiem na „muszę zrobić”  i tu cala lista zadań do wykonania.

Byłoby dobrze bo zapewne jak wiele z Was, ja byłam nauczona nieść wiele, również ‚własnych’ narzucnych powinności, realizując resyrykcyjny plan. Mimo wyczerpania działa się dalej. Ale dobrze jednak nie było, bo moje dociskanie siebie trwało nie jeden dzień a 1,5 tygodnia i właśnie wczoraj miało swoje apogeum. Wieczorem zamiast miło spędzić wieczór z mężem… padłam.  Właściwie to w końcu się poddałam. Poddałam się sobie, temu czego naprawdę potrzebowałam.

Co się stało 1,5 tygodni temu, a wczoraj się dopełniło, abym mogła objąć całość i zauważyć pewien stary schemat który ujawnił po raz kolejny? Te 1,5 tygodnia temu wybrałam się na konferencję do Warszawy, mieszkam blisko więc dwie wycieczki. Jedna w sobotę, kolejna w niedzielę. Przed podjęciem decyzji nie miałam aż tylu wątpliwości co przed podróżą do Krakowa (czytaj poniżej)

Kiedy sam siebie sabotujesz! W niewoli dawnych schematów. Starcie CHCĘ kontra POWINNAM

Mój schemat działania był prosty i przejrzysty:
Była informacja o konferencji → sprawdziłam tematykę, TRAUMY → myśl coś dla mnie → wewnętrzna decyzja, chcę tam być → sprawdzenie czy rodzinnie mamy wolny czas → tak → więc postanowione – JADĘ

Schemat działania, decyzji zdecydowanie łatwiejszy niż przy pierwszym takim przedsięwzięciu (klik…). To też pokazuje MOC zmian jaka wynika z wprowadzania w czyn, w życie, swoich nowych pragnień, marzeń, postanowień. Mimo, że bywa trudno, to za drugim razem idzie lżej, łatwiej. Acz nie do końca… bo moc drugiego wyjazdu objawiła się z opóźnieniem. Pokazała inne oblicze braku uznania prawa do realizacji własnych pragnień.

Pojechałam na konferencję, wróciłam zadowolona i się zaczęło… Perfekcyjnie uruchomił się stary schemat zachowań, cały ciąg reakcji przysposobiony w dzieciństwie. Gdybym miała go nazwać, brzmiałby tak:

– „nie należy Ci się”,
– „musisz zasłużyć na to”,
– „głupoty Ci w głowie”,
– „musisz to odpracować”.

Zaczęłam czekać… na karę, na wyrzuty, na wygadywanie. Nie doczekałam się tego ze strony otoczenia: mojej rodzinki, mojego męża. Schemat się nie sprawdził, więc co, zniknął? NIE! Ja sama go dopełniałam. Sprowadziło się to do wytworzenia wewnętrznego przymusu aby odpokutować przyjemność, którą dla siebie „wyrwałam”, odpracować, zrekompensować rodzinie swoją nieobecność i sam fakt, że robię coś dla siebie, co nigdy w moim przekonaniu mi się nie należało.

Sama dopełniałam schemat, aby był dalej słuszny! By dalej zdawał się aktualny!

Auto-sabotaż w czystej postaci! Acz nie skupiał się na decyzji o wyjeździe, jak przy pierwszej kongerencji a na kontynuacji, nazwałam to żartobliwie syndrom po-konferencyjny 🙂

Działo się to bardzo głęboko, wewnątrz mnie i było niedostrzegalne w momencie kiedy działałam na swoją niekorzyść. Co robiłam w ramach syndromu po-konferencyjnego?

– odmawiałam sobie przyjemności,
– wrzucałam na siebie większą ilość obowiązków niż zwykle,
– odmawiałam sobie rozmów z przyjaciółką,
– odmawiałam sobie spotkań ze znajomymi,
– odmawiałam sobie wyjazdów na mityngi,
– odłączyłam się od sieci, internetu,

Wszystko to było perfekcyjnie, racjonalnie wyjaśnione, bo muszę odpocząć (od otoczenia), bo muszę nadrobić obowiązki, zrobić generalną czystkę, bo przyda mi się ‚odwyk’ od wszystkiego, bo dzięki takiej pauzie nabiorę dystansu, będę miała ogrom przestrzeni dla siebie itd.

Dopiero wczoraj kiedy byłam u kresu sił, doznałam olśnienia! To co się działo, to czego sobie odmawiałam, to co na siebie narzuciłam miało być karą, którą kiedyś za każdym razem otrzymywałam z zewnątrz, kiedy tylko wyegzekwowałam coś dla siebie. Kiedy doszło do mnie, że SABOTUJE siebie, co zrobiłam?

Uśmiechnęłam się i pomyślałam – mam cię! kolejny schemat zauważony, dostrzeżony i właśnie się rozpuszcza. Nie udawałam, że to co się działo jest winą tylko przeszłości, że po co mi to, nie obwiniałam siebie, nie karciłam siebie za to co się działo. Doceniłam to, że mogę widzieć, że zauważam, że pojmuję co się dzieje. Z wdzięcznością doceniam każdą taką sytuację, która niesie naukę, która wskazuje mi miejsca w których jeszcze podążam starym torem.

Przyjmuję ten tryb sabotażu (stary tor) jako mój, jako mój wewnętrzny wytwór, przytulam go i świadomie porzucam, jako coś co mi już nie służy!

Z przyjemnością się wykolejam ze starych schematów, wskakuje na nowe, już swoje, świadomie wybrane, nie narzucone tory. Mimo, że to wykolejenie bywa drastyczne, jak już otrzepię się z kurzu, podniosę się, to na tych nowych torach jest mi tak dobrze! Czuję, że ja decyduję, że to moje życie, że mogę porzucić to co mi nie służy, budując swoją nową infrastrukturę <3

Przyglądam się sobie, bacznie. Zauważyłam też łatwość i tendencję do przerzucania tego co sama sobie robię, na bliskie osoby, w moim przypadku męża. Myśli typu dlaczego on taki jest, czemu mam to wszystko robić, czemu wszystko jest na mojej głowie, itp. pojawiają się niemal samoistnie. Zrzucanie na męża odpowiedzialności za moje działania, których sama nie rozumiałam, były dobrą przykrywką i jednocześnie klapkami na oczach. Nie pozwalało mi to zauważać tego co we mnie woła o wyzwolenie. Teraz zauważam to przenoszenie kiedy się pojawia i opatulam je własną uwagą.

Bolesne jest zauważyć w sobie wewnętrzny sabotaż, ja uciekalam od tego. Teraz wiem, że jest to kolejna kładka do wyzwolenia, wewnętrznej wolności i pełnej świadomości! Strach tworzy straszliwy mur. Po drugiej stronie tego bolesnego muru jest wolność! Nie ma co uciekać od niego, możesz przy nim zrobić zwrot i obrać inna drogę. Ale co najwyżej odsuniesz tą nieuniknioną konfrontację w czasie. Skoro dążymy do wolności, a ona jest za murem… nie ma innej drogi jak stanąć przed tym bólem, przed prawdą i przebić mur!

Tekst napisany na świeżo, po olśnieniu <3 liczę, że posłuży komuś w zauważeniu własnych działań, które należy już porzucić.


dopełnienie * – chciałabym wyjaśnić fenomen, niedawno odkryty polegający na dopełnieniu zdarzeń. Masz problem i nie rozumiesz co się dzieje, dlaczego, po co i co z czego wynika. Ja zauważam, że często w chwili w której żądam, aby stała się „jasność”, najzwyczajniej jest to nie możliwe. Bo aby pojąć istotę nauki, którą trudność niesie, muszą się zdarzyć jeszcze kolejne dwie, trzy sytuacje aby cały schemat się dopełnił. Abyś nabrał dystansu i spojrzał z większej perspektywy. Jak już się dopełni to ja nazywam to mocą opóźnionego olśnienia, nie dlatego, że się opóźnia, spóźnia ale dlatego, że przychodzi później niż oczekuję. Uwielbiam te olśnienia, bo dają obłędnie głęboki wgląd. Piszę o tym, bo być może też dostrzeżesz w tym głęboki sens. Przez co będziesz traktował sam siebie z większą cierpliwością i wyrozumiałością, być może przestaniesz żądać odpowiedzi już i teraz. Być może zechcesz poczekać na dopełnienie <3


Kto mnie znajdzie na poniższym zdjęciu? Zagadka 😀 

Zostaw komentarz...