Związek – warunkiem do odkrycia siebie?

Jeżeli jako dzieci, nie żyliśmy w optymalnych warunkach. Nie stworzono  nam możliwości rozwoju i wzrostu. Nie akceptowano nas w pełni, takimi jakimi byliśmy, tylko strofowano nas i gaszono na każdym kroku, nasz wrodzony zapał do odkrywania. Z dzieci, staliśmy się zamkniętymi na prawdziwe emocje dorosłymi, z małymi, skrzywdzonymi dziećmi wewnątrz nas. Dzieci te łkają zamknięte w piwnicach naszego umysłu i stale dają o sobie znać.

Ale czy mając taką przeszłość jesteśmy już przegrani na całe życie? Nie możemy zrobić nic, żeby odzyskać wolność wewnętrznego JA?

Możemy! Ale żeby choć próbować to robić, musimy znaleźć się w bardziej sprzyjających ku temu warunkach. Jako dorośli musimy próbować wyjść z tych piwnic, do których nas wepchnięto.

Wyobraźmy sobie, że nasze prawdziwe JA, którego sami nie znamy, jest zamknięte w owej piwnicy, ukryliśmy je, żeby przypodobać się otoczeniu, żeby życie stało się bardziej znośne, tym samym pozbawiliśmy się swoich cudownych możliwości życia w pełni.

Na straży wyjścia z tej piwnicy stoi nasza przeszłość, często bolesna, której nie chcemy pamiętać. Nie uda nam się pozbyć strachu, aby spróbować choć uchylić te drzwi, wiedząc że strażnicy tam są i nie pozwolą nam wyjść, paraliżuje nas strach.

Małe słoniątko w ramach tresury przywiązuje się do dużego pala, wbitego w ziemię. Mały słonik wiele razu próbuje, go wyrwać i oswobodzić swoje ruchy, bezskutecznie. W końcu przestaje podejmować wysiłki, zakładając, że nigdy mu się nie uda. Nawet kiedy jest ogromny i jednym ruchem wyjęłoby, już teraz nie ogromny pal, a mały palik z ziemi. Nie podejmuje wyzwania, bo pamięta, że jest wobec tego bezsilny. Słoń nie próbuje nawet dostrzec swoich nowych możliwości, bo tkwią w nim przekonania i wizja świata, tego małego słonika, który chciałby uciec, a nigdy nie mógł.

Podobnie jest z nami. Ktoś, kiedyś powiedział nam, że jesteśmy grubi, będziemy wierzyć w to do końca życia; ktoś inny pokazał nam, że nasze zdanie, nie ma znaczenia; że nasze potrzeby nie są ważne, będziemy w to wierzyć; ktoś nas bił, myślimy, że nie jesteśmy warci szacunku, że coś z nami jest nie tak.

Bez uświadomienia sobie, że już nie jesteśmy zależnymi dziećmi i nasze możliwości są znacznie większe niż kiedyś, będziemy w tym tkwić aż do śmierci. Lawirując między codziennymi obowiązkami, a niechcianymi frustracjami, nieznanej przyczyny.

Jesteśmy dorośli, wyprowadzamy się z domu, pozbywamy się naszych strażników piwnicy. Bo ich stałe towarzystwo nie sprzyja prawdziwemu rozwojowi. Możemy zacząć wszystko od NOWA! Po uwolnieniu, nasze JA zacznie się uzewnętrzniać, rosnąć i twórczo rozwijać, o ile mu na to pozwolimy.

Zaczynamy życie na własną rękę, stajemy się niezależni. To pierwsze kroki do zmiany siebie, do wolności wewnętrznej, na którą czekaliśmy. Choć mimo to, że jesteśmy już z dala od rodzinnego domu, nasze przekonania stamtąd wyniesione, dalej w nas tkwią, jak w tym słoniku.

Dlatego aby spojrzeć na siebie na nowo, potrzebny jest drugi człowiek. Bo aby móc się zmienić, pokochać siebie, potrzebujemy przeglądać się w drugim człowieku. Tak jak niemowlę, potrzebuje widzieć miłość w oczach matki. Aby nasze życie, nie stało się znów tylko walką o przetrwanie, musimy odpowiednio wybrać towarzysza życia, bo od tego będzie zależeć czy w końcu będziemy mieli dobre warunki do rozwoju. Czy może będziemy kontynuować naszą życiową mękę?

Wtedy zacznie się nasz powrót do siebie, odkrywanie na nowo. Nie można tego nazwać powrotem do domu, bo prawdziwy dom nigdy nie istniał. Będziemy tworzyć swój własny, przyjazny DOM, na nowo, od samych fundamentów, po dach. Jednak bez PIWNICY, bo nie będzie nam już potrzebna!

Należy być uważnym, bo dziedzictwo rodzinne, ma duży wpływ na nasz wybór towarzysza życia. Często jeśli żyjemy w narzuconych schematach, wpadamy w przymus powtarzania (art), nieświadomie kontynuujemy powielany od pokoleń chory schemat zachowań, decyzji i wyborów.

Kobiety, które wyrosły w rodzinach alkoholowych, gdzie patrzyły na krzywdę swoich matek, same znajdują podobny los w dorosłym życiu. Kieruje nimi wyuczona bezradność i nawet nie sprzeciwią się tyranii, we własnym nowym domu, który miał stać się wyzwoleniem. Nie umieją same siebie szanować, w związku z czym, nie szanują ich bliskie osoby. Synowie alkoholika stają się sami uzależnieni i krzywdzą swoje rodziny i żony, odreagowując pokłady żalu i bezsilności z dzieciństwa.

Może też być tak, że dzieci, przysięgną sobie, że nigdy nie pozwolą siebie tak traktować. Dziewczynki, obiecują, że nigdy nie staną się zależne od męża, stają się niezależnymi kobietami sukcesu, tkwi w nich strach przed związkiem. Boją się powtórzenia losu matki. Wyrzekają się małżeństwa, posiadania dzieci, żeby odsunąć, jak najdalej sytuację, która choć trochę przypomina dawny los, którego stały się świadkami. Tym samym pozbawiając się brutalnie, największego ludzkiego szczęścia, jakim jest przekazywanie i tworzenie nowego życia.

Możemy wszystko zmienić! Mimo najgorszej historii, możemy przekuć to w dobro! Możemy na tym wzrosnąć. Ta cała obciążająca historia, może się dla nas stać wyrzutnią, wybić nas na wyżyny świadomości i wzrostu!

Nie ulegajmy tym wyuczonym schematom, nie przyjmujmy też działań zupełnie odwrotnych. Bo obrót o 180 stopni to nie jest zmiana, to dalej tkwienie w gównie, tylko druga nogą (Przepraszam za wyrażenia, ale wpasowuje się idealnie).

Kochani, bierzmy w nasze ręce kierownicę i ruszajmy w drogę, ku upragnionej wolności! Pod żadnym pozorem nie stójmy w miejscu! Nasze życie z każdą minutą staje się krótsze, pora zacząć ŻYĆ!

 

 

Zostaw komentarz...

  • Babastian

    Świetny tekst, myślę, że odwzorowuje to wiele osób, potrafię znaleźć takich w swoim otoczeniu.

    • Magdalena

      Dziękuję! Właśnie o to chodzi, żeby dać materiał do refleksji! Pozdrawiam!

  • Barbara

    pani Magdo, ale jak znaleźć, w chorym związku furtkę, której się nie widzi

    • Magdalena

      To skomplikowany temat, bo jestem świadoma, że gdybym miała inaczej w związku niż mam, nie miałabym może nawet możliwości, żeby się zastanowić nad swoimi potrzebami i emocjami. To byłoby takie przedłużenie męczącego i krzywdzącego dzieciństwa.

      Trzeba jednak pamiętać, że nikt inny, jak MY sami, jesteśmy odpowiedzialni, za to jak wygląda nasze życie. A w naszych rękach jest również to jak może ono wyglądać.

      Nasz towarzysz życia powinien również wziąć odpowiedzialność, za swoje dziedzictwo życia. Bo do związku wnosimy, każdy swoje bagienko, jak razem nie stawimy im czoła, to będziemy w nich tkwić umęczeni.

      Myślę, że każdy związek da się uratować, choć potrzebne są do tego dwie osoby, które CHCĄ. Jeśli jest tylko jedna… może należałoby zająć się sobą, rozwojem, uporządkowaniem historii, przyniesie to zmiany w podejściu do siebie. Zmiany w patrzeniu na świat. A jeśli człowiek zacznie sam siebie kochać, cenić, szanować, zacznie tego wymagać, od otaczających go osób i nie da się już więcej krzywdzić. Nie będzie czekać na wybawienie, tylko weźmie odpowiedzialność i nie pozwoli się źle traktować.

      Partner może wtedy albo pójść za nami, albo pójść swoją drogą, już bez nas… Każdy ma wybór. Tkwienie w tym co działa na nas destrukcyjnie, nie jest dobre.

      Gdy zaczniemy przyglądać się nam samym, może uda nam się zmienić naszą wizję, bo często jest zniekształcona. Właśnie przez tą ograniczoną wizję, często mamy oczy zamknięte na rozwiązania, które są, czasem oczywiste, ale ich nie widzimy.

      W każdym ‚chorym’ związku, w którymś momencie, zaczęło się źle dziać. Piękne jest porównanie do kociołka… jeśli człowiek wejdzie do miłej letniej wody, jest mu dobrze, mimo tego, że pod spodem pali się ogień, przez co temperatura rośnie, człowiek tego nie zauważa, bo dzieje się to stopniowo i do tego się przyzwyczaja. Gdyby go od razu wrzucić do gorącej wody, nie próbowałby się przyzwyczaić, próbowałby się bronić i uciekać.

      Droga Basiu POWODZENIA!

  • Klaudio cieszę się, że u mnie gościsz 🙂

    Jeżeli zakończyłaś krzywdzący związek znaczy, że masz w sobie ogromne pokłady SIŁY i nieodkrytych MOŻLIWOŚCI! Szukasz wiedzy, cudownie! Świadomość potrzeby zmian, jest pierwszym krokiem do ZMIANY!

    Ja aktualnie czytam książkę Symbioza i autonomia, jeśli lubisz czytać to koniecznie zajrzyj ( http://madziowy.pl/biblioteczka-to-co-juz-czytalam-czytam-i-mam-zamiar-przeczytac/symbioza-i-autonomia-franz-ruppert/ ). Niesamowicie opisane są uwikłania w związkach, niedługo o tym napiszę. Bo książka ta zmieniła ogromnie moje spojrzenie na temat związków, oczywiście w kontekście tego, że źródłem jest dom rodzinny.

    Klaudio droga, troszkę to potrwa, ale zapewniam Cię, że odzyskanie wiary w siebie i w to, że możesz tak naprawdę wszystko, jest MOŻLIWE! Bo skoro ja wiem, że jesteś CUDEM, do Ciebie też to w odpowiednim czasie dotrze 🙂

    Skąd brać motywację? Twoją motywacją niech będzie NADZIEJA a właściwie PEWNOŚĆ, że sama dla siebie staniesz się WYBAWIENIEM z każdej opresji, że SZCZĘŚCIE jest w Tobie, że potrzebę aprobaty ze strony rodziców i innych ludzi, można zastąpić WIARĄ w siebie i MIŁOŚCIĄ do siebie, że do tego by ŻYĆ w pełni, masz wszystko czego potrzeba, masz SIEBIE. Wymaga to jednak wysiłku i czasu.

    Nie przedstawię Ci gotowej recepty, bo ja podobnie jak wiele z nas, jestem w drodze, w poszukiwaniu. Ale każdym przełomem będę się z Wami dzielić, licząc, że to również wam pomoże!

    Gorąco ściskam! Szczerze wierzę, że odmienisz swoje życie, że znajdziesz siebie.